Nie jest tajemnicą, że Anwil od wielu tygodni próbował wzmocnić polską rotację. Dla trenera Przemysława Frasunkiewicza to była bardzo ważna kwestia. W pewnym momencie „jedną nogą” we Włocławku był już Jakub Garbacz i ta transakcja byłaby prawdziwym hitem transferowym. Jak wiemy, nie doszła jednak do skutku i trwały dalsze poszukiwania. Na szczęście już dobiegły końca, a nasze szeregi zasilił stary znajomy. Michał Nowakowski po czteroletniej rozłące ponownie przywdzieje koszulkę „Rottweilerów”.
Ta saga trwała stanowczo zbyt długo. Ivan Almeida jest postacią wybitną w bogatej historii Anwilu i to nie powinno podlegać wątpliwości. „El Condor” odgrywał czołową rolę podczas marszu „Rottweilerów” ku wielkim sukcesom. We Włocławku był uwielbiany przez fanów oraz wręcz nienawidzony przez rywali. Kabowerdeńczyk wracał do naszego klubu dwukrotnie i za każdym razem kibice okazywali ogromny entuzjazm.
Ten ostatni powrót nie przebiegł jednak według naszych oczekiwań. Sezon 2020/2021 wolelibyśmy zapomnieć, bo zespół grał tragicznie, a na dokładkę wypłynęła afera z naszą gwiazdą w roli głównej. Almeida nie znalazł wspólnego języka z trenerem Przemysławem Frasunkiewiczem i trochę „odleciał”. Później można było jeszcze wierzyć w ponowne nawiązanie współpracy, ale ostatecznie wspomniani dżentelmeni nie potrafili znaleźć wspólnej drogi. Takim sposobem Almeida cały czas miał ważny kontrakt z Anwilem, ale nie było dla niego miejsca w składzie naszej ekipy. Prezes Arkadiusz Lewandowski mówił otwarcie o dążeniu do rozwodu w tym trudnym związku, ale „El Condor” nie sprawiał wrażenia zainteresowanego zmianą pracodawcy.
Niespodziewanie otrzymaliśmy jednak komunikat o rozwiązaniu umowy za porozumieniem stron.
Kolejna „bańka” European North Basketball League za nami. Tym razem Anwil gościł w litewskim mieście Szawle, gdzie oprócz rywalizacji z gospodarzami graliśmy także z ekipą BK Liepaja. Spacerek – tak najłatwiej opisać te starcia. Najpierw rozgromiliśmy Łotyszy i to aż 116:55. Takie okazałe zwycięstwo robi wrażenie i to niezależnie od klasy rywala. W meczu z Siauliai-7bet oczekiwałem bardziej wyrównanego widowiska, bo litewski zespół to po prostu wyższy poziom niż drużyna z Lipawy, ale ostatecznie „Rottweilery” też nie miały żadnych problemów z odniesieniem wyraźnego zwycięstwa. Tym razem było 77:100. Co by nie mówić, to była kolejna całkiem sympatyczna przygoda w ENBL 😉 .
Jak na razie nie doświadczyliśmy zbyt wielu zmian kadrowych podczas bieżącego sezonu. Szeregi Anwiluzasilił jedynie Łukasz Frąckiewicz oraz doszło do wymiany głównego środkowego. Zespół opuścił Kavell Bigby-Williams, a jego miejsce zajął Ziga Dimec.
Odnoszę wrażenie, że ta druga transakcja w pewien sposób polaryzuje fanów. Część kibiców cały czas nie jest przekonana do słoweńskiego centra. Trener Przemysław Frasunkiewicz ma jednak inne zdanie i często podkreśla pozytywny wpływ Dimca na całą ekipę „Rottweilerów”. A co pokazują „cyferki”?
Miał być hit PLK i był! Do Hali Mistrzów zawitała Stal Ostrów Wielkopolski, czyli aktualny Mistrz Polski. Atmosferę przed tym pojedynkiem podgrzewał cały szereg smaczków pozaboiskowych. Anwil rozgrywa świetny sezon i wygrał już z podopiecznymi Igora Milicicia na wyjeździe, ale w moim odczuciu i tak nie był faworytem tego starcia. „Stalówka” dysponuje naprawdę mocnym oraz szerokim składem z indywidualnościami, które potrafią przesądzać o losach rywalizacji. „Rottweilery” zagrały jednak kosmiczny mecz i pomimo początkowych problemów wręcz rozgromiły rywali w ostatnich minutach. To był magiczny wieczór! Mamy dopiero styczeń, a już wyrósł mocny kandydat w kategorii najbardziej pamiętnego spotkania tego roku 😉 .
Podobno czas płynie nieubłaganie. Coś w tym jest, bo nawet nie wiem kiedy, ale dobrnęliśmy do końca pierwszej rundy sezonu regularnego PLK. Mam wrażenie, że inauguracja miała miejsce całkiem niedawno, a tu mecz za meczem, całe mnóstwo emocji i „połówka” pękła.
Najważniejsze jest jednak to, że ta pierwsza część rozgrywek była niezwykle owocna dla naszego Anwilu. Przedsezonowe oczekiwania nie napawały optymizmem, ale „Rottweilery” udowodniły, że „taniej nie znaczy gorzej”. Włocławska ekipa zaskakuje charakterem oraz walecznością. Dzięki temu mamy bardzo dobry bilans 11-4 i utrzymujemy pozycję w ścisłej czołówce. Jakby nie patrzeć – duuuuużo lepiej niż przed rokiem na tym samym etapie. Jest o czym mówić 😉 .
Od dawna można było usłyszeć, że trener Przemysław Frasunkiewicz myśli o wymianie środkowego w Anwilu. Mieliśmy małą sinusoidę informacyjną, padały różne nazwiska, ale ostatecznie trafił do nas Ziga Dimec. Słoweński center, który ma 28 lat i mierzy 211 cm wzrostu. W jego życiorysie można znaleźć kilka naprawdę ciekawych wpisów.
W ostatnich spotkaniach styl Anwilu raczej nie zachwycał. Przez trzy kwarty meczu z Treflem Sopot było podobnie. Czwarta odsłona jednak totalnie zmieniła ten obraz! Z każdą kolejną minutą „Rottweilery” rosły w siłę, a trójmiejska ekipa gasła. Wyprowadzaliśmy cios za ciosem, rywale byli ostro punktowani oraz rozbijani i nie potrafili odpowiednio zareagować. Anwil wygrał ostatnią kwartę aż 28:6, a cały mecz 81:61.
Ten tekst związany z Halloween idealnie pasuje do ostatniego meczu Anwilu i to nie tylko w kwestii daty. Do Włocławka zawitała ekipa MKS Dąbrowa Górnicza i przysporzyła nam sporo problemów. Goście nie byli faworytami tego spotkania, ale od lat są dla nas niewygodnym rywalem i ponownie byli blisko sprawienia „psikusa” w Hali Mistrzów. Pierwsza połowa wskazywała na to zdecydowanie. Na szczęście po zmianie stron „Rottweilery” zagrały z większym zaangażowaniem i ostatecznie przypadł nam „cukierek”, a mecz wygraliśmy 90:86.
Anwil wszedł rewelacyjnie w sezon 2021/2022. Terminarz był trudny, ale „Rottweilery” z każdego dotychczasowego starcia wyszły obronną ręką. Mało kto przypuszczał, że zanotujemy tak niesamowity start. Nasz zespół z bilansem 6-0 jest jedyną niepokonaną ekipą w całej PLK.
Taki początek budzi podziw. Szczególnie że przedsezonowe oczekiwania nie były zbyt wysokie. Ta seria na długo zapadnie w naszej pamięci, ale jak to wygląda w porównaniu z poprzednimi latami? Podpowiem jedynie, że we wcześniejszych sezonach zaledwie trzykrotnie tak dobrze zaczynaliśmy, a tylko raz uzyskaliśmy lepszy bilans. Teraz jest bardzo dobrze, a może być jeszcze lepiej, bo obecna seria Anwilu ciągle trwa!