Anwil zanotował kolejną porażkę. Znowu po wyrównanej końcówce. Tym razem, dla odmiany, w ramach FIBA Europe League, a emocje w tych ostatnich sekundach sięgnęły zenitu. Przez krótką chwilę przeżyliśmy prawdziwą przejażdżkę kolejką górską. Szkoda tylko, że na zakończenie tej podróży wypadliśmy z wagonika. Fińska ekipa Karhu Basket niespodziewanie wygrała na naszym terenie 88:89.
Trzecia ligowa porażka na koncie Anwilu. Co gorsze – z rzędu. Tym razem polegliśmy w stolicy. Znowu walczyliśmy i mogliśmy wrócić „z tarczą”, ale nie wyszło… Legia Warszawa była lepsza i wygrała 78:70, choć poziom gry obu ekip ostro falował.
Nadeszła pora, aby zainaugurować rozgrywki FIBA Europe Cup. Zaczęliśmy od wyprawy do Portugalii, gdzie czekał na nas Sporting. Ostatnio wokół Anwilu nie panuje przyjemna atmosfera, więc można było oczekiwać trudnej przeprawy. Przynajmniej ja miałem takie nastawienie. Tymczasem, pomimo wewnętrznych problemów, „Rottweilery” rozegrały wręcz kosmiczne zawody i rozgromiliśmy rywali 89:113. Oj oczy otrzymały sporą dawkę radości 😉 .
Z reguły, gdy Anwil przyjeżdża do Bydgoszczy, to emocje są gwarantowane. Tak też było i tym razem. Niestety zabrakło jednak szczęśliwego zakończenia dla „Rottweilerów”. Astoria wygrała z nami po dogrywce 95:84. To był ciężki weekend dla sympatyków włocławskiej koszykówki…
Dopadł nas czarny scenariusz. Podczas ostatniego meczu ze Śląskiem Wrocław o zbiórkę walczył Janari Joesaar, ale upadł bardzo niefartownie. Nie wyglądało to dobrze i zawodnik został dosłownie zniesiony z parkietu. Miałem bardzo złe przeczucia i niestety bardzo trafne. Estończyk doznał kontuzji kolana (zerwanie więzadła rzepki). Konieczna będzie operacja, co jest równoznaczne z końcem sezonu dla Joesaara…
No cóż, to oznacza, że Anwil jest w głębokiej… w dużych tarapatach…
Śląsk Wrocław wygrał we Włocławku po raz pierwszy od siedmiu lat. Anwil postawił jednak twarde warunki. Kolejna odsłona „Świętej Wojny” była prawdziwym meczem walki, czyli tak jak być powinno. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że pomimo październikowej aury można było poczuć zapach Play-Off w Hali Mistrzów. To spotkanie na pewno można było wygrać, „Rottweilery” miały swoje szanse, ale ostatecznie czegoś zabrakło i polegliśmy 73:75. Uczciwie trzeba przyznać, że goście byli tego dnia lepszym zespołem. Niestety…
Nowy sezon wystartował, a Anwil rozegrał do tej pory dwa spotkania. Najważniejsze, że oba wygrane i to bardzo pewnie. Zaczęliśmy od pokonania Zastalu 82:61, a następnie naszą wyższość musiał uznać beniaminek z Łańcuta, gdzie zwyciężyliśmy 67:85.
To najwyższy czas, aby rozpocząć szósty już ranking MVP na łamach mojego bloga. Punktacja miesięczna pozostaje bez zmian – 10 pkt za I miejsce, 5 pkt za II miejsce oraz 1 pkt za III miejsce. W klasyfikacji generalnej, przy równej ilości punktów, będą promowani zawodnicy, którzy rozegrali mniejszą ilość spotkań. Jeśli cały czas będzie jakiś remisowy rezultat, to wyższą pozycję otrzyma gracz z większą ilością zwycięstw w pojedynczych miesiącach.
Wracając do wrześniowych meczów, bez „owijania w bawełnę”, to pierwszy tytuł MVP w nowym sezonie otrzymuje Luke Petrasek.
Sezon 2022/2023 nareszcie wystartował! Dla nas była to nie lada gratka, bo Anwil rozegrał pierwsze spotkanie nowych rozgrywek równo 30 lat od debiutu w PLK. Co więcej, przed trzema dekadami do Włocławka zawitał Zastal Zielona Góra i teraz ponownie gościliśmy ten zespół. Wspaniały smaczek historyczny, który nie mógł przejść bez echa.
Klub wspaniale wykorzystał tę okazję. Najpierw zostało zorganizowane spotkanie kibiców z drużyną, która rozpoczynała legendę naszej koszykówki 30 lat temu. Później lokalni herosi gościli oczywiście na samym spotkaniu, podczas którego zostali odpowiednio uhonorowani. Cudowna inicjatywa, która przywołała łezkę sentymentu w niejednym oku.
Przechodząc do dania głównego, to „Rottweilery” zrobiły, co do nich należało. Podobnie jak przed trzema dekadami Zastal musiał uznać wyższość naszej ekipy. Tym razem wygraliśmy 82:61.
Sezon 2022/2023 nadciąga! Anwil od wielu tygodni buduje formę i rozgrywa sparingi. Podopieczni trenera Przemysława Frasunkiewicza rozegrali dziewięć takich spotkań, w których zanotowali bilans 5-4.
Jak widać, nie brakowało okazji do szlifowania formy, zagrywek czy ustawień. Liczę, że szybko przyjdą efekty tej ciężkiej pracy!
Koniec spekulacji i niepewności. Po zakończeniu zeszłego sezonu Szymon Szewczyk nie miał już ważnej umowy i wszystko wskazywało na to, że jest coraz dalej pozostania w Anwilu. Kilka tygodni temu dołączył jednak do treningów z zespołem i sytuacja uległa zmianie. Długo to trwało, zawodnik wziął nawet udział w oficjalnej prezentacji drużyny, ale podpisu ciągle nie było. Teraz sprawa została wreszcie domknięta. „Szewcu” zostaje jeszcze z nami i dobrze!