Na ratunek Shawn Jones!

Nie jest łatwo zyskać pełną sympatię włocławskich kibiców, ale niektórzy zawodnicy występowali u nas zaledwie przez kilka miesięcy i zdołali tego dokonać. Trafili nie tylko do pamięci fanów, ale również do ich serc. W tym wąskim gronie swoje miejsce ma bez wątpienia Shawn Jones. Do tego stopnia, że prawdopodobnie przez kilka najbliższych lat będziemy mimowolnie porównywać każdego naszego środkowego z „Monsterem”

Dlatego nic dziwnego, że powrót amerykańskiego centra Anwilowcy przyjęli z takim entuzjazmem. Ja oczywiście podzielam tę opinię.

Shawn JonesFOTO: championsleague.basketball

Mityczny „Monster”

Sylwetki Jonesa nie trzeba jakość szczególnie przypominać. Takiego zawodnika po prostu nie można wyrzucić z pamięci po zaledwie kilku miesiącach. Gdy Amerykanin pojawił się w naszym klubie, to nie ukrywam, że moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane. Tymczasem szybko wyszło na jaw, że dołączył do nas center, o którym wielu kibiców śniło długimi latami. Pozyskaliśmy prawdziwego dominatora podkoszowego o bardzo spokojnym usposobieniu, co jest rzadkością w przypadku tego typu graczy.

Jones w sezonie 2019/2020 był naszym bardzo ważnym ogniwem po obu stronach parkietu zarówno w PLK, jak i Lidze Mistrzów. Na obu tych frontach notował średnio 11,3 punktów, 61% z gry, 7,7 zbiórek, 1 asystę, 1 przechwyt oraz 1 blok. Ten środkowy był nie tylko niezwykle efektywny, ale również szalenie efektowny. Jak nie uwielbiać zawodnika, który swoimi poczynaniami na boisku wręcz rozpala fanów? Prawdziwy „show” zaserwował nam podczas turnieju o Puchar Polski. Jones podczas finałowego spotkaniaPolskim Cukrem Toruń zanotował 27 punktów, 5 zbiórek oraz 3 przechwyty i poprowadził nasz zespół do triumfu 103:96. Dla nikogo nie było zaskoczenia, że otrzymał również tytuł MVP tej imprezy.

Pozycja tego środkowego w rotacji Anwilu była tak silna, że nasze serca zadrżały, gdy podczas meczu reprezentacji Kosowa doznał urazu i przewidywano kilka tygodni przerwy. Wszyscy wówczas zastanawiali się, jak nasza ekipa poradzi sobie bez Jonesa. Niestety nigdy nie poznaliśmy odpowiedzi, bo sezon został przerwany przez pandemię.

Prawdziwa siła pod koszem

Anwil ma w obecnym sezonie co niemiara problemów, a Jones powinien pomóc w wielu z nich. Obecny zestaw podkoszowych w ekipie „Rottweilerów” budzi wątpliwości. Można usłyszeć głosy, że jest zbudowany w zbyt archaicznym stylu. Podpisanie kontraktu z Amerykaninem zmienia ten obraz całkowicie. Jones gwarantuje prawdziwą siłę i dynamikę w strefie podkoszowej. Z nim na parkiecie powinno być łatwiej o przyspieszenie gry, a przecież w takich warunkach obecny Anwil funkcjonuje najlepiej. Jones to nie tylko dostarczyciel punktów spod samej obręczy, ale bardzo dobrze radzi sobie również na półdystansie, a ostatnio zaczął rozwijać także swój rzut „zza łuku”. Na dodatek, przy swoim charakterze oraz umiejętnościach, mam wrażenie, że może zostać spokojnie wkomponowany w każde towarzystwo i nie tracić zbyt wiele na jakości. Najważniejsze jednak, że wreszcie zyskaliśmy prawdziwy postrach strefy podkoszowej. Przy Jonesie każdy rywal przemyśli dwukrotnie, zanim bezczelnie wjedzie pod nasz kosz. Tego właśnie potrzebowaliśmy!

Amerykanin od czasu poprzedniej przygody we Włocławku i wspomnianej już kontuzji pozostawał bezrobotny. Czy jego obecna forma powinna być dla nas zmartwieniem? Nie sądzę. Nie jest tajemnicą, że Jones cały czas bardzo ciężko pracował indywidualnie. To profesjonalista. Wiadomo, że będzie zapewne potrzebował trochę czasu, aby wejść na właściwe obroty, ale myślę, że to będzie tylko krótka chwila. Zresztą będąc bardziej brutalnym – podejrzewam, że jakby cały ten czas spędził przed TV z chipsami w ręku, to i tak byłby w stanie zawstydzić niektórych naszych podkoszowych.

Co dalej?

Ten transfer cieszy i innej reakcji sobie nie wyobrażam. Ekscytuje mnie współpraca duetu Almeida & Jones. To przecież chyba dwóch naszych największych ulubieńców z ostatnich lat.

Amerykanin na pewno będzie dla nas wzmocnieniem, ale nie jednoosobowym zbawieniem. Anwil ma mnóstwo problemów, a ten transfer łata tylko kilka z nich. Fakt, że to bardzo poważne problemy i teraz nasz zespół powinien odżyć. To jednak samo w sobie nie gwarantuje sukcesu. Przede wszystkim musimy tworzyć DRUŻYNĘ z pomysłem, a to już zadanie dla trenera Marcina Woźniaka. Nasz szkoleniowiec otrzymał naprawdę „mocarne narzędzia” i czas jakichkolwiek wymówek chyba dobiegł już końca. Wiem, że ten skład budował ktoś inny, ale poczynione zmiany w trakcie rozgrywek wręcz nakazują oczekiwać wyraźnych rezultatów. „Na papierze” nasza ekipa jest wręcz niesamowita, więc czas udowodnić to również na parkiecie!

Ten transfer dobitnie pokazuje, że robimy (niemal) wszystko, aby uratować bieżący sezon. Czasy są ciężkie, a Anwil gra jeszcze gorzej i ten kontrakt jest kolejnym „światełkiem w tunelu”, ale mam nadzieję, że te wydatki nie będą odbijać nam się czkawką przez kolejne lata. Takie zawirowania w składzie do tanich na pewno nie należą…

Co dalej? Zakontraktowanie Jonesa to jedno, ale wymaga kolejnych ruchów. Po pierwsze, mamy nadwyżkę zawodników zagranicznych i ktoś będzie musiał opuścić nasze szeregi. Najpoważniejszym kandydatem jest Garlon Green, który od początku sezonu strasznie zawodzi, a podczas dwóch ostatnich spotkań zagrał w sumie lekko ponad 2 minuty. Myślę, że za tym graczem nikt by nie płakał. Druga sprawa, z Jonesem mamy mały tłok wśród graczy podkoszowych. Niektóre źródła donoszą, że Adrian Bogucki może zmienić otoczenie. Młody środkowy też gra poniżej oczekiwań, ale bez niego nasza polska rotacja będzie wyglądała jeszcze mizerniej. Pozostaje wyczekiwać oficjalnych komunikatów klubu. Niezależnie od ostatecznego rozwiązania tej sprawy, uważam, że poświęcenie nawet tych dwóch wspomnianych graczy jest i tak niskim kosztem sportowym sprowadzenia „Monstera”.

2 odpowiedzi do “Na ratunek Shawn Jones!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.