Parzeński w Anwilu

Już od jakiegoś czasu można było usłyszeć plotki o tym „romansie”. Wczoraj pojawiły się nieoficjalne informacje, że ten transfer jest już przyklepany, a w dniu dzisiejszym nasz klub wydał oficjalne oświadczenie. Takim sposobem Jakub Parzeński został nowym koszykarzem Anwilu.

ParzeńskiFOTO: virtuspedia.it
Jakub Parzeński (Virtus Bolonia)

Parzeński ma 26 lat i mierzy 212 cm wzrostu, czyli warunki fizyczne na dobrym poziomie. Posiada oczywiście polski paszport, co przy obecnie panujących przepisach wydaje się czynnikiem kluczowym. W Anwilu ma być głównym zmiennikiem Josipa Sobina na pozycji środkowego.

Nasz nowy center jest wychowankiem Śląska Wrocław. Od najmłodszych lat przejawiał spory talent i nie przeszło to uwadze scoutów europejskich. W 2010 roku sięgnął po niego słynny Virtus Bolonia. Dla każdego młodego koszykarza jest to naprawdę spore wyróżnienie. Ostatecznie kariery we Włoszech nie zrobił. W 2012 roku zgłosił się również do draftu NBA, ale z tego też nic nie wyszło i na dobre wrócił do Polski.

W rodzimej lidze reprezentował barwy takich zespołów jak Śląsk, PBG Basket Poznań, Asseco Gdynia, a przez dwa ostatnie sezony MKS Dąbrowa Górnicza. Przez ten czas nie wyrósł na gwiazdę lokalnego podwórka, ale pokazał się jako solidny podkoszowy. W sezonie 2016/2017 grając dla MKSu notował średnio na mecz 8,4 pkt oraz 4,7 zbiórki przez lekko ponad 18 min na parkiecie. Tak jak pisałem – poziom solidnego ligowca. Taki podkoszowy, który wejdzie do gry, meczu nie przejmie, ale zrobi swoje.

W osobie Parzeńskiego najbardziej martwi mnie jedna rzecz. Podczas ubiegłego sezonu w listopadzie nabawił się poważnej kontuzji i nie wrócił już na parkiet aż do końca rozgrywek. Mam jednak nadzieję, że nie ma już śladu po tym urazie, a ryzyko nabawienia się kolejnego nie jest na wysokim poziomie.

Przez to wydarzenie Parzeński trochę wpisuje się w nasz schemat transferowy. Stracił niemal cały zeszły sezon, a teraz wraca na parkiet i jest głodny gry. Liczę, że ten głód zostanie odpowiednio ukierunkowany przez nasz sztab szkoleniowy i Parzeński będzie przyzwoicie wywiązywał się ze swojej roli.

Igor Milicić niejednokrotnie udowodnił, że potrafi z tego typu koszykarzy wydobyć maksimum. Mam nadzieję, że w przypadku Parzeńskiego będzie podobnie. Sam zawodnik wydaje się, że jest poukładany i ma wielką chęcią do ciężkiej pracy. Dla niego transfer do drużyny Mistrza Polski oraz możliwość sprawdzenia się na europejskich parkietach, to powód do dumy. Z takim podejściem jego gra w Anwilu powinna zostać przekuta w sukces.

W przypadku Parzeńskiego zastanawia mnie jego dyspozycja w rzutach za trzy. W przeszłości potrafił stanowić zagrożenie na obwodzie, ale dwa ostatnie lata w MKSie nie były dla niego zbyt udane pod tym względem. W ostatnich 36 spotkaniach zanotował zaledwie 3/9 zza łuku. Dla porównania, grając dla Asseco w 68 meczach miał 16/64. Ciekawe czy różnicę stanowi taktyka zespołu, czy Parzeński po prostu zmodernizował wachlarz swoich zagrań. Odpowiedź poznamy już za kilka miesięcy. Nie oczekuję od niego seryjnych „trójek”, ale jakby od czasu do czasu coś dorzucił z obwodu, to byłoby miło.

Podsumowując, mamy nowego zawodnika z polskim paszportem i to jest niezwykle ważne. Chłopak posiada bardzo dobre warunki fizyczne i wydaje się ambitny. Z tej mąki powinien być chleb. Zagadką pozostaje jego stan zdrowia po poważnej kontuzji. Myślę jednak, że nasi włodarze dokładnie przyjrzeli się tej sprawie przed podpisaniem kontraktu, więc powinniśmy być spokojni.

Na zakończenie jeszcze wspomnę, że słysząc nazwisko naszego nowego nabytku, w pierwszej kolejności na myśli przychodzi mi inny koszykarz. Swego czasu w naszej lidze szalał Dariusz Parzeński. Głównie w barwach Śląska Wrocław oraz Stali Ostrów Wielkopolski. „Parzyk” był naprawdę bardzo dobrym koszykarzem i posiada rekord największej ilości występów w PLK. Prywatnie jest za to ojcem naszego Jakuba. Tym samym po Zyskowskim i Łączyńskim zyskaliśmy kolejnego zawodnika, który ma silne polskie tradycje koszykarskie w rodzinie. W ekipie mamy przecież jeszcze Sobina, którego ojciec (Goran) był naprawdę świetnym graczem w skali europejskiej. Widać, że w Anwilu stawiamy na model rodzinny ;).

2 odpowiedzi do “Parzeński w Anwilu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.