Egzekucja w Lizbonie!

Nadeszła pora, aby zainaugurować rozgrywki FIBA Europe Cup. Zaczęliśmy od wyprawy do Portugalii, gdzie czekał na nas Sporting. Ostatnio wokół Anwilu nie panuje przyjemna atmosfera, więc można było oczekiwać trudnej przeprawy. Przynajmniej ja miałem takie nastawienie. Tymczasem, pomimo wewnętrznych problemów, „Rottweilery” rozegrały wręcz kosmiczne zawody i rozgromiliśmy rywali 89:113. Oj oczy otrzymały sporą dawkę radości 😉 .

FIBA Europe Cup

Od samego początku Anwil narzucił swoje warunki gry. Śmiało można stwierdzić, że pierwsza kwarta ustawiła dalsze losy rywalizacji. Nasza ekipa wygrała tę część gry 23:42 i trafiła 10/13 za trzy. To był istny KOSMOS! Zdobyliśmy aż CZTERDZIEŚCI CZTERY punkty na rewelacyjnej skuteczności! W celu większego uświadomienia tego, czego dokonały „Rottweilery” przez te pierwszy 10 minut, przytoczę kilka porównań z dotychczasowymi meczami:

  • Zdobyliśmy więcej punktów niż w całych pierwszych połowach meczów z Zastalem, Śląskiem oraz Astorią.
  • W spotkaniu ze Śląskiem zdobyliśmy w sumie mniej punktów przez pierwszą, drugą oraz czwartą kwartę.
  • Tyle samo trójek ustrzeliliśmy przez cały mecz z Zastalem oraz Sokołem. W starciu z Astorią, pomimo dogrywki, trafiliśmy o trzy mniej.
  • Przez cały mecz ze Śląskiem trafiliśmy tylko o jedną trójkę więcej.

Prawda, że ta pierwsza kwarta z Lizbony budzi podziw? Później trochę zwolniliśmy, co jest naturalne przy takim mocnym otworzeniu meczu. Nie ulega jednak wątpliwości, że Anwil dominował przez całe spotkanie. Sporting nawet przez chwilę nam nie zagrażał. To była różnica klas i istna egzekucja! Sporting został rozstrzelany na własnym terenie.

Anwil z dużą łatwością rozrzucał obronę rywali i dochodził do dogodnych pozycji rzutowych. Znowu nasza gra była zdominowana przez rzuty z dystansu. Zaliczyliśmy 32 próby zza łuku oraz 24 z bliższej odległości. Tym razem jednak nie można mieć zastrzeżeń, bo skuteczność nam sprzyjała. Nie utrzymaliśmy może celności z pierwszej kwarty, ale cały czas i tak trafialiśmy na BARDZO dobrym poziomie. W trójkach mieliśmy świetne 65,5%, a za dwa 70,8%. BRAWO! Mam wrażenie, że w niektórych momentach, zgodnie ze znanym porzekadłem, „Rottweilery” trafiłyby nawet krzesłem.

Mądre operowanie piłką oraz wysoka skuteczność zaowocowały oczywiście sporą liczbą asyst, których Anwil zanotował aż 30. Kosmiczne i zespołowe granie. Przy takim zaangażowaniu oraz skuteczności niemal każdy rywal byłby w naszym zasięgu.

Po takim meczu cała nasza drużyna zasługuje na wielką pochwałę. Wchodząc w szczegóły, to cieszy fakt, że Michał Nowakowski utrzymuje bardzo dobrą formę. Dawno nie widziałem „Miśka” w takiej dyspozycji. Grał z wielką pewnością i trafiał jak natchniony. Spotkanie zakończył z dorobkiem 24 punktów (5/6 z dystansu) i 4 zbiórek. Jeszcze bardziej ucieszył mnie chyba Josh Bostic. Początek sezonu w wykonaniu Amerykanina, delikatnie mówiąc, nie jest dobry, ale w Lizbonie nareszcie wszedł na wyższe obroty. W końcu jego rzuty zaczęły wpadać do kosza. Uzbierał na swoim koncie 19 punktów (5/6 za trzy), 5 zbiórek oraz 4 asysty. Było dobrze, ale i tak wiem, że Bostica stać na jeszcze więcej. Może ten występ ze Sportingiem będzie prawdziwym przełamaniem po okropnym falstarcie?

Można mówić, że ten mecz nie znaczył zbyt wiele. Nie wyeliminował problemów, które trapiły naszą drużynę w ostatnich dniach. Oglądanie Anwilu to była jednak czysta przyjemność, a chyba wszyscy tego potrzebowaliśmy. Na cały zespół ten występ też powinien wpłynąć pozytywnie. Może dzięki temu „Rottweilery” odblokują swoją niemoc strzelecką? Na pewno morale powinno wzrosnąć, a to jest kluczowe, bo przed nami sporo ciężkich wyzwań w najbliższym czasie.

W ramach ciekawostki statystycznej wspomnę jeszcze tylko, że po raz ostatni przekroczyliśmy „setkę” 14 marca w starciu ze Spójnią Stargard. Wówczas wygraliśmy po dogrywce 108:97.

3 odpowiedzi do “Egzekucja w Lizbonie!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.