Decyzja zapadła – Grzegorz Kożan został nowym trenerem Anwilu! Przyznam szczerze, że to dla mnie spore zaskoczenie. Jeszcze kilka tygodni temu nie brałem takiej opcji nawet pod uwagę. Nasz klub poszedł tym razem w zupełnie innym kierunku niż zazwyczaj. Nie żadne wielkie nazwisko z zagranicy, nie ktoś z dorobkiem i CV pełnym medali, a człowiek stąd, z naszego miasta. Człowiek, który latami był tuż obok – w cieniu, jako asystent. Musiał w końcu zrobić krok do przodu w swojej karierze i cieszy mnie, że to właśnie od naszego klubu dostał tę wielką szansę.
Powoli zapominamy o sezonie 2024/2025 i myślami wybiegamy już ku kolejnemu. Przed nadchodzącymi rozgrywkami czeka nas mnóstwo zmian. Podejrzewam, że z zawodników zostaną u nas jedynie Michał Michalak oraz Bartosz Łazarski. Nie przepadam za aż tak drastycznymi zmianami. Myślę, że każdy kibic potrzebuje ludzi, którzy są zakorzenieni w klubie i dzięki temu można łatwiej się z nimi utożsamiać. W ostatnich tygodniach odeszli od nas Kamil Łączyński oraz Luke Petrasek, czyli duet, który reprezentował barwy Anwilu najdłużej. „Łączka” spędził u nas aż 8 sezonów, a Luke 4, co jest świetnym wynikiem, szczególnie jak na koszykarza pochodzącego zza granicy.
Będzie mi brakowało tej dwójki, więc postanowiłem przypomnieć sobie ich najlepsze występy w barwach „Rottweilerów”. Sporo tego było, więc zawęziłem wybór do pięciu meczów dla każdego. Nie patrzyłem na rangę spotkań, a brałem pod uwagę po prostu indywidualne osiągnięcia. Nie chcę tworzyć typowego rankingu, więc zastosowałem sortowanie chronologiczne.
Sezon 2024/2025 za nami, więc w ramach podsumowania postanowiłem wystawić każdemu zawodnikowi naszego Anwilu indywidualną ocenę za zakończone rozgrywki. Przyjąłem skalę szkolną ze wszystkimi plusami oraz minusami. Wiadomo, że różni gracze odgrywali różne role w zespole, więc nie jest to próba mierzenia wpływu każdego z nich na wynik drużyny. Bardziej oceniam to, na ile dany zawodnik spełnił oczekiwania – zarówno te przedsezonowe, jak i te, które pojawiły się w trakcie rozgrywek.
To oczywiście w pełni subiektywna ocena – jeśli ktoś ma inne zdanie, z chęcią je poznam. Jestem bardzo ciekawy, jakie oceny Wy wystawilibyście naszym „Rottweilerom” za miniony sezon.
Za nami bardzo gorące miesiące, które dostarczył mnóstwo koszykarskich emocji. Szkoda tylko, że tak mało pozytywnych… W maju Anwil rozegrał aż 9 spotkań, w których uzyskał bilans 5-4. Jak przez mgłę pamiętam końcówkę sezonu regularnego, bo to oczywiste, że wszystko niknie w blasku Play-Off.
W czerwcu „Rottweilery” rozegrały tylko 3 spotkania i zanotowały bilans 1-2. W kluczowych meczach nasz zespół totalnie zawiódł. Zapamiętamy z tego tylko to, że Legia Warszawa wyeliminowała nas w półfinale „do zera”, a Trefl Sopot wyrwał nam brązowy medal. Najgorsze, że przy tym wyrywaniu za bardzo nie protestowaliśmy, bo styl, który zaprezentował Anwil w pojedynku kończącym sezon, był bardzo daleki od oczekiwanego… To były bolesne doświadczenia…
Pora nadrobić zaległości i wybrać MVP za te dwa ostatnie miesiące.
Kilka dni minęło, a we mnie cały czas tkwi pewna gorycz…
To miała być wielka seria Anwilu. Ważny krok w stronę upragnionego Mistrzostwa Polski, bo to przecież był nasz cel ogłoszony jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Zamiast tego – trzy szybkie ciosy, które rozwiały nasze marzenia. „Rottweilery” przegrał półfinał z Legią Warszawa „do zera”. Nie było złudzeń. Zostaliśmy rozbrojeni. Na chłodno, konsekwentnie, bez litości.
W bieżącym sezonie nie doświadczyliśmy wielu zmian w składzie Anwilu. Ostatnim ogniwem, które zasiliło rotację trenera Selcuka Ernaka, jest Deane Williams. Brytyjczyk spędził już kilka ładnych tygodni w naszych szeregach, więc każdy sympatyk „Rottweilerów” mógł spokojnie wyrobić sobie opinię na temat tego gracza. Jesteście zadowoleni z jego postawy?
Sezon regularny 2024/2025 dobiegł końca. Przed nami najważniejszy i najbardziej ekscytujący etap – faza Play-Off. Przez te ostatnie miesiące nie brakowało emocji, a dla nas najważniejsze, że Anwil zdecydowanie odskoczył rywalom i pewnie zasiadł na fotelu lidera. W historii naszego klubu to piąty taki przypadek. Co oznacza taka sytuacja? Doświadczenie nauczyło nas, że niewiele, bo w przeszłości więcej z tego tytułu cierpieliśmy niż świętowaliśmy.
Każdy przypadek jest inny, ale pokusiłem się na małe porównanie, jak wyglądała nasza sytuacja w każdym z tych pięciu sezonów.
Już zaraz rozpoczniemy Play-Off, a nasz Anwil kroczy ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa, ale teraz nie o tym. Najpierw trzeba nadrobić zaległości i wyłonić MVP za kwiecień do mojego tradycyjnego rankingu.
Miniony miesiąc był niezwykle udany w wykonaniu „Rottweilerów”. Może nie rozegraliśmy zbyt wielu spotkań, ale za to wygraliśmy wszystkie i uzyskaliśmy bilans 4-0. Szczególnie ten ostatni mecz ze Śląskiem Wrocław był wspaniałym doświadczeniem, bo nie tylko rozgromiliśmy odwiecznego rywala, ale dzięki temu przypieczętowaliśmy również pierwsze miejsce na zakończenie sezonu regularnego.
Nie ukrywam, że wybór MVP za kwiecień nie należał do łatwych, bo brałem bardzo poważnie pod uwagę dwóch zawodników. Ostatecznie postawiłem inaczej niż kibice w oficjalnym głosowaniu i wyróżnienie otrzymuje ode mnie Michał Michalak.
Do końca sezonu regularnego pozostały nam jeszcze 3 spotkania, ale niezależnie od rezultatów jedno jest pewne – Anwil ponownie przystąpi do Play-Off z pozycji lidera. W ostatnich tygodniach nasza ekipa z reguły wygrywała, ale styl momentami budził niepokój. W grze „Rottweilerów” brakowało mi swego rodzaju błysku, który charakteryzował nas na początku rozgrywek. Podczas ostatniego meczu cała magia jednak wróciła i przyklepaliśmy pierwsze miejsce w bardzo efektowny sposób, bo tak należy określić rozgromienie Śląska Wrocław. W kolejnej odsłonie „Świętej Wojny” wygraliśmy aż 97:70.
Marzec za nami. W minionym miesiącu Anwil osiągnął bilans 3-2. Niby na plus, ale mam wrażenie, że więcej było zmartwień niż radości. Przesadzam czy rzeczywiście mamy powody do lekkiego zaniepokojenia?
Przypomnę, że zaczęliśmy od pewnego zwycięstwa w Stargardzie, ale później było znacznie trudniej i niestety nie brakowało też bolesnych porażek. Ze Stalą mieliśmy trudną przeprawę przez trzy kwarty, ale na szczęście w ostatniej odsłonie wrzuciliśmy wyższy bieg i zamknęliśmy temat. Podobnie sytuacja wyglądała w Toruniu. Podczas derbowego starcia gra „Rottweilerów”, delikatnie mówiąc, odbiegała od oczekiwań. Ponownie jednak czwarta kwarta należała do nas, co doprowadziło do dogrywki, w której było już PERFEKCYJNIE. Z jednej strony martwi, że przeżywamy długie momenty męczarni, ale z drugiej cieszy, że potrafimy pokazać charakter i podczas najważniejszych części spotkania postawić na swoim. Gdyby to był pojedynczy przypadek, to zapewne nawet nie myślałbym o żadnych minusach, ale taki scenariusz jest nam serwowany niemal regularnie.
Charakteru zabrakło niestety podczas dwóch meczów i efektem były dwie bolesne porażki. Bolesne, bo na własnym parkiecie oraz z rywalami zaliczanymi do ligowej czołówki. Zarówno podczas pojedynku z Treflem, jak i Legią mieliśmy swoje szanse, ale przy tak klasowych rywalach to już nie wystarczyło. Szkoda…
Wybór MVP za marzec nie był łatwym zadaniem, bo żaden z naszych zawodników nie zaliczył perfekcyjnego miesiąca. Dlatego, jeśli, ktoś nie będzie podzielał mojej opinii, to nie będę zaskoczony, więc jestem otwarty na wszelkie komentarze 😉 .