Broussard na ratunek

Anwil miał problem na pozycji rozgrywającego i to nie była żadna tajemnica. Trener Igor Milicić przyznał to nawet otwarcie na konferencji prasowej po meczu ze Spójnią. Wiadomo, że Kamil Łączyński cały czas boryka się ze sporymi problemami zdrowotnymi i będzie musiał w końcu zrobić sobie przerwę od koszykówki. Vladimir Mihailović jest rzucającym obrońcą, ale według założenia miał dość znacznie odciążyć „Łączkę” na rozegraniu. Niestety, Czarnogórca już jakiś czas temu wykluczyła kontuzja i na jego powrót jeszcze trochę musimy poczekać. W składzie jest jeszcze Igor Wadowski, którego szanuję, ale raczej nie jest w stanie utrzymać gry na wysokim poziomie.

Jak widać, sytuacja była nieciekawa. Na szczęście pożar został już ugaszony, bo nowym zawodnikiem naszego klubu został Aaron Broussard.

BroussardFOTO: championsleague.basketball
Aaron Broussard

Milicić chciał mieć tego gracza w swojej ekipie już przed sezonem. Wtedy jednak sprawy inaczej się potoczyły, ale teraz nadarzyła się okazja i Amerykanin ostatecznie trafił do Anwilu.

Dlaczego Broussard znalazł się na wąskiej „liście życzeń” naszego trenera? Możemy wymienić kilka powodów. Jest to gracza bardzo uniwersalny, ale nie ma co się martwić, bo na rozegraniu czuje się”jak ryba w wodzie”. Ma również bardzo dobre warunki fizyczne, bo mierzy 196 cm. Potrafi rzucać na dobrej skuteczności, sprytnie podawać oraz być silnym wsparciem „na deskach”. Profil koszykarski Broussarda wydaje się idealnie dopasowany do preferencji Milicicia.

Jest jeszcze jeden czynnik, który działa na korzyść Amerykanina. Broussard bardzo dobrze zna naszą ligową rzeczywistość. W sezonie 2017/2018 jego klubem był MKS Dąbrowa Górnicza. Przygodę z europejską koszykówką zaczynał w 2012 roku na Islandii. Później grał w niższych ligach francuskich, ale to gra w PLK była odskocznią dla jego kariery. Dla ekipy z Zagłębia Dąbrowskiego notował średnie statystyki na poziomie 14,3 punktów; skuteczność z gry 46%; 5,4 zbiórek; 4,6 asyst oraz 1,5 przechwytów. Jego średni EVAL wynosił 17,2. Bez wątpienia był czołową postacią i motorem napędowym MKS-u.

Tak dobry sezon Broussarda nie przeszedł bez echa. Nie tylko Anwil miał chrapkę na tego rozgrywającego. Do walki o Aarona m.in. włączyła się również rosyjska ekipa BC Nizhny Novgorod, czyli nasz grupowy rywal w Lidze Mistrzów. Amerykanin zdecydował się zaakceptować ofertę właśnie tego klubu. Nie dziwię się w sumie, bo przecież w rosyjskiej koszykówce pieniędzy nie brakuje. Sama drużyna również wydaje się znacznie mocniejsza. W Niżnym Nowogrodzie ambicjonalny sen Broussarda nie został jednak spełniony. Miał duże problemy z przebiciem się do składu. Z tego powodu jego oferta ponownie pojawiła się na rynku transferowym, a Anwil dopiął swego i ostatecznie zwerbował tego gracza w swoje szeregi.

Broussard to z całą pewnością ciekawy zawodnik i po dobrym sezonie w Dąbrowie Górniczej byłem ciekawy, jak poradzi sobie w lepszym otoczeniu. Rosyjskiej kampanii nie zwieńczył sukcesem, ale teraz trafił do nas i ma szansę coś udowodnić.

Amerykanin powinien być dla nas wzmocnieniem. Grać z piłką lubi i potrafi, rzuca naprawdę dobrze, a do tego ma ciąg na kosz. Właśnie ta ostatnia cecha cieszy mnie chyba najbardziej. Po pierwsze, powinien pomóc na zbiórce, bo ten element czasami u nas kuleje. A po drugie, liczę na jego penetracje. Powinien trochę rozruszać naszą ofensywę. Jest w stanie rozbijać defensywę rywali swoimi rajdami i oddawać piłkę na obwód do naszych strzelców. Takie granie powinno ułatwić nam zdobywanie punktów zza łuku. Warto również zauważyć, że w czasach gry dla MKS-u notował 81,3% z linii rzutów wolnych. Może to będzie lekarstwo na naszą klątwę?

Aaron Broussard wydaje się idealnym „strażakiem” na ugaszenie naszego małego pożaru. Mamy wreszcie rozgrywającego, który potrafi grać na wysokim poziomie, a jego profil koszykarski wręcz idealnie pasuje do wymagań trenera Milicicia. Dodatkowo ma coś do udowodnienia, więc o jego motywację powinniśmy być spokojni. W kontrakcie Amerykanina znalazł się również ciekawy zapis. Umowa obowiązuje na sezon 2018/2019, ale do końca lutego obie strony mogą ją rozwiązać bez żadnych konsekwencji. W praktyce oznacza to, że jeśli Broussard okaże się rozczarowaniem lub nasza sytuacja kadrowa tak się poprawi, że zrobi się zbyt tłoczno, to możemy spokojnie pożegnać Amerykanina. Z drugiej strony, jeśli forma Aarona wystrzeli i zgłosi się po niego jakiś gigant, to nic nie stanie na przeszkodzie, aby dalej rozwijał swoją karierę. Jak widać, transakcja wydaje się korzystna dla obydwu stron. Teraz pozostaje czekać na debiut Broussarda w Anwilu, aby realnie ocenić jego wpływ na grę naszego zespołu.

2 odpowiedzi do “Broussard na ratunek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.