Mihevc poza Anwilem, czyli koniec złudzeń!

Cierpliwość ma swoje granice. W Anwilu zostały przekroczone po porażce w Szczecinie. Od dłuższego czasu „czarne chmury” gromadziły się nad naszym klubem, aż w końcu „czara goryczy” została przelana. Włodarze postanowili działać, bo dostrzegli nieuniknioną potrzebę zmian. Pierwszy ruch nikogo nie zaskoczył i Dejan Mihevc przestał pełnić funkcję trenera.

Dejan MihevcFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Mihevc i jego tonący okręt

Mówiąc bezpośrednio, ale delikatnie – przygoda Mihevca w Anwilu nie była udana. Słoweniec miał nas wprowadzić w nową erę po rozstaniu z „El Profesorem”. Problem w tym, że przewrócił się już na pierwszym progu. Nie byłem zachwycony obsadzeniem Mihevca na tym stanowisku, ale dawałem szansę naszemu nowemu szkoleniowcowi. Wiadomo, że ciężko komukolwiek dorównać do tego, co zrobił u nas Igor Milicić, ale liczyłem, że z Dejanem jakoś sobie poradzi. Nie sądziłem, że z tym sternikiem będziemy wyglądać aż tak źle! No cóż… pomyłki to podobno ludzka rzecz.

Gra Anwilu pod wodzą Mihevca po prostu męczyła. Odnoszę wręcz wrażenie, że z meczu na mecz było tylko gorzej. Słoweniec zbudował archaiczny zespół. Chociaż używanie słowa „zespół” nie do końca tutaj pasuje, bo „Rottweilery” zbyt często bazowały na indywidualnych umiejętnościach poszczególnych graczy. Za mało było gry drużynowej, a bez tego ciężko o zwycięstwa. Brakowało w tym wszystkim jakiegoś systemu czy po prostu stylu. Miałem wrażenie, że trener nie ma pomysłu na ten zespół. Nie potrafił wykorzystać atutów poszczególnych zawodników czy zamaskować ich wad. Przeprowadzaliśmy mnóstwo topornych akcji. Na dodatek brakowało naszym graczom charakteru i takiej sportowej złości. Trener też wykazywał braki względem tych cech, a Włocławek nie jest przecież łatwym miejscem do pracy i okazał się nieodpowiednim dla Słoweńca.

W oficjalnych mecz zanotowaliśmy bilans 2-5. Forma drużyny martwiła już podczas Anwil Basketball Cup. To był jednak tylko turniej sparingowy, więc wyniki nie były najważniejsze. Niestety, podczas meczów o stawkę prezentowaliśmy podobny poziom. Wrócił do nas Ivan Almeida, co było prawdziwą iskierką nadziei, ale jeden zawodnik nie zmieni wszystkiego. Pod wodzą Mihevca przegraliśmy Superpuchar, odpadliśmy z Ligi Mistrzów oraz zajmujemy 11 miejsce w tabeli PLKbilansem 2-3. Nie takie mamy oczekiwania oraz możliwości, aby przyjąć te rezultaty „na chłodno”. Porażki są nieodzowną częścią sportu, ale boli brak stylu w tym wszystkim. Ciężko było patrzeć w przyszłość z optymizmem. Co gorsze, mam wrażenie, że w głowach zawodników również pojawiło się podobne myślenie. Dlatego to wszystko nie prowadziło do niczego dobrego i rozstanie z trenerem Mihevcem było jedyną słuszną opcją.

Kto następcą i kto następny?

Rozstanie ze szkoleniowcem to jedno, ale teraz trzeba znaleźć następcę i to jest trudne zadanie dla naszych włodarzy. W najbliższym meczu drużynę poprowadzi dotychczasowy (wieloletni) asystent, Marcin Woźniak. Słyszałem głosy, że to powinien być nasz następnym, pierwszy trenerem. Bardzo szanuję pracę Woźniaka i uważam, że w swojej dziedzinie jest czołowym specjalistą na naszym ligowym podwórku. Myślę jednak, że to jeszcze nie jego czas i nie wiem, czy sam zainteresowany byłby chętny objęciem takiej posady na tym etapie swojej kariery.

„Ptaszki ćwierkają”, że mocnym kandydatem jest Przemysław Frasunkiewicz. Jeśli plotki zostaną potwierdzone, to na pewno zabiorę głos w tej sprawie, ale na razie trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Podejrzewam, że zmiana trenera nie będzie jedyną w naszym klubie. Na gruntowną przebudowę składu nie ma szans, ale jakieś kosmetyczne korekty będą zapewne konieczne. Wszyscy mamy zapewne swoje typy. Dlatego ważne, aby nowy szkoleniowiec potrafił wydobyć maksimum z obecnych zawodników. Dla każdego trenera objęcie stanowiska w trakcie rozgrywek to trudne zadanie, bo ma bardzo ograniczone pole manewrów. Przypomnę nasz nieszczęsny sezon 2014/2015. Po słabym starcie rozgrywek trafił do nas Predrag Krunić. Bardzo ciekawy trener, ale nie tchnął nowego życia w Anwil. Pozostaje trzymać kciuki, aby nasz nowy trener miał większy, pozytywny wpływ na zespół, bo wszyscy mamy już dość bezbarwnej gry „Rottweilerów”.

5 odpowiedzi do “Mihevc poza Anwilem, czyli koniec złudzeń!”

  1. Dobre i to że tego ,, trenera ,, już z bami nie ma , i mam nadzieję ze nigdy już nie bedzie !! Szkoda tylko kasy za fatalbe wrecz transfery bo Mihewc , Green , Morre Bussey to straszne pomyłki !! Myślę ze na Boguckiego i Plutę to jeszcze za wcześnie na najwyższą klasę rozgrywek , Tomaszewski ok moze coś z niego zaraz będzie , Lichodiej to dziś zupełnie inny gracz niż 2 lata temu , jakiś taki bez werwy i zycia . Plusy to Zamohski , Almeida , Sulima i Brooter ok i to oni powinni tworzyć fundament !! Gdyby jeszcze Igor wrócił i posprzatał to wszystko , to moze jeszcze udałoby się cos w tym sezonie ugrać , choć w lidze , bo na Europę nie mamy szans ..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.