Indywidualny popis Igora Griszczuka

W jednym ze spotkań debiutanckiego sezonu na parkietach PLK pokonaliśmy Górnika Wałbrzych 105:99. Spotkanie było ciekawe i wyrównane, ale przeszło do historii z innego powodu. Roman Olszewski zaaplikował rywalom aż 49 punktów! Do dzisiaj żaden zawodnik naszego klubu nie miał wyższej zdobyczy podczas jednego meczu.

„Oszi” bez wątpienia należy do legend włocławskiego zespołu. W tym gronie oczywiście jest również Igor Griszczuk. Dla większości kibiców zajmuje nawet niepodważalne pierwsze miejsce w klubowej hierarchii. Nic dziwnego, bo pochodzący z Białorusi koszykarz spędził prawie całą karierę w naszych barwach i zawsze zostawiał serce na parkiecie. Waleczność oraz wierność nie były jednak jedynymi atutami Griszczuka. Igor potrafił czarować na boisku i wiele jego występów też przeszło do historii. Jeden z takich meczów miał miejsce w sezonie 1996/1997.

Igor Griszczuk Nobiles Włocławek sezon 1996/1997

Z Włoch na Śląsk

Na początku grudnia Nobiles odniósł bardzo cenne zwycięstwo we Włoszech, które przybliżyło nas do awansu z grupy w FIBA EuroCup. Przewagi własnego parkietu nie wykorzystała ekipa Scavolini Pesaro i poległa 92:94. Nie było jednak czasu na świętowanie, bo zaledwie dwa dni później musieliśmy wrócić do ligowej rzeczywistości na mecz z bardzo wymagającym rywalem.

Nasz zespół, prosto z ziemi włoskiej, podróżował na Śląsk. Tam czekały na nas Bobry Bytom. Młodsi fani mogą nie pamiętać, ale kiedyś ta ekipa znaczyła bardzo wiele w polskiej koszykówce. Sezon wcześniej wywalczyli wicemistrzostwo, a przed wspominanym pojedynkiem zajmowali drugie miejsce w tabeli. Podczas pierwszej fazy wygraliśmy we Włocławku 86:69, ale myślę, że ten aspekt tylko rozpalił żądzę rewanżu w szeregach Bobrów.

Trudna przeprawa

Zmęczenie pucharowym meczem szybko dało o sobie znać. Nobiles grał bardzo ślamazarnie, a gospodarze wręcz przeciwnie. Nie nadążaliśmy w obronie, a atak był zbyt statyczny. Bobry rzuciły się wręcz na nasz zespół i to od pierwszych sekund. W efekcie szybko uzyskały wyraźną przewagę. Po kilku minutach było już 23:9. Bardzo pewnie trafiał Mariusz Bacik. Szalone rzuty Jouberta też znajdowały drogę do celu. Pod koszem sporo zamieszania robił Kordian Korytek, który był zbyt ruchliwy dla Charlesa Claxtona. Nasz środkowy z USA często bywał spóźniony, a na dodatek miał problemy z faulami. Po kilku gwizdkach Claxton nie ukrywał swojej frustracji. Dzisiaj efektem byłyby zapewne jakieś przewinienia techniczne, ale mam wrażenie, że w przeszłości arbitrzy byli bardziej pobłażliwi.

Krótko mówiąc – te pierwsze minuty były dla nas niesamowicie ciężkie.

Później nie było jednak lepiej…

Grę Nobilesu często brał na swoje barki Robert Kościuk, który indywidualnymi wjazdami oraz rzutami z dystansu próbował zmienić obraz tego pojedynku. W całym spotkaniu rozgrywający wypadł bardzo dobrze, bo zdobył 21 punktów. Nasze problemy podkoszowe momentami maskował Andrzej Wierzgacz, który swoją aktywnością, szczególnie na atakowanej tablicy, potrafił zaskakiwać.

Na dobrze dysponowaną oraz skoncentrowaną ekipę Bobrów to było jednak za mało. Gra Nobilesu wyglądała lepiej, ale to cały czas gospodarze dyktowali warunki i powiększyli swoją przewagę nawet do +16. Pod koniec pierwszej części gry zanotowaliśmy obiecującą serię i do przerwy przegrywaliśmy tylko 55:45.

Bobry miały świadomość, że w konfrontacji z naszym zespołem nie mogą pozwolić sobie na zbyt długie rozluźnienie. Dlatego drugą połowę meczu rozpoczęli od małej kanonady z dystansu. Rzuty zza łuku były tego dnia bardzo silną bronią gospodarzy. Brylował w tym elemencie wspominany już Antoine Joubert, który ustrzelił 6 trójek i mecz zakończył z dorobkiem 28 punktów. Amerykanin był prawdziwym liderem swojego zespołu i nie tylko karcił nas trudnymi rzutami, ale potrafił również uruchomić kolegów. Przez całe spotkanie sporo problemów naszej ekipie sprawiał także Andrzej Pluta. Ten wówczas młody i perspektywiczny obwodowy grał na własną prośbę, bo miał problemy ze zdrowiem (silne przeziębienie), ale i tak sprytnie wykorzystywał nasze błędy. Pluta zakończył udział w tych zawodach z bardzo solidnym dorobkiem 19 punktów.

Za późne przebudzenie

Czas leciał, a gospodarze znowu powiększali swoją przewagę. Ponownie było +16. Nobiles zaczął jednak wreszcie grać agresywniej, a większą odpowiedzialność wziął na siebie Igor Griszczuk. Białorusin zaczął trafiać raz za razem. Półdystans, wjazdy na kosz czy rzuty z dystansu – to wszystko wyglądało bardzo łatwo w wykonaniu naszej legendy.

Mam wrażenie, że Griszczuk dopiero się rozkręcał. Z każdą kolejną chwilą wyglądał coraz lepiej. W samej ostatniej minucie trafił trzykrotnie za trzy. Gdyby ten mecz jeszcze trochę potrwał, to mogłoby być różnie. Niestety czas nie był naszym sprzymierzeńcem. Za późno nastąpiło przebudzenie Nobilesu, a Bobry grały zbyt rozsądnie, aby wypuścić to spotkanie z rąk. Przewaga gospodarzy stopniała, ale kontroli nad meczem nie stracili nawet na moment. Ostatecznie bytomska ekipa zwyciężyła 108:102.

Wielki występ Griszczuka

Polegliśmy, ale ten pojedynek i tak przeszedł do historii. Wszystko za sprawą genialnego Igora, który bez wątpienia był najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Griszczuk rozegrał wybitne spotkanie, ale tak naprawdę ciężko zweryfikować, jak bardzo wybitne. Według wszelkich źródeł historycznych związanych z naszym klubem rzucił tego dnia 45 punktów. Spiker w bytomskiej hali oraz komentator telewizyjny informowali jednak o 43 punktach. Po tylu latach jest bardzo ciężko sprawdzić te doniesienia. Niestety nasza liga w tamtych czasach nie przykładała zbyt wielkiej wagi do archiwizacji danych.

Niezależnie czy 45, czy 43 – to był bardzo pokaźny dorobek punktowy. Griszczuk rozegrał fenomenalne zawody w Bytomiu. To był drugi najlepszy występ indywidualny w całej naszej historii. Lepiej wypadł jedynie wspomniany już Olszewski w sezonie 1992/1993. „Czterdziestkę” w naszych barwach osiągało tylko trzech zawodników. Olszewski dokonał dwukrotnie tej sztuki w naszym debiutanckim sezonie. Griszczuk również dwa razy przełamał tę barierę (sezony 95/96 i wspominany 96/97). Elitarną grupę zamyka Alan Gregov (ciekawa postać), który zdobył 40 punktów podczas sezonu 1998/1999. Na podobny wyczyn czekamy już 22 lata, więc nie mam nic przeciwko, jeśli nasza cierpliwość zostanie wynagrodzona w najbliższych rozgrywkach.

Pozostaje tylko żałować, że ten świetny występ Igora nie został okraszony zwycięstwem…

Dalsze losy w sezonie 1996/1997

Tak na zakończenie, w ramach ciekawostki, wspomnę jeszcze o dalszych losach Nobilesu oraz Bobrów w sezonie 1996/1997. Te rozgrywki zostały odebrane we Włocławku jako rozczarowanie. Po raz pierwszy nie awansowaliśmy do czołowej czwórki. Sezon regularny zakończyliśmy na piątej pozycji, a faza Play-Off nic nie zmieniła, bo dość gładko przegraliśmy w pierwszej rundzie z Komfortem Stargard Szczeciński 3:0. Taki rezultat był wówczas tak frustrujący, że zarząd nie miał oporów, aby ukarać drużynę finansowo.

Ciekawszą drogę przebyły Bobry. Bytomska ekipa radziła sobie podczas tego sezonu wręcz niesamowicie. Po pokonaniu Nobilesu przyszły kolejne zwycięstwa i szybko zajęli pozycję lidera. W fazie „szóstek” nastąpiło jednak załamanie formy. Bobry przegrały sześć ostatnich spotkań (m.in. dwukrotnie z Nobilesem) i na koniec sezonu regularnego zajęli trzecią lokatę. W pierwszej rundzie Play-Off stoczyli ciężki bój z Pogonią Ruda Śląska. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był piąty mecz, który Bobry wygrały 86:84. Dwa osobiste na wagę awansu wykorzystał Joubert w ostatniej sekundzie meczu. W półfinale nie poradzili sobie już jednak z Mazowszanką Pruszków i przegrali serię 3:2. Na pocieszenie zdołali jeszcze wygrać ze Śląskiem Wrocław starcie o brąz (3:1) i tym samym zakończyli kolejny sezon z medalem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.