Rywal Dream Teamu

Przy transferze Quintona Hosley’a przejrzałem na spokojnie jego CV i zrobiłem wielkie WOW. Amerykanin w swojej karierze zwiedził naprawdę potężne kluby. Skłoniło mnie to do przemyśleń, który zawodnik jako pierwszy, wiążąc się z naszym klubem, wywołał u mnie podobną reakcję ze względu na swoją przeszłość. Bez wątpienia był to Alan Gregov. W 1998 roku podpisanie przez Chorwata kontraktu z Nobilesem to była prawdziwa bomba transferowa.

Alan Gregov
Alan Gregov

Gregov jest wychowankiem KK Zadar i od początku swojej kariery uważany był za wielki talent. To nie była tylko powszechnie panująca opinia, ale to uznanie znajdował również w oczach selekcjonera reprezentacji Chorwacji. Tym sposobem znalazł się w gronie wybrańców na Igrzyska Olimpijskie 1992 w Barcelonie. Znalazł się wśród takich gwiazd jak Toni Kukoc, Drazen Petrovic czy Dino Radja Miał zaledwie 22 lata i wziął udział w magicznej przygodzie. Ten turniej był wyjątkowy, gdyż po raz pierwszy w historii na IO mogli zagrać zawodowi koszykarze. Największą atrakcją byłą reprezentacja USA, czyli legendarny „Dream Team”. Podejrzewam, że takiej ekipy nigdy już nie zobaczymy na parkiecie. Drużyny, która miała w swoim składzie takie znakomitości jak Michael Jordan, Larry Bird, Magic Johnson i mnóstwo innych LEGEND. O tym zespole można pisać książki, nakręcać filmy i opowiadać wnukom przy ognisku.

USA, zgodnie z oczekiwaniami, demolowało kolejnych rywali. W starciu grupowym rozgromili Chorwację 103:70. Zespół Gregova mimo tej porażki i tak dobrze sobie radził. Sytuacja tak się ułożyła, że obydwie reprezentacje spotkały się ponownie podczas wielkiego finału. Tutaj niespodzianki również nie było i Amerykanie odnieśli zwycięstwo 117:85. Mimo to Chorwaci zyskali wielki szacunek w oczach ekspertów. W finałowym starciu Alan Gregov spędził na parkiecie 2 minuty, ale zdołał oddać jeden celny rzut za trzy.

Ten wielki turniej nie był jedyną przygodą młodego Gregova z reprezentacją swojego kraju. Ma na swoim koncie również takie sukcesy jak brązowy medal Mistrzostw Świata 1994 oraz brązowe medale Mistrzostw Europy z 1993 i 1995 roku.

Tak naprawdę, pierwszy raz do Włocławka zawitał w 1993 roku. Wspomniałem o tym, gdy opisywałem debiut Nobilesu na europejskich parkietach. Miało to miejsce w III rundzie eliminacyjnej FIBA European Cup. Fragment tego tekstu:

„Tam czekał na nas chorwacki KK Zadar, który niestety okazał się za mocny. W pierwszym meczu padł wynik 86:60, a rewanż we Włocławku wygraliśmy tylko 78:75 i tym samym zakończyliśmy debiutancki sezon na parkietach Europy. Co ciekawe, w chorwackiej ekipie czołowym graczem był wówczas Alan Gregov. Nazwisko, którego we Włocławku raczej nie trzeba przedstawiać. W pierwszym meczu Gregov rzucił nam 11 punktów, a podczas rewanżu w starej hali OSiR 18 pkt. Jak widać, już wtedy dobrze czuł się w popularnym „kurniku”.”

Jeśli chodzi o jego karierę klubową, to w 1994 roku opuścił swój rodzinny Zadar i jego nowym pracodawcą została Cibona Zagrzeb. Klub niezwykle utytułowany. Tam Gregov posmakował szczytów chorwackiej koszykówki. Z czasem jednak stracił swoją pozycję. Dlatego w 1998 roku opuścił swoją ojczyznę i postanowił kontynuować karierę zagranicą.

Takim sposobem Alan Gregov został zawodnikiem włocławskiego klubu. Jak już wspomniałem, to była prawdziwa bomba transferowa. Dotychczas nie mieliśmy w swoich szeregach aż tak utytułowanego koszykarza.

Chorwata zapamiętałem jako dość uniwersalnego rozgrywającego. Szybki, potrafiący rzucać z dystansu, nie obawiający się penetracji podkoszowej oraz potrafiący dobrze podać. Bez wątpienia był niezwykle ważnym elementem naszej drużyny. O jego ofensywnych możliwościach najbardziej przekonała się drużyna Noteci Inowrocław. Na początku stycznia w 1999 roku do Włocławka zawitał lokalny rywal, a Gregov zaaplikował im 40 punktów. Nobiles wygrał wtedy 97:72. Co ciekawe, od czasów tego pamiętnego występu Chorwata żaden z naszych koszykarzy nie przekroczył bariery 40 „oczek”.

Gregov w sezonie 1998/1999 notował średnio na mecz 13.4 pkt, 4.9 as oraz 1.9 prz. Obok Igora Griszczuka oraz Tomasza Jankowskiego był najlepszym strzelcem w zespole. Dobra gra zaowocowała tym, że wziął udział w Meczu Gwiazd oraz konkursie rzutów za trzy, który odbywał się podczas tej imprezy. Krótko i dyplomatycznie mówiąc, nie skradł jednak show podczas tego wydarzenia.

Najważniejsze jednak, że z Gregovem w składzie Nobiles grał bardzo dobrze. Nasz zespół dotarł do finału PLK. Tam zmierzyliśmy się oczywiście z Zepterem Śląsk Wrocław. To była świetna seria, ale w siódmym spotkaniu ulegliśmy 67:60 i pozostało cieszyć się z wicemistrzostwa. Pojawiły się pewne zastrzeżenie w kierunku Gregova, gdyż w ważnych momentach popełnił nerwowe straty.

Sytuacja podgrzana została jeszcze bardziej podczas przerwy między sezonowej. Anwil i Śląsk wymienili się rozgrywającymi. Koszykarski świat był w szoku. Do Włocławka zawitał Raimonds Miglinieks, a w przeciwnym kierunku powędrował Gregov.

We Wrocławiu nie było już tak dobrze pod względem indywidualnym (8.1 pkt, 2.7 as oraz 1.4 prz), ale na zakończenie rozgrywek i tak zawiesił złoty medal na swojej szyi. W finale oczywiście górował nad naszym Anwilem…

Na rozgrywki 2000/2001 postanowił wrócić do ojczyzny i związał się z KK Split. Nie był już tam postacią wiodącą i podczas rozgrywek Suproligi notował średnio na mecz 5.6 pkt, 1.6 zb oraz 1.2 as. Co ciekawe, w ramach tego turnieju ponownie odwiedził nasz kraj, gdyż w rozgrywkach grupowych rywalem chorwackiej ekipy był… Śląsk Wrocław, czyli wcześniejszy klub Gregova. Pierwszy mecz, w Splicie, ekipa z Dolnego Śląska wygrała 83:88, a Gregov praktycznie nie istniał na parkiecie. W rundzie rewanżowej Chorwaci zdołali się odegrać i odnieśli zwycięstwo 72:75., a Gregov zagrał już znacznie lepiej i zdobył 12 punktów. Jako kolejną ciekawostkę podam jeszcze, że wówczas w Splicie grał również Zivko Badzim, który podczas sezonu 2002/2003 miał epizod we Włocławku.

Gregov musiał polubić nadwiślański kraj, bo jeszcze raz spróbował swoich sił w PLK. W sezonie 2001/2002 potęga Prokomu Trefl Sopot rosła w siłę. Rok wcześniej zdobyli brązowy medal i apetyt był jeszcze większy. Trenerem był tam Eugeniusz Kijewski, który trenował Gregova we Włocławku, więc doskonale znał wszystkie jego mocne i słabe strony. W Trójmieście sytuacja tak się ułożyła, że kontuzji nabawili się Darius Maskouliunas, Petr Welsch oraz Igor Milicić (tak, ten „nasz” Milicić). Prokom został bez rozgrywających, więc w ekspresowym tempie „Kijek” ściągnął Gregova.

W żółto-czarnych barwach też „szału nie było”. Statystyki Chorwata to 5.9 pkt, 2.2 as oraz 1.9 zb. Zespołowo jednak zameldował się w finale. W półfinale Prokom okazał się lepszy od naszego Anwilu. Jak przegraliśmy ten półfinał, nie wiem do dzisiaj, ale to materiał na osobny wpis… W finale Sopocianie ulegli Śląskowi Wrocław w stosunku 4-1, a Gregov zawiesił kolejny srebrny medal na swojej szyi.

Podczas kolejnych rozgrywek miał problemy ze znalezieniem nowego pracodawcy. Dopiero w listopadzie rękę wyciągnął do niego Śląsk Wrocław. Gregov otrzymał tam kontrakt krótkoterminowy. W PLK zdołał rozegrać raptem pięć spotkań. Statystyki z tego okresu – 4.2 pkt, 2.4 zb, 1.8 as oraz 1.2 prz.

Później Gregov zaliczył jeszcze epizody w greckiej lidze. Grał dla takich klubów jak Aris Saloniki oraz Apollon Patras. Było to już jednak raczej odcinanie kuponów od bogatej kariery. W żadnym z tych zespołów nie wzbił się już na szczyty swoich możliwości.

Zaskakująco potoczyły się losy Chorwata po zakończeniu kariery. Wielu byłych zawodników cały czas zostaje przy koszykówce. Gregov poszedł jednak w zupełnie innym kierunku. Odkrył w sobie nowy talent i został… bioenergoterapeutą! Uczciwie trzeba przyznać, że kierunek ciekawy i zaskakujący.

Alan Gregov to bez wątpienia postać ciekawa. Mało zawodników z takim CV biegało po naszych parkietach. Szkoda tylko, że obecnie do PLK trafia tak mało zawodników z tak bogatą przeszłością (szczególnie reprezentacyjną).

Jedna odpowiedź do “Rywal Dream Teamu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.