Hosley na pokładzie

Już od dawna było słychać, że Anwil szuka wzmocnienia. Z dnia na dzień wiadomości były coraz głośniejsze aż niedawno wybuchła prawdziwa bomba.

Wydawało się, że priorytetem dla naszego zespołu jest rozgrywający. Na tej pozycji mamy wyraźne braki, bo tylko Kamil Łączyński jest prawdziwym kreatorem gry. Tymczasem kontrakt z Anwilem podpisał Quinton Hosley. To naprawdę duże zaskoczenie!

Quinton HosleyFOTO: marca.com
Quinton Hosley

Hosley mierzy 201 cm wzrostu i jego nominalną pozycją jest niskie skrzydło. Ze względu na swoją budowę ciała może również z powodzeniem występować jako silny skrzydłowy. Zatem nie mamy nowego rozgrywającego, ale mamy nowego kozaka. Transfer, który nie przeszedł bez echa.

Z całą pewnością Hosley jest kozakiem. W swoim CV ma występy w takich klubach jak Real Madryt, Galatasaray StambułJoventut Badalona, Dinamo Sassari czy Virtus Rzym. To już samo w sobie świadczy, że mamy do czynienia z koszykarzem nietuzinkowym. Najbardziej pamiętamy tego gracza jednak z występów w Stelmecie Zielona Góra. Hosley grał tam najpierw w sezonie 2012/2013, a następnie wrócił podczas rozgrywek 2014/2015. W obydwu przypadkach cieszył się z Mistrzostwa Polski oraz tytułu MVP.

Bez wątpienia zapisał się jako gwiazda na kartach historii naszej ligi. Dlatego jego powrót do kraju nad Wisłą jest ważnym wydarzeniem dla całej PLK.

W obecnym sezonie Hosley reprezentował barwy tureckiego klubu Yesilgiresun Belediye. Zespół raczej nieznany, ale liga znacznie mocniejsza od naszej rodzimej. Notował średnio 8.5 punktów, 4.3 zbiórki, 3 asysty oraz 1.6 przechwytów. Statystyki naprawdę solidne jak na taki poziom rozgrywek. Ważne, że Hosley nie przychodzi do nas z jakiś koszykarskich peryferii, tylko cały czas jest częścią poważnej koszykówki.

Jak można scharakteryzować grę Hosley’a? Dla mnie to prawdziwy „człowiek orkiestra”. Groźny po obydwu stronach parkietu. Dobrze broni, a jeśli chodzi o atak to zarówno potrafi wejść na kosz, jak i razić celnymi rzutami. Świetnie odnajduje się również w szybkiej koszykówce. To oczywiście ogromny plus, bo tak właśnie ma grać obecny Anwil.

Wszystko niby pięknie wygląda, ale można dostrzec pewne niewiadome związane z tym ruchem transferowym. Jak już wspomniałem, mamy tylko jednego rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. W decydującej fazie sezonu może okazać się to bardzo problematyczne. Reszta naszych zawodników nadaje się co najwyżej na „przeprowadzaczy piłek”. Do grania naprawdę szybkiej koszykówki to może wystarczyć, ale myślę, że nie damy rady grać tak bez przerwy.

Przed sezonem można było usłyszeć zapowiedzi, że tym razem będziemy mieli węższą rotacje. Życie jednak tak się ułożyło, że na chwilę obecną mamy 10 pełnowartościowych graczy. Ja zawsze byłem i będę zwolennikiem szerokiej rotacji w każdej dyscyplinie. Nawet jak gram w Football Managera to prowadzony przeze mnie zespół musi mieć w pełni wartościowych rezerwowych ;). Czy jednak takie rozwiązanie zafunkcjonuje w Anwilu? W zeszłym sezonie również mieliśmy sporo ludzi do gry, szczególnie na pozycjach obwodowych, a w moim odczuciu trener nie potrafił w pełni wykorzystać takich zawodników jak Tyler Haws czy Toney McCray. W obecnych rozgrywkach też już jest problem z pomysłem na Ante Delasa. Plus jest jednak taki, że Hosley to typ „samograja”. Nie trzeba pod niego budować jakiś skomplikowanych taktyk, a on i tak odnajdzie swoje miejsce na parkiecie.

Podejrzewam, że kosztem Hosley’a ktoś inny obniży swoje loty, bo trener Milicić będzie miał problem, żeby przy tak pokaźnym zbiorze zawodników wydobyć z każdego, to co najlepsze. Wspomniany Delas pewnie już całkowicie zostanie zaszufladkowany jako „pseudo-rozgrywający”, więc raczej nie myślmy już w ogóle o dobrych występach Chorwata.

Obecnie naszym prawdziwym asem i liderem jest Ivan Almeida. „El Condor” ma bardzo zbliżony profil koszykarski do Hosley’a. Czy w takim razie jedna piłka wystarczy Anwilowcom? Quinton nie jest już młodzieniaszkiem i liczę, że nawet samodzielnie znajdzie dla siebie miejsce w nowej ekipie. Jeśli współpraca na linii Almeida – Hosley zafunkcjonuje prawidłowo to… bójcie się wrogowie ;). Jeśli ta dwójka zacznie w jednym czasie naciskać w obronie i napędzać szybkie ataki to… będzie naprawdę dobrze i widowiskowo ;).

Wspomniałem, że Hosley nie jest już młodzieniaszkiem. Niedługo kończy 34 lata. To w większości przypadków wiek, gdy koszykarz powoli rozgląda się za wygodnym fotelem, który przyda się na emeryturze. Kontaktowanie zawodnika w tym wieku zawsze powoduje zapalenie małego znaku zapytania w głowie, w stylu: „czy ten koleś jest jeszcze w stanie grać na pełnych obrotach”. W przypadku Hosleya’ uspokaja nie jednak jego ostatni epizod w lidze tureckiej. Amerykanin nie jest jeszcze emerytem, więc można odetchnąć.

Anwilowski statek zyskał na swoim pokładzie nowego, cennego marynarza. Teraz jednak niemal wszystko w rękach tego, który dzierży ster, czyli trenera. Igor Milicić musi jakoś na spokojnie coś z tego wyrzeźbić, bo materiał ma taki, że można myśleć o sukcesie. Hosley pojawił się we Włocławku w bardzo dobry momencie. W niedzielę gramy ligowe spotkanie z Turowem Zgorzelec. Podejrzewam, że nasz nowy nabytek nie dostanie zbyt wielu minut na parkiecie. Jego symboliczny występ będzie raczej formą przywitania z kibicami. Po meczu z Turowem będziemy mieli turniej o Puchar Polski i okienko reprezentacyjne. Zatem kolejne spotkanie ligowe rozegramy dopiero w pierwszym tygodniu marca! Milicić ma więc sporo czasu na układanie tych puzzli.

Pojawienie się Hosley’a z Anwilu budzi pewne niepewności. Mnie jednak ten transfer cieszy. To zawsze gwiazda, która zasila nasz zespół. Chyba każdy kibic lubi, gdy głośne nazwiska przychodzą do jego klubu. Złapałem się na tym, że myśląc nad minusami czy niejasnościami tego ruchu transferowego to bardzo szybko, mimowolnie, mój mózg podsuwał wytłumaczenia. Wierzę, że trener Milicić wszystko to poukłada, a Hosley wniesie dużo jakości do naszej gry.

3 odpowiedzi do “Hosley na pokładzie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.