Pierwszy krok w stronę Pucharu Polski

Anwil wywalczył awans do półfinału Pucharu Polski. Nie było lekko, bo Start Lublin postawił ciężkie warunki. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy 81:87 i nie tylko zrobiliśmy krok w stronę zdobycia kolejnego trofeum, ale również zrewanżowaliśmy się rywalom za bardzo dotkliwą porażkę z sezonu zasadniczego.

Michał Sokołowski (Start Lublin - Anwil Włocławek) PUCHAR POLSKIFOTO: Andrzej Romański / plk.pl
  1. Rozpoczęliśmy od szybkiego prowadzenie 0:8. Wychodziło nam wszystko i myślałem, że ten mecz będzie dla nas łatwy i przyjemny. Nic bardziej mylnego.

  2. Start szybko otrząsnął się po tym mocnym uderzeniu i kolejny raz udowodnił, że w pełni zasłużenie należy obecnie do ligowej czołówki. Ekipa z Lublina przez większość meczu toczyła z nami bardzo równy bój.

  3. Anwil odskoczył dopiero w czwartej kwarcie. Rywale nie wytrzymali ciśnienia. Zaczęli popełniać błędy, a po naszej stronie było więcej koszykarskiej jakości. Mimo porażki trzeba przyznać, że Start zasłużył na brawa, bo skutecznie ograniczał nasze ataki. W ofensywie lublinianie grali bardzo odważnie i miało to odzwierciedlenie w wyniku, bo przez długi czas byli na prowadzeniu.

  4. Szczególnie imponowała defensywa Startu. Zacieśniali strefę podkoszową i przez to nasze ataki przypominały „uderzanie głową w mur”. Często nie mieliśmy pomysłu na rozmontowanie tej obrony i byliśmy zmuszani do oddawania wielu rzutów z dystansu, a piłka nie zawsze chciała wpadać do kosza.

  5. Anwil oddał aż 39 rzutów „zza łuku”, a trafił 13. Bez tragedii, ale też zdecydowanie bez szału. Ogólnie mieliśmy problem ze skutecznością z gry, bo trafiliśmy tylko 28/74, czyli 37,8 %. Na szczęście zaliczyliśmy 13 zbiórek w ataku i to pozwoliło nam na ponawianie prób.

  6. Gra „Rottweilerów” nie porywała i dlatego to zwycięstwo cieszy jeszcze bardziej. Niedawno pisałem, że Anwil przechodzi pewną przemianę i ten mecz to potwierdził. Potrzeba czasu, aby to wszystko „zatrybiło”.

  7. Świetne zawody rozegrał Michał Sokołowski. „Sokół” już chyba wrócił do pełni sił, bo w czasie tego starcia był bardzo trudny do zatrzymania. Można powiedzieć, że napędzał nasze ataki. Spotkanie zakończył z dorobkiem 19 punktów4 zbiórek.

  8. Bardzo ważną rolę odegrał także inny rekonwalescent. Rolands Freimanis również zdobył 19 punktów i dołożył do tego 6 zbiórek. Przy takiej formie strzeleckiej Łotysza można nawet „przymknąć oko” na jego braki w obronie czy niepotrzebne faule.

  9. Bardzo miłą niespodziankę sprawił nam Chase Simon. Amerykanin wrócił do gry po kilku tygodniach absencji i od razu sporo wniósł do gry. Już przy pierwszym kontakcie z piłką trafił za trzy. W całym meczu zdobył 11 punktów i miał 4 zbiórki. Do tego dołożył też naprawdę dobrą obronę. Tęskniłem i cieszę się, że Chase jest znowu z nami. Nawet w tym spotkaniu można było zaobserwować, jak ważną postacią dla Anwilu jest Simon. Z Amerykaninem w rotacji jesteśmy o wiele groźniejszą drużyną.

  10. Ricky Ledo znowu miał problemy ze złapaniem swojego rytmu i bardzo cierpiała na tym jego skuteczność. Szukał, w swoim stylu, tego rzutu, ale skończyło się na 3/13 z gry. Momentami można było odnieść wrażenie, że sabotuje grę Anwilu. Na szczęście w innych elementach koszykarskiego rzemiosła dał radę i przy swoim nazwisku zapisał 8 asyst, 7 zbiórek3 przechwyty. W końcówce spotkania trafił również trójkę, która dobiła Start. Ledo to jest właśnie taki gracz, który może pudłować na potęgę, ale nigdy nie wiadomo kiedy odpali.

  11. Wielkim pechowcem okazał się McKenzie Moore. Szybko doznał urazu nosa i musiał opuścić boisko. W drugiej połowie wrócił jednak na parkiet i  Anwil prezentował się wtedy lepiej. Amerykanin nie forsował gry w ataku pod siebie, nie oddał nawet żadnego rzutu z akcji, ale bardzo dobrze współpracował z kolegami. Zanotował 5 asyst4 zbiórki. Niestety, doznał kolejnego urazu. Tym razem skręcił staw skokowy. Naprawdę trzeba mieć pecha, żeby w 8,5 minuty doznać dwóch kontuzji. W meczu półfinałowym Moore nam raczej nie pomoże, ale trzymam kciuki, żeby szybko wrócił do gry. To jest nasz najnowszy nabytek i najważniejsze, aby jak najszybciej wdrożył się w system drużyny, a wszelkie problemy zdrowotne nie są tego sprzymierzeńcem.

  12. Start Lublin też miał swoje problemy. Do gry nie był zdolny Tweety Carter, a Grzegorz Grochowski szybko doznał kontuzji (zderzenie z Moore’em). Polski rozgrywający jeszcze w czasie meczu został wywieziony z warszawskiej hali. To nie był miły widok i mam nadzieję, że Grochowski szybko wróci do zdrowia. Sytuacja spowodowała, że w rolę rozgrywającego musiał wcielić się Brynton Lemar. Amerykanin kilka razy zaskoczył i zanotował bardzo przyzwoite 18 punktów, 5 asyst5 zbiórek. W kilku innych momentach zabrakło jednak u niego „zimnej głowy”, co wynika zapewne z braku ogrania na tej pozycji. W efekcie Lemar swój występ „zapaskudził” 7 stratami.

  13. Trener David Dedek stworzył prawdziwą maszynę w Lublinie. Potwierdza to fakt, że tacy zawodnicy jak Mateusz Dziemba czy Kacper Borowski odgrywają tam bardzo istotne role. A przypomnę, że mówimy o drużynie ze ścisłej czołówki. W starciu z naszym Anwilem grali bardzo odważnie oraz aktywnie. Nie odczuwali lęku przed rywalami z bogatszymi CV i często wręcz ich gasili. Dziemba był najlepszym strzelcem i asystującym swojej ekipy. Zdobył 19 punktów i dołożył 6 asyst. Z kolei Borowski bardzo komplikował nam życie swoim sprytem „w pomalowanym” i osiągnął statystyki na poziomie 12 punktów oraz 8 zbiórek.

  14. W sobotę czeka nas półfinałowe starcie z HydroTruckiem Radom. To nie tylko szansa na wejście do finału, ale również kolejna okazja na rewanż po kompromitującej porażce w lidze. Liczę na spełnienie tego planu!

Jedna odpowiedź do “Pierwszy krok w stronę Pucharu Polski”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.