Nieoczekiwany Kyndall Dykes

Na nudę nie możemy na pewno narzekać w bieżącym sezonie. Jeszcze nie odetchnęliśmy po „sprawie Ivana”, która ostatecznie została zamknięta i „El Condor” zostaje z nami, a znowu wyszła na jaw nieoczekiwana informacja. Tym razem jednak pozytywna. Nie myślałem już o żadnych transferach. Po urazie Jonesa brałem pod uwagę jedynie ewentualne uzupełnienie pod koszem, aby do końca walczyć o uratowanie tego sezonu. Wyszło, że kontuzja nie jest jednak poważna i „Monster” szybko wróci do naszej ekipy. W takiej sytuacji liczyłem tylko na skonsolidowanie zespołu po zakontraktowaniu Curtisa Jerrellsa.

Tymczasem Anwil nie zwalnia i szeregi „Rottweilerów” zostały wzmocnione nowym koszykarzem. Do naszego zespołu dołączył Kyndall Dykes. Słyszałem jego nazwisko w formie plotek, ale jakoś nie dawałem wiary w zwieńczenie tego transferu. Szok, bo to ani podkoszowy, ani klasyczny rozgrywający, a wzmocnienia na tych pozycjach byłyby wręcz naturalne. To kolejny zawodnik obwodowy z zagranicznym paszportem. Na pierwszy rzut oka ten ruch wygląda na następną chaotyczną decyzję, ale czy tak jest naprawdę?

Kyndall DykesFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Palestyńczyk z USA

Nasz nowy zawodnik jest bardzo doświadczony, bo w tym roku będzie świętował 34 urodziny. Dykes mierzy 192 cm wzrostu i najczęściej przedstawiany jest jako rzucający obrońca. Tak naprawdę ciężko jednak przypisać konkretną pozycję temu graczowi, bo jego wielką siłą jest spora uniwersalność. Dykes może spokojnie odgrywać rolę z pozycji 1-3. Oferuje wsparcie w wielu aspektach koszykarskiego rzemiosła. Potrafi rozegrać czy też pomóc „na deskach”. Największą siłą Dykesa jest jednak gra 1 na 1 oraz dynamiczne wjazdy pod kosz. Ten leworęczny obwodowy potrafi też przymierzyć z dystansu, ale lepiej odnajduje się przy próbach z półdystansu, co jest pewną ciekawostką, bo w dzisiejszej koszykówce ten element nie należy do popularnych.

Dykes pochodzi z USA, ale od jakiegoś czasu posiada również paszport Palestyny i reprezentował nawet barwy tej reprezentacji. Jak widać, trafiła do nas całkiem ciekawa postać.

Rumuńska gwiazda

Amerykanin występuje w Europie już od wielu lat. Grał w zespołach z Rumunii, Ukrainy, Izraela czy Włoch. Próżno szukać jednak wielkich klubów w jego CV. Zdecydowanie najwięcej czasu spędził w Rumunii, gdzie wypracował sobie bardzo silną pozycję i cały czas utrzymywał wysoki poziom oraz był powoływany do Meczu Gwiazd. Aż przez sześć sezonów reprezentował barwy klubu U-Banca Transilvania Kluż-Napoka, gdzie zdobył dwa Mistrzostwa oraz Puchary kraju. Poznał również smak rywalizacji w europejskich pucharach.

sezonie 2018/2019 po raz ostatni rywalizował w lidze rumuńskiej, ale pod względem indywidualnym wypadł najlepiej ze wszystkich lat, bo notował średnio na mecz 18,1 punków, 4,5 zbiórki, 3,2 asyst oraz 1,2 przechwytów. „Cyferki” rewelacyjne, ale na pewno nieprzypadkowe. Podczas tych wszystkich lat w Rumunii najgorzej wypadł w sezonie 2014/2015, gdy reprezentował barwy ekipy BC Mures. Najgorzej w przypadku Dykesa to statystyki na poziomie 15,2 punktów, 4 zbiórki, 2,8 asyst oraz 1,2 przechwytów. Te wspomniane rozgrywki rozpoczynał w zespole Hapoel Gilboa Galil, gdzie wypadł jeszcze słabiej (9,7 pkt; 4 zb; 1,6 as; 1,1 bl). Przyznajmy jednak szczerze, że te statystyki i tak nie odstraszają, a liga izraelska nie należy do słabych. Przez te wszystkie lata ciężko znaleźć gorszy sezon w wykonaniu Dykesa i to na pewno należy odebrać optymistycznie.

Egzotyka i trener Frasunkiewicz

sezonie 2019/2020 nasz nowy nabytek otrzymał bardzo atrakcyjną ofertę i trafił do dość egzotycznego dla nas Libanu. Parafował kontrakt z drużyną Beirut Club. Tamtejsze rozgrywki zostały jednak zawieszone ze względu na konflikt polityczny i Dykes zdołał rozegrać tylko 3 mecze, w których notował 19,7 punktów, 2,7 zbiórek oraz 2,3 asysty.

Po tym krótkim epizodzie wrócił na „Stary Kontynent” i tym razem trafił do naszej PLK. Arka Gdynia potrzebowała wówczas zmian i trener Przemysław Frasunkiewicz sięgnął właśnie po Dykesa. Jak wiemy, sezon został przerwany przez pandemię i Amerykanin zdołał rozegrać tylko dwa spotkania w koszulce żółto-niebieskich:

  • Stal Ostrów Wielkopolski porażka 63:62 (9 pkt i 5 zb)
  • Polski Cukier Toruń zwycięstwo 82:75 (14 pkt, 11 zb, 4 as, 4 prz)

Bieżący sezon rozpoczął od gry w bahrajńskim zespole Al-Hala. To już jest taka egzotyka, że ciężko znaleźć jakiekolwiek, sensowne informacje w internecie ;). Teraz Dykes wraca jednak z wielką chęcią do Europy!

Tylko przyklasnąć!

Podpisanie tego kontraktu jest wynikiem szybkiego działania naszego klubu, a kluczowym czynnikiem był tutaj trener Frasunkiewicz. Panowie krótko współpracowali w Gdyni, ale chyba dobrze wspominają ten czas, bo nasz szkoleniowiec bardzo chętnie sięgnął po Dykesa, a Amerykanin bez chwili wahania powiedział: „TAK”. Po czym od razu spakował walizki i wyruszył w kolejną podróż.

Niby sprowadzenie nowego zawodnika powoduje jeszcze większy tłok na naszym obwodzie, a przy braku kontuzji przekraczamy limit obcokrajowców w PLK (w FIBA Europe League nie będzie z tym problemu). Kontrakt Dykesa obowiązuje jednak tylko przez miesiąc, więc ta druga wątpliwość raczej odpada, bo przecież w najbliższych meczach będziemy pozbawieni wsparcia Jonesa. Co ważniejsze, ta umowa jest dla nas niezwykle atrakcyjna pod względem finansowym. Dlatego praktycznie nie mamy nic do stracenia. Ten ruch jest bardzo korzystny dla obu stron. To trochę takie typowe testy. Tylko tym razem dotyczą bardzo doświadczonego zawodnika, który nie jest żadną zagadką, bo nasz trener doskonale zna możliwości nowego podopiecznego. Dykes wraca do poważniejszej koszykówki i przez ten najbliższy miesiąc będzie mógł zapracować na lepszy kontrakt w Anwilu lub innym klubie. A my zyskujemy sporo nowych możliwości.

Więcej opcji

Amerykanin to prawdziwy „wulkan energii”. Jego żywiołem jest szybki atak, a przecież głównym założeniem „Franca” jest przestawienie „Rottweilerów” na taki właśnie styl. Z obroną Dykes też nie powinien mieć większych problemów. Jego uniwersalność pozwala trenerowi na spore przesunięcia w rotacji, co szczególnie może być przydatne podczas absencji Jonesa. Pojawia się więcej opcji grania niższym składem, na wyższym tempie, a dzięki atletyczności Dykesa walka o zbiórki też powinna być zagwarantowana. Ten kontrakt zabezpiecza nas również na sytuację, gdyby Jerrells „nie wypalił” (odpukać!). Czas nie działa na naszą korzyść i nie będzie miejsca na kolejne kombinacje, a nasz nowy zawodnik na pewno jest mniejszą zagadką.

Pozostaje tylko przyklasnąć tej transakcji. Mamy mało do stracenia, a możemy sporo zyskać, a coś czuję, że rzeczywiście zyskamy. Walka o Play-Off trwa, a „Rottweilery” nie wywieszają „białej flagi”!.

5 odpowiedzi do “Nieoczekiwany Kyndall Dykes”

  1. Czas mac ….czas…… To powinno się wydarzyć już w listopadzie.Frasun,i cała reszta.Dziś bylibyśmy na etapie spokojnej kalkulacji z kim grać w PO.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.