Rewanż z HydroTruckiem i awans do finału

Kolejny etap Pucharu Polski za nami. Początek półfinału nie był dla nas przyjemny, bo HydroTruck Radom zaskakiwał rzutowo. W pierwszej kwarcie oglądaliśmy wręcz koncert koszykówki ofensywnej w wykonaniu mazowieckiej ekipy. Później jednak Anwil wzniósł się na wyższy poziom i przejął to spotkanie. Nasz zespół w pozostałych trzech kwartach zaprezentował po prostu świetną koszykówkę i wygraliśmy 89:108. Kolejna plama z sezonu zasadniczego została zmazana, a do zdobycia następnego trofeum pozostał nam już tylko jeden mecz.

Puchar Polski
  1. W tej pierwszej kwarcie można było mieć spore obawy o końcowy rezultat. HydroTruck zaskakiwał na każdym kroku. Nasi rywale grali szybko i co najgorsze skutecznie. Trafili wiele wręcz szalonych rzutów. To nas niszczyło. Radomianie w tej odsłonie trafili 8/16 za trzy. Sam Camphor zaaplikował nam 16 punktów. To sprawiło, że po pierwszych dziesięciu minutach przegrywaliśmy 30:23. Gra Anwilu nie wyglądała dobrze i pachniało niespodzianką.

  2. Obraz spotkania uległ zmianie w połowie drugiej kwarty. HydroTruck chyba się wystrzelał, bo ich rzuty przestał wpadać do kosza. Z kolei Anwil zaczął łapać swój rytm. Poprawiliśmy obronę i zyskiwaliśmy pewność w ataku. Oglądaliśmy walczące „Rottweilery”, pełne determinacji do osiągnięcia wyznaczonego celu. Słaby początek spotkania nas nie załamał. Byliśmy konsekwentni i krok po kroku udowadnialiśmy siłę zespołu. W ataku nie brakowało mądrego dzielenia się piłką, a każda udana akcja tylko jeszcze bardziej nas nakręcała. Z minuty na minutę rozmontowywaliśmy HydroTruck i podkreślaliśmy swoją dominację, co przełożyło się na spokojne zwycięstwo.

  3. Ostatnie pięć minut drugiej kwarty wygraliśmy aż 0:18. Po przerwie HydroTruck cały czas był oszołomiony i podkręciliśmy nasz run do 0:22. Koncert włocławskiej koszykówki trwał w najlepsze. Rywale wreszcie się przełamali i zdobyli punkty, ale my też nie zwalnialiśmy. Ten fragment na przełomie drugiej i trzeciej kwarty wygraliśmy aż 5:38. To ustawiło dalsze losy tego spotkania i pokazało, który zespół tego dnia jest zdecydowanie lepszy.

  4. Przy problemach ze skutecznością radomskiej ekipy Anwil zdominował walkę „na tablicach”. Wygraliśmy zbiórki 34:48. Byliśmy bardzo aktywni „na deskach” po obu stronach parkietu. Zanotowaliśmy 16 zbiórek w ataku, a to pozwoliło na zdobywanie punktów z ponowienia, których uzbieraliśmy 14, a HydroTruck dla porównania tylko 2.

  5. Wysokie prowadzenie w końcówce pozwoliło naszym juniorom zebrać kolejne doświadczenie. Lubię takie mecze.

  6. Praktycznie każdy z naszych zawodników wniósł coś do gry Anwilu. Każdy zagrał z należytym zaangażowaniem. Gdy nasz zespół wznosi się na taki poziom mentalności, to jest bardzo ciężki do zatrzymania dla każdego rywala.

  7. Ricky Ledo trafiał i był ciężki do zatrzymania, gdy wchodził w grę 1 na 1. Skupiał na sobie obronę rywali, a to przekładało się na korzyści całego zespołu, bo Amerykanin potrafił obsłużyć kolegów dobrym podaniem. Był też bardzo aktywny „na tablicach”. Ledo zanotował 16 punktów, 9 zbiórek6 asyst. Warto zwrócić również uwagę na jego współczynnik +/-, który wyniósł +26 i był najwyższy w całym Anwilu.

  8. Pod koszem ważną rolę odegrał Shawn Jones. Amerykański środkowy kolejny raz pokazał klasę. Był zabójczy nie tylko pod samą obręczą, ale również na półdystansie. Kilka razy bardzo przytomnie rozciągnął naszą grę dobrym podaniem. Statystyki Jonesa to 15 punktów, 8 zbiórek oraz 3 asysty. Martwi mnie jedynie grymas bólu, który pojawił się na jego twarzy po opuszczeniu parkietu. Mam nadzieję, że to nic poważnego, bo mamy już przesyt wszelkich urazów…

  9. Ten mecz pokazał prawdziwą głębię składu, która skrywa się w naszym zespole, bo każdy zawodnik z pierwszej piątki zagrał na bardzo wysokim poziomie i osiągnął dwucyfrową zdobycz punktową. Chris Dowe (15 pkt, 7 as, 7 zb) nie tylko punktował, ale również dzielnie walczył na zbiórkach oraz uruchamiał kolegów asystami. Michał Sokołowski (14 pkt, 3 zb, 3 as, 2 prz) był nieustępliwy w obronie oraz podkręcał tempo naszych ataków. Z kolei Rolands Freimanis (13 pkt, 2 prz) tym razem nie trafiał z dystansu, ale świetnie punktował bliżej kosza.

  10. Największą furorę zrobił jednak Chase Simon. Amerykanin dopiero co wrócił po kontuzji i zaczynał z ławki, ale i tak przyćmił wszystkich. Przez tę wymuszoną przerwę nie zatracił skuteczności, a dodatkowo widać u niego „głód gry”. Najbardziej imponował mi w defensywie. Gdy stawał na szczycie strefy i dyrygował obroną całego zespołu, to oznaczało kłopoty dla rywali. Simon zaliczył 26 punktów, 3 asysty3 przechwyty. Wielki gracz, który cały czas rośnie!

  11. Wspomniałem już, że w pierwszej kwarcie szalał Rod Camphor. Skarcił nas kilkoma niesamowitymi rzutami. Później jednak totalnie przycichł i przez długi czas nie mógł znaleźć drogi do kosza. Na kolejne trafienia musiał poczekać aż do czwartej kwarty, gdy nasza obrona była już rozluźniona. Amerykanin często potrafił wykorzystać swój spryt „na tablicach” i bywało, że sam zbierał po swoich niecelnych rzutach. Camphor był również aktywny przy dzieleniu się piłką, co idealnie pasowało do zespołowej gry HydroTrucka. Spotkanie zakończył z dorobkiem 24 punktów, 7 asyst7 zbiórek. Niezłe osiągnięcie, które blaknie jednak w obliczu dominacji Anwilu.

  12. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki bieżącego sezonu, to była już nasza 13 „setka”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.