Ledo – nasza nowa gwiazda

Ricky Ledo. Tak nazywa się bomba transferowa, którą wczoraj wypuścił Anwil. Amerykanin z miejsca stał się mocnym kandydatem na nową gwiazdę PLK.

Nasz nowy zawodnik niedługo skończy 27 lat i mierzy 201 cm wzrostu. Z powodzeniem może grać jako niski skrzydłowy lub rzucający obrońca. Ledo ma bardzo ciekawe CV, więc nic dziwnego, że upatruje się w nim nowego postrachu naszej ligi.

LedoFOTO: nba.com

NBA

Ledo już na etapie szkół średnich uznawany był za spory talent. W 2012 roku dołączył do uczelni Providence, ale tam napotkał problemy. Władze NCAA pozwoliły mu trenować z zespołem, ale nie mógł grać w oficjalnych meczach. Powodem było częste zmienianie szkół średnich przez Ledo i brak uzyskania wymaganej ilości punktów uczelnianych. Dla wszystkich związanych z Providence był to prawdziwy szok, bo Ledo miał być ich nową gwiazdą.

Ta sytuacja sprawiła, że Ledo przystąpił do draftu NBA już w 2013 roku. Został wybrany z 43 numerem przez Milwaukee Bucks. Seria wymian sprawiła jednak, że ostatecznie trafił do Dallas Mavericks. W najlepszej lidze świata spędził ostatecznie dwa sezony. Podczas rozgrywek 2014/2015 przeniósł się z Mavs do New York Knicks. Uczciwie trzeba przyznać, że wielkiej kariery w NBA nie zrobił. Rozegrał łącznie 28 spotkań i notował średnio 3,9 punktów oraz 1,4 zbiórki.

Najlepsze spotkanie w NBA rozegrał pod koniec sezonu 2014/2015. Knicks podejmowali na wyjeździe Washington Wizards. „Czarodzieje” odnieśli przekonujące zwycięstwo 87:101, ale Ledo spędził na parkiecie aż 31,5 minuty i odpłacił się dobrą grą. Zdobył 21 punktów oraz dołożył 9 zbiórek3 asysty. Był najlepszym strzelcem na całym parkiecie, a przecież tego dnia po boisku biegały takie gwiazdy koszykówki jak John Wall, Bradley Beal, Andrea Bargnani czy nasz Marcin Gortat.

sezonie 2015/2016 nasz nowy gracz przeniósł się do ekipy Reno BighornsG League, czyli bezpośredniego zaplecza NBA. Notował tam średnio na mecz 21,3 punktów; 6,1 zbiórek; 2,8 asyst oraz 1,1 przechwytów. Taka dobra gra zaowocowała wyborem do Meczu Gwiazd.

Obieżyświat

Później Ledo postanowił spróbować swoich sił poza USA. Zaczęło się od Portoryko, a na sezon 2016/2017 zawitał wreszcie do Europy. Jego pierwszym klubem na „Starym Kontynencie” został turecki Yesilgiresun Belediye. Ledo notował tam średnio 21,2 punktów; 6,3 zbiórki; 2,8 asysty oraz 1,4 przechwytów. Został królem strzelców ligi tureckiej, ale jego zespół nie awansował do fazy Play-Off. Ledo nie marnował jednak czasu i rozgrywki dokończył w hiszpańskim zespole Saski Baskonia. Tam jego rola trochę spadła (9,4 pkt; 2,4 zb; 1,9 as), ale zasmakował rywalizacji w niesamowicie silnej lidze ACB i to „z marszu”, bez okresu przygotowawczego.

sezonie 2017/2018 wrócił do Turcji, ale tym razem jego pracodawcą został wielki Efes Stambuł. W barwach nowego zespołu Ledo rywalizował w elitarnej Eurolidze. Całkiem dobrze radził sobie w tej mocnej ekipie, ale sezon dokończył poza naszym kontynentem. Wrócił do G League, ale tym razem związał się z drużyną Wisconsin Herd (15,4 pkt; 6,5 zb; 2,7 as; 1,7 prz). Po tym epizodzie nie odpoczywał, ale od razu rozpoczął swoją drugą przygodę w lidze portorykańskiej.

Na sezon 2018/2019 kolejny raz obrał europejski kierunek. Ledo został zawodnikiem Grissin Bon Reggio Emilia. We włoskiej Lega Basket Serie A rozegrał osiem spotkań i radził sobie znakomicie: 23,5 punkty; 4,9 zbiórki oraz 3,4 asysty. Pod koniec listopada rozstał się jednak z tą ekipą. Następnym krokiem w karierze Ledo okazały się Chiny. Właśnie w tym egzotycznym kraju dokończył rozgrywki i związał się z Beijing Royal Fighters. Chińskie rozgrywki są troszkę „dzikie”, ale i tak „cyferki” wykręcane przez Ricky’ego budzą podziw: 32,3 punkty; 9,9 zbiórek; 5,4 asysty oraz 2,4 przechwyty.

Czas na Anwil!

Jak widać, Ledo to prawdziwy obieżyświat. Nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej. Często zmieniał kluby jeszcze w trakcie trwania sezonu. Korzystał też z każdej nadarzającej się okazji. Jeśli w jednym miejscu rozgrywki dobiegały końca, to Ricky od razu przenosił się w inną część globu, aby dalej grać. Trochę mnie to martwi, bo jestem zwolennikiem pewnej stabilizacji i obawiam się trochę, że w czasie sezonu Ledo wymyśli coś nowego w kwestii swojej dalszej kariery.

Na parkiecie Ledo to praktycznie jednoosobowa armia. Potrafi zarówno rzucać z dystansu, jak i dynamicznie oraz efektownie atakować kosz. Dobrze czuje się na koźle i świetnie sobie radzi w grze jeden na jeden. Jego bardzo bogate CV tylko potwierdza, że to koszykarz z naprawdę wysokiej półki. W NBA kariery nie zrobił, ale przecież samo zaistnienie w najlepszej lidze świata jest już sukcesem. Wierzę, że trener Igor Milicić będzie w stanie odpowiednio wykorzystać umiejętności Amerykanina. Nie wiem, jaka jest etyka pracy Ledo, bo częste zmiany klubów oraz problemy na początku kariery nie napawają optymizmem, ale liczę, że okaże się prawdziwym profesjonalistą i szybko znajdzie wspólny język z naszym szkoleniowcem. Podejrzewam jednak, że łatwo nie będzie, bo Ledo pewnie ma swój charakterek.

Ta transakcja oznacza, że w Anwilu nie zagra już Ivan Almeida. Cóż… szkoda! „El Condor” zrobił wiele dla naszego klubu i był opcją w pełni sprawdzoną. We Włocławku miał status niepodważalnej gwiazdy i podejrzewam, że nigdzie nie spotka się już z takim uwielbieniem. Negocjacje w sprawie przedłużenia kontraktu jednak bardzo się przedłużały, a Almeida podobno często zmieniał zdanie. Nie mogliśmy czekać w nieskończoność i stąd decyzja o zatrudnieniu Ledo. Mam tylko nadzieję, że Ivan nie wyląduje w innym klubie z PLK, bo wtedy serce zaboli…

3 odpowiedzi do “Ledo – nasza nowa gwiazda”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.