Anwil kolejny już raz w obecnym sezonie zawiódł swoich kibiców. Graliśmy na wyjeździe ze Stelmetem Zielona Góra i po żenującej grze przegraliśmy 101:77. To była prawdziwa kompromitacja i wyraźny znak, że potrzebujemy zdecydowanych zmian.
Październik nie był dla nas łatwym miesiącem. Można powiedzieć, że przeżyliśmy zderzenie ze ścianą. Wielkie, przedsezonowe zapowiedzi zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Ponieśliśmy brutalne porażki, a nawet jak wygrywaliśmy, to raczej bez większego blasku. W minionym miesiącu zanotowaliśmy dodatni bilans, ale i tak gra Anwilu, pozostawiała sporo do życzenia.
Z wyborem MVP za październik nie miałem jednak większego problemu. Na największe uznanie, w moich oczach, zasłużył Tony Wroten.
W trzeciej kolejce Ligi Mistrzów wreszcie odnieśliśmy wyczekiwane zwycięstwo. Do Włocławka zawitała ekipa Pau-Lacq-Orthez, czyli spotkały się dwie ekipy, które rozpoczęły te rozgrywki od bilansu 0-2. Tym razem to jednak Anwil był lepszy, więc francuska ekipa pozostała jedyną bez zwycięstwa w naszej grupie. Mecz zakończył się wynikiem 95:87.
TO BYŁA PRAWDZIWA KOMPROMITACJA! Nie tak miał wyglądać powrót Anwilu do Hali Mistrzów. Do Włocławka zawitał Trefl Sopot, który nieźle się prezentuje w obecnych rozgrywkach, ale przy naszych aspiracjach powinniśmy wygrać z łatwością. Przez większość meczu wszystko wskazywało na taki właśnie scenariusz. DRAMATYCZNA czwarta kwarta wszystko jednak zniszczyła. Skompromitowaliśmy się i przegraliśmy 84:86… Ciężko coś napisać po takim spotkaniu…
Bez niespodzianki w Hiszpanii. Spodziewałem się porażki z San Pablo Burgos, ale jej rozmiary są wręcz przytłaczające. Anwil uległ w kolejnym meczu Ligi Mistrzów i to aż 110:78…
Astoria Bydgoszcz po wielu latach wróciła do PLK. Nasza niedawna wizyta w „Łuczniczce” nie należała do przyjemnych, ale najważniejsze, że zakończyła się zwycięstwem Anwilu. Ten mecz przypomniał mi pierwsze starcie między naszymi ekipami w najwyższej klasie rozgrywkowej.
„Asta” ma bogate tradycje koszykarskie, ale większość lat spędziła w niższych ligach. Przed sezonem 2003/2004 działacze bydgoskiego klubu wykupili jednak „dziką kartę” i mogliśmy doświadczyć nowych derbów województwa kujawsko-pomorskiego.
Astoria Bydgoszcz po latach wróciła do PLK i znowu mogliśmy zagościć w „Łuczniczce”. Po słabym meczu w Niemczech liczyłem na rehabilitację w wykonaniu naszych zawodników. Tak się jednak nie stało. Zwyciężyliśmy 103:106, ale gra Anwilu była bardzo daleka od satysfakcjonującej.
W tym sezonie Anwil miał zabłyszczeć w Lidze Mistrzów. Cel piękny, ale już na starcie wszystko się skomplikowało, bo w pierwszym spotkaniu przegraliśmy 89:76. Naszym rywalem była niemiecka ekipa Rasta Vechta, czyli debiutant w europejskich pucharach i zespół powszechnie uważany za najsłabszy w naszej grupie. „Rottweilery” zaprezentowały się jednak znacznie poniżej oczekiwań, a gospodarze chętnie korzystali z naszych błędów, więc końcowy wynik nie jest zaskoczeniem.
Liga Mistrzów wraca do gry! W poprzedniej edycji Anwil nie zdołał awansować z fazy grupowej, ale tym razem apetyt jest znacznie większy.
W obecnych rozgrywkach trafiliśmy do grupy B i na pewno nie możemy narzekać na brak atrakcyjnych rywali. Podobnie jak przed rokiem postanowiłem przygotować krótką charakterystykę naszych grupowych konkurentów.
Kolejny mecz i kolejne zwycięstwo. Tym razem na własnym parkiecie podejmowała nas Spójnia Stargard. Anwil nie dał szans rywalom i zwyciężył 82:95. Końcowy wynik może być trochę mylący, bo przez całe spotkanie to nasz zespół kontrolował wydarzenia na parkiecie.