Sympatyczne uczczenie „trzydziestki”

Sezon 2022/2023 nareszcie wystartował! Dla nas była to nie lada gratka, bo Anwil rozegrał pierwsze spotkanie nowych rozgrywek równo 30 lat od debiutuPLK. Co więcej, przed trzema dekadami do Włocławka zawitał Zastal Zielona Góra i teraz ponownie gościliśmy ten zespół. Wspaniały smaczek historyczny, który nie mógł przejść bez echa.

Klub wspaniale wykorzystał tę okazję. Najpierw zostało zorganizowane spotkanie kibiców z drużyną, która rozpoczynała legendę naszej koszykówki 30 lat temu. Później lokalni herosi gościli oczywiście na samym spotkaniu, podczas którego zostali odpowiednio uhonorowani. Cudowna inicjatywa, która przywołała łezkę sentymentu w niejednym oku.

Przechodząc do dania głównego, to „Rottweilery” zrobiły, co do nich należało. Podobnie jak przed trzema dekadami Zastal musiał uznać wyższość naszej ekipy. Tym razem wygraliśmy 82:61.

Janari Joesaar Anwil WłocławekFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Anwil był tego dnia zdecydowanie lepszy i to nie podlega wątpliwości. Na początku panował obustronny chaos, ale pod koniec drugiej kwarty zanotowaliśmy zryw, wyszliśmy na +16 i to zdecydowanie ustawiło dalsze losy rywalizacji. „Rottweilery” kontrolowały wydarzenia na parkiecie, a goście nie posiadali arsenału, aby czymś nas zaskoczyć.

To było takie spokojne, w pełni kontrolowane zwycięstwo naszego zespołu. Po prostu unikaliśmy niepotrzebnych emocji i to cieszy. Mam wrażenie, że cała drużyna funkcjonowała jako jeden organizm i każdy coś od siebie dołożył. Sympatyczne z polską ligą przywitał się Janari Joesaar. To właśnie Estończyk zaliczył pod koniec drugiej kwarty mocny moment, który wręcz przyćmił przyjezdnych. W jakieś 1,5 minuty trafił trzy „trójki”, a całe spotkanie zakończył z dorobkiem 13 punktów5 zbiórek. Czasami gdzieś jakby znikał, ale udowodnił, że w każdej chwili może się wynurzyć. To dobrze rokuje, a jestem pewien, że Joesaar jest w stanie zaoferować nam jeszcze więcej niż podczas konfrontacji z Zastalem.

Na przestrzeni całego meczu najsolidniejszym ogniwem Anwilu był z kolei Luke Petrasek. Amerykanin zapisał na swoim koncie 14 punktów, 5 zbiórek oraz 3 asysty. Odniosłem wrażenie, że emanował większą pewnością niż w ubiegłym sezonie. To oczywiście cieszy. Szczególnie że bardzo liczę na jeszcze lepszy rok w wykonaniu Petraska.

Przyznam szczerze, że nawet Phil Greene IV cieszył swoją grą. „Nawet”, bo ten zawodnik jest obecnie chyba największą zagadką w naszych szeregach. W meczu z Zastalem potrafił jednak rozruszać ofensywę „Rottweilerów”. Penetrował, biegał do kontr, rzucał i podawał. Nie było może idealnie, ale występ na plus. Statystyki Greene’a to 11 punktów, 4 asysty, 3 zbiórki oraz 2 przechwyty.

Ważnym wydarzeniem był debiut z końcówki spotkania. Na ostatnie 1:45 min wybiegł na parkiet Bartosz Łazarski. Nie zdołał zapisać żadnych „cyferek” przy swoim nazwisku, ale został najmłodszym zawodnikiem w historii naszego klubu. Zadebiutował w PLK mając 15 lat2 miesiące. Co ciekawe, wychodził na parkiet obok Szymona Szewczyka, czyli mieliśmy obok siebie najstarszego i najmłodszego Anwilowca. Koszykarzy dzieli niemal 25 lat różnicy!

Zastal przyzwyczaił nas do walki o najwyższe cele w ostatnich latach. Nastała jednak nowa rzeczywistość w zielonogórskiej koszykówce. Wszyscy wiemy, jak funkcjonował ten klub, ale teraz nadszedł czas większego „zaciskania pasa”. Efekt? Przyznam, że obecny Zastal „nie wygląda”. Jeśli nie dojdzie do trafionych zmian, to może być trudny rok dla sympatyków tego klubu. Muszę jednak wyróżnić jednego gracza naszych rywali. Jan Wójcik (11 pkt i 4 zb) jest ciągle bardzo „surowy”, ale drzemie w nim potencjał. Szczególnie jeśli spojrzymy na możliwości fizyczne. To powinien być przełomowy sezon dla syna legendy polskiej koszykówki. Warto obserwować tego chłopaka.

Cieszy takie pewne i spokojne zwycięstwo Anwilu, ale nie można przymykać oczu na pewne niedociągnięcia. Było solidnie, ale na pewno nie idealnie. Obraz naszej gry może być trochę przekłamany ze względu na wynik. Tę drużynę stać na zdecydowanie więcej. Samo spotkanie to nie był koszykarski spektakl. Górowaliśmy, ale szczególnie w początkowej fazie nie potrafiliśmy wrzucić wyższego biegu. Oba zespoły zanotowały aż 33 straty – Anwil 16, a Zastal 17. To świadczy o wspomnianym już chaosie, z którego długo nie potrafiliśmy wyjść. Na pierwsze punkty musieliśmy czekać niemal 2,5 minuty. Najważniejsza jest jednak wygrana i to taka pewna, bez stresu 😉 . Mamy 1-0 i lecimy dalej!

Cieszy mnie niezmiernie, że wystartował kolejny sezon. Tęskniłem za koszykówką w ligowym wydaniu, a chyba jeszcze bardziej tęskniłem za manewrami podkoszowymi Josipa Sobina 😉 .

Jedna odpowiedź do “Sympatyczne uczczenie „trzydziestki””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.