Phil Greene IV, czyli kolejny znajomy „Franca”

Trener Przemysław Frasunkiewicz lubi wracać do graczy, których już poznał i którzy zapracowali na jego zaufanie. Wystarczy przypomnieć kilka przykładów. Krótko po podpisaniu kontraktu we Włocławku, trafił do nas także Kyndall Dykes. Tego lata umowę z „Rottweilerami” parafował Josh Bostic. Można było usłyszeć również o zaawansowanych negocjacjach z Bartłomiejem Wołoszynem, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. „Wołek” był nawet kuszony jeszcze w trakcie minionego sezonu. Wszyscy wymienieni zawodnicy współpracowali z „Francem” w Gdyni. Teraz do tego grona dołącza jeszcze jedna postać, bo nowym koszykarzem Anwilu został Phil Greene IV.

Phil Greene IVFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Wiem, że niektórzy narzekają na „odgrzewane kotlety” transferowe, ale dla mnie to nic złego. Wręcz lubię, gdy polskie kluby wracają do zawodników, którzy już biegali po parkietach PLK. Szczególnie gdy chodzi o graczy z wyrobioną renomą. Czasami naprawdę lepiej ściągnąć kogoś już znanego, rozpoznawalnego przez kibiców niż sięgać po wielką niewiadomą, która może być niewypałem.

Czy Green IV jest koszykarzem, którego będziemy z radością ponownie oglądać w naszej lidze? Oto jest pytanie 😉 .

Amerykanin pochodzi z Chicago i niedługo skończy 30 lat oraz mierzy 187 cm wzrostu.

Greene IV ma za sobą występy na uczelni St. Johns, dwukrotnie brał udział w Lidze Letniej NBA, a od sezonu 2015/2016 regularnie gra w Europie. Występował w Turcji oraz we Włoszech (niższe ligi). Nie były to jednak jakieś znane marki. Chociaż warto wspomnieć pierwszy rok Amerykanina na „Starym Kontynencie”. Jego inauguracyjnym przystankiem była Bandirma Kirmizi, gdzie notował średnio 18,1 punktów, 4,3 zbiórki, 3 asysty oraz 1,3 przechwytów. Trzeba przyznać, że całkiem niezłe cyferki, nawet jeśli to była tylko druga liga turecka.

Pod koniec sezonu 2018/2019 zawitał po raz pierwszy na nasze podwórko. W Greene’a zainwestował Trefl Sopot, który walczył wówczas o utrzymanie. Amerykanin zdołał rozegrać w nowym zespole 8 spotkań, w których notował 15,9 punktów (50% za dwa oraz 47,2% za trzy), 3,6 asyst oraz 1,6 zbiórek. Na zakończenie rozgrywek zakotwiczył jeszcze w zespole Happy Casa Brindisi. We włoskiej Serie A zaliczył jeszcze 3 mecze ze statystykami na poziomie 4,3 punktów, 2,7 asyst oraz 1,3 zbiórek. To był krótki epizod na Półwyspie Apenińskim, bo szybko wrócił do Polski.

Przed sezonem 2019/2020 o angaż Greene’a zabiegał trener Frasunkiewicz i takim sposobem nowym zespołem amerykańskiego koszykarza została Arka Gdynia. Można było usłyszeć, że „Franc” wiązał spore oczekiwania z tym zawodnikiem. Nie do końca wszystko poszło po myśli szkoleniowca, bo Greene IV dość szybko doznał kontuzji kolana i opuścił sporo meczów. Zdołał rozegrać 11 spotkań w PLK oraz 2EuroCup. Na obu frontach notował średnio 11,3 punktów, 2,6 asyst, 2 zbiórki oraz 1 przechwyt. Nigdy nie dowiemy się, co byłoby dalej, bo przyszedł COVID…

Później znowu były raczej mało znane kluby z niższej ligi włoskiej oraz z Turcji. Ubiegły sezon kończył już jednak w całkiem znanej marce, jaką jest PAOK Saloniki. W barwach „Dwugłowych Orłów z Północy” notował 9,5 punktów, 2,2 asysty oraz 1,7 zbiórek.

Greene IV jest najczęściej przedstawiany jako typowy gracz obwodowy, który z powodzeniem może łączyć odgrywanie roli rozgrywającego oraz rzucającego obrońcy. W moim odczuciu znacznie więcej w nim „łowcy punktów” niż kreatora gry. Amerykanin nie tylko lubi grać z piłką, ale przede wszystkim rzucać i robi to często. Rzuty z obwodu czy z półdystansu to jego specjalność. Ze skutecznością bywa różnie, ale ogólnie nie ma ani szału, ani tragedii. Rozrzucać piłkę do lepiej ustawionych kolegów też potrafi, ale priorytetem jest raczej punktowanie.

Byłem wręcz pewien, że sięgniemy po jakiegoś amerykańskiego combo. Patrząc na nasze obecne zasoby kadrowe, to było do bólu logiczne. Podobne rozwiązanie miało zresztą miejsce przed rokiem. Oczekiwałem jednak gracza o trochę innym profilu, ale nie mam zamiaru skreślać Greene’a. Prawdopodobnie będzie taką naszą pierwszą opcją z ławki, która rozrusza atak. W poczynaniach Amerykanina można odnaleźć pewną dozę koszykarskiego szaleństwa, ale to nie musi być złe w każdych warunkach. Czasami może pociągnąć całą drużynę. Poza tym trener Frasunkiewicz bardzo ceni tego gracza, więc nam pozostaje zaufać „Francowi”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.