Ziga Dimec – nowa siła pod koszem Anwilu

Od dawna można było usłyszeć, że trener Przemysław Frasunkiewicz myśli o wymianie środkowego w Anwilu. Mieliśmy małą sinusoidę informacyjną, padały różne nazwiska, ale ostatecznie trafił do nas Ziga Dimec. Słoweński center, który ma 28 lat i mierzy 211 cm wzrostu. W jego życiorysie można znaleźć kilka naprawdę ciekawych wpisów.

Ziga Dimec SłoweniaFOTO: fiba.basketball

Doświadczenie

Dimec spędził znaczną większość kariery w klubach ze swojej ojczyzny. Zagraniczny epizod zaliczył jedynie podczas sezonu 2018/2019. Najpierw trafił do niemieckiego Medi Bayreuth, ale nie zagrzał tam zbyt długo miejsca. Zdołał rozegrać jedynie cztery spotkania (Bundesliga + Liga Mistrzów), w których notował średnio 4,5 punktów oraz 3 zbiórki. Szybko przeniósł swój talent na Litwę i podpisał kontrakt z BC Lietkabelis. Tam rywalizował nie tylko w lokalnych rozgrywkach, ale również w Lidze Mistrzów. Na obu frontach notował średnio 8 punktów3,5 zbiórki.

Przez te wszystkie pozostałe lata grał nie tylko w słoweńskiej lidze, ale walczył również na takich frontach jak EuroCup, wspomniana Liga Mistrzów czy oczywiście Liga Adriatycka. Ma na swoim koncie Mistrzostwo (2021) oraz Puchary (2016, 2020) i Superpuchary (2016, 2019, 2020, 2021) rodzimych rozgrywek. Dimec nigdy raczej nie zachwycał statystykami. Najlepiej wypadł podczas sezonu 2017/2018, gdy reprezentował barwy klubu Krka Nove Mesto. Na swoim koncie zapisywał wówczas 12,6 punktów oraz 5,8 zbiórek. Nie zapominajmy jednak, że liga słoweńska nie rozbudza raczej większych emocji wśród fanów koszykówki.

Przed sezonem 2020/2021 po Dimca sięgnęła Olimpija Lublana. Słoweński środkowy otrzymywał wówczas 11,2 minut i notował 4,6 punktów oraz 2,6 zbiórek na wszystkich frontach. Bieżące rozgrywki rozpoczął w tym samym klubie, ale jego rola została jeszcze bardziej ograniczona. W 9 minut notował 3,6 punktów2,2 zbiórki. Krótko mówiąc, brakowało miejsca dla Dimca w stolicy Słowenii. Sam zawodnik też nie był zadowolony ze swojej pozycji w zespole, więc postanowił spróbować czegoś nowego, a sytuację wykorzystał nasz Anwil.

Etatowy reprezentant

Dotychczas wymienione osiągnięcia Dimca nie budzą zapewne podziwu, ale pora wspomnieć o najważniejszym. Nasz nowy podkoszowy jest od wielu lat etatowym reprezentantem Słowenii. Bronił barw swojej ojczyzny na wielkich turniejach. Eurobasket 2017 to największy sukces tego niewielkiego kraju, bo sięgnęli po złoto. Dimec był tam obok takich gwiazd koszykówki jak Luka Doncić, Goran Dragić, Anthony Randolph czy Klemen Prepelić. Co by nie mówić, to nasze szeregi zasilił aktualny Mistrz Europy, a to brzmi dumnie! Podczas turnieju Dimec może nie odgrywał zbyt ważnej roli (8,9 min; 2,1 pkt i 2,7 zb), ale sama obecność w takiej ekipie o czymś świadczy. Uczestniczył również w zeszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich, ale tym razem Słowenia wróciła bez medalu, bo zakończyła zmagania na czwartej pozycji, co i tak jest świetnym rezultatem. Dimec tym razem notował 4,7 punktów oraz 2,7 zbiórek w lekko ponad 7 minut na parkiecie.

Słoweńska siła

Z jednej strony statystyki naszego nowego centra nie zachwycają, ale z drugiej strony osiągnięcia reprezentacyjne robią wrażenie. Prawda jest jednak taka, że ani jedno, ani drugie nie biega po parkiecie. Co w takim razie może nam zaoferować Dimec? Słoweniec to potężny środkowy. Prawdziwy „kawał chłopa”. Właśnie gabaryty oraz siła powinny być głównymi atutami naszego nowego zawodnika. Dimec oferuje dużą dawkę fizyczności w „pomalowanym”. Jest typowym podkoszowym, który skupia swoją grę bliżej obręczy. Raczej nie będzie czarował kibiców podniebnymi lotami czy ogólnym atletyzmem.

Liczę jednak, że odnajdzie swoje miejsce w akcjach dwójkowych z naszymi obwodowymi, a jego mocne zasłony otworzą drogę do kosza w niejednej akcji. Poza tym Dimec nie powinien mieć większych problemów z przyswojeniem schematów zespołu, a to bardzo ważny czynnik w wizji trenera Frasunkiewicza. Bogate doświadczenie na pewno za nim przemawia. Słoweniec nie musi być pierwszoplanową postacią, co udowodnił np. w kadrze, aby ułatwić grę całej drużynie. Nie zapominajmy, że koszykówka to mnóstwo „małych rzeczy”.

Kontrakt w Anwilu to również wielka szansa dla niego na odbudowanie (lub nawet zbudowanie) swojej marki po niezbyt przekonujących sezonach. W barwach „Rottweilerów” ma okazję wejść na wyższy poziom, bo zapewne otrzyma większą ilość minut oraz ważniejszą rolę niż u poprzedniego pracodawcy. Lubię transfery zawodników, którzy mają coś do udowodnienia, bo to może przynieść spore korzyści dla obu stron. Nie sądzę, aby Dimec został nową gwiazdą PLK, ale liczę, że będzie wartością dodatnią dla całego zespołu. Widzę pewne wątpliwości, bo nie wiem, czy sama siła Słoweńca wystarczy, ale wierzę, że „Franc” ma konkretny plan. My obserwujemy wszystko z boku, a to trener widzi najwięcej. Dobro drużyny najważniejsze!

Bye-bye Kavell…

Jeszcze nic nie zostało oficjalnie potwierdzone, ale można przypuszczać, że po tym transferze nasze szeregi opuści Kavell Bigby-Williams. Brytyjczyk jest ciekawym zawodnikiem, którego można lubić. W PLK notował średnio 8 punktów, 6,3 zbiórek oraz 1,4 bloków. Jego wady oraz zalety są widoczne „gołym okiem”. Bigby-Williams to przede wszystkim skoczek, który potrafi efektownie kończyć dobre podania oraz straszyć blokami. Taka widowiskowa gra może elektryzować.

Z drugiej jednak strony jest dość „surowy”. Często sprawiał wrażenie wręcz zagubionego na parkiecie. Niejednokrotnie wyglądał, jakby nie miał pojęcia, czego sztab szkoleniowy od niego oczekuje. Gdy nie otrzymywał idealnych podań, to bywał bezproduktywny. Czasami próbował zagrać coś samemu, ale za dużo było w tym niepewności oraz nieskoordynowanych ruchów. Miał skłonności to podejmowania akcji, które po prostu nie były w jego stylu.

Wiem, że ten ostatni akapit nie brzmi zbyt pozytywnie, ale nie możemy zapominać o wcześniej wspomnianych zaletach Bigby-Williamsa. Na pewno nigdy nie powiem, że ten środkowy był zupełnie nieprzydatny i rozwiązanie umowy to jedyna słuszna droga. Co więcej, myślałem, że to center w stylu preferowanym przez trenera Frasunkiewicza. Przypomnę, że z obsadzeniem tej pozycji mieliśmy przed sezonem największe problemy. Najpierw testowany był Austin Davis, później to miejsce zajął Dwight Coleby, a ostatecznie trafił do nas Kavell, który zakotwiczył na dłużej.

Od początku widać było, że to „surowy” podkoszowy, ale wszyscy chyba pamiętamy, jak zaczynali w naszych barwach Kris Lang czy Rashard Sullivan, a jak skończyli. Liczyłem, że w przypadku Brytyjczyka będzie podobnie. Cierpliwość „Franca” została jednak wyczerpana i od kilku tygodni można było usłyszeć pogłoski o wielkiej chęci wymiany środkowego. Podejrzewam, że problemy w egzekwowaniu założeń taktycznych były tutaj kluczowe. W pewnym momencie blisko Anwilu był Robert Upshaw, a Bigby-Williams wypadł z pierwszej piątki. W meczu z MKS wszedł do gry nawet po Olesinskim oraz Szewczyku. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z transferu „Robercika”, ale trener Frasunkiewicz i tak postawił na swoim i takim sposobem nasze szeregi zasilił Dimec.

Oczywiście przyszłość Brytyjczyka to na chwilę obecną jedynie moje przypuszczenia, bo cały czas ma ważny kontrakt z „Rottweilerami”. Chociaż już teraz można usłyszeć o zainteresowaniu innych klubów i bardzo możliwe, że pozostanie w naszym kraju. Niezależnie, gdzie wyląduje to i tak będę trzymał kciuki za dalszy rozwój tego skocznego chłopaka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.