TransferQuintona Hosley’a do Anwilu wywołał spory szum w społeczności koszykarskiej. Nic dziwnego, bo to przecież gracz bardzo miło wspominany w naszej lidze. Swego czasu, w barwach Stelmetu, trochę poszalał na parkietach PLK.
Jak, ten były reprezentant Gruzji, radził sobie we Włocławku podczas dotychczasowych meczów? Czy możemy być zadowoleni z jego postawy?
Wyjazdowe spotkanie ze Stalą Ostrów Wielkopolski już za nami. Miało być ciężko i lekko rzeczywiście nie było. Najważniejsze jednak, że odnieśliśmy kolejne zwycięstwo i to na trudnym terenie. Prowadziliśmy od pierwszej minuty aż do końcowej syreny. Nawet na chwilę nie straciliśmy inicjatywy. Walki z obydwu stron jednak nie brakowało.
Presja we Włocławku od niepamiętnych czasów jest na zdecydowanie wyższym poziomie niż w pozostałych ośrodkach koszykarskich. Potwierdziło to wielu naszych koszykarzy czy trenerów. W naszym mieście po prostu wszyscy tęsknią sukcesami i zawsze będą myśleć o najwyższych celach.
Mam wrażenie, że obecnie ta presja wskoczyła na najwyższy poziom od wielu lat. Jej ciężar spada głównie na barki trenera, Igora Milicicia.
Nie spodziewałem się takiego ruchu z naszej strony na zakończenie okna transferowego. Myślałem raczej, że jeśli uda sprowadzić się jakiegoś zawodnika, to bardziej na zasadzie zapełnienia składu polskim paszportem. Taki transfer na zasadzie głosu rozsądku.
Tymczasem mocnym ciosem zakończyliśmy okno transferowe. Jednym ruchem upiekliśmy trzy pieczenie:
silne wzmocnienie polskiej rotacji
załatanie dziury podkoszowej
długo wyczekiwane odciążenie pozycji rozgrywającego
Już nie wspomnę nawet o „polu do popisu”, jakie ma obecnie trener Igor Milicić przy desygnowaniu graczy na parkiet. Niezwykle szeroki skład i mnóstwo kombinacji.
We Włocławku prosto z włoskiego Betalandu Capo d’Orlando wylądowali Jakub Wojciechowski oraz Mario Ihring i to oni są sprawcami tego całego zamieszania. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
„Czapki z głów” przed naszym zarządem, bo to naprawdę wielki i zarazem trudny ruch transferowy. Dwóch zawodników z jednego klubu, ale z różnych agencji, wyrwanych w trakcie sezonu to nie lada wyczyn.
Okno transferowe w PLK zamyka się 15 marca. Czasu zostało naprawdę niewiele, a pewna korekta w składzie Anwilu jest niemal konieczna.
Od początku sezonu słychać głośny, że granie z jednym nominalnym rozgrywającym jest zbyt ryzykowne. Ja zgadzam się z taką opinią. Ostatnio sytuacja niestety uległa zmianie i musimy kierować się innym kluczem przy łataniu naszego składu.
Twierdza Włocławek padła. Nastąpiło to niespodziewanie za sprawą niesamowitego ostrzału.
Chyba wszyscy spodziewali się, że mecz z Asseco Gdynia będzie kolejnym z serii łatwych i przyjemnych. Igor Milicić znowu wystawił dość eksperymentalną piątkę i cała Hala Mistrzów czekała na kolejne zwycięstwo. Goście mieli jednak inne plany…
FOTO: probasket.plKrzysztof Szubarga vs. Ivan Almeida
MKS Dąbrowa Górnicza to zespół, który rozpoczął bieżące rozgrywki nadspodziewanie dobrze. Przez jakiś czas byli nawet liderem PLK. Nasz Anwil również posmakował porażki w starciu z podopiecznymi trenera Jacka Winnickiego.
Od jakiegoś czasu MKS nie gra nawet „w kratkę”, ale poniżej wszelkich oczekiwań. Ich wyjazd do Włocławka nie zmienił obrazu sytuacji, bo nasza ekipa odniosła gładkie zwycięstwo.
Luty to był bardzo krótki miesiąc. Nie tylko, jeśli chodzi o liczbę dni, ale przede wszystkim liczbę meczów. W tym okresie rozegraliśmy raptem jedno spotkanie ligowe (z Turowem) oraz dwa w ramach Pucharu Polski. W PLK pewnie wygraliśmy, a udział w pucharze zakończyliśmy na półfinale. Nie było tak źle.
Teraz nadszedł czas na wybór MVP za luty. W mojej opinii, po raz kolejny w tym sezonie, jeden z naszych graczy wyskoczył wyżej niż reszta ekipy.
FOTO: anwil24.plIvan Almeida w jednej ze swoich efektownych akcji
Przemysław Karnowski od lat uważany jest za wielki talent w naszym kraju. Nie chodzi tylko o jego ponadprzeciętne gabaryty, ale chłopak po prostu ma papiery na poważne granie. Wydaje mi się, że na szerokie wody wypłynął od czasu Mistrzostw Świata U17 w 2010 roku. Polska była wtedy rewelacją turnieju i zakończyła zmagania ze srebrnymi krążkami. Karnowski należał do ścisłego grona pierwszoplanowych postaci całej imprezy.
FOTO: skm.basketmania.plPrzemysław Karnowski za czasów gry w TKM Włocławek
Swoją dalszą karierę rozplanował tak, że przed wyjazdem do USA zakotwiczył jeszcze na rok w rodzimej, seniorskiej, koszykówce. Miał wówczas zaledwie 18 lat i ważnym czynnikiem przy wyborze klubu była ilość minut na parkiecie. Z tego powodu „Big Mamba” na sezon 2011/2012 wybrał Siarkę Tarnobrzeg. Zespół, który nie walczył o wysokie cele, ale gwarantował Karnowskiemu ogranie.
Niestety. W tym roku Anwil nie dołoży kolejnego trofeum do klubowej gabloty. Odpadliśmy w półfinale Pucharu Polski. Lepszy okazał się Stelmet Zielona Góra i to podopieczni Andreja Urlepa będą mieli okazję obronić ten tytuł. Mimo porażki Anwil jednak nie ma czego się wstydzić.
FOTO: Andrzej Romański / plk.plAlmeida kontra Gecevicius