Mocne uderzenie i kontrola z Czarnymi

Już na samym początku rywal przyjął bardzo mocny cios, po którym nogi zadrżały. Nie padł, ale już do końca był punktowany i kontrolowany.

Brzmi jak opis walki bokserskiej, ale pasuje także do ostatniego meczu naszego Anwilu. Włocławek odwiedzili Czarni Słupsk i musieli uznać wyższość gospodarzy. „Rottweilery” rozegrały fantastyczną pierwszą kwartę, która ustawiła dalsze losy rywalizacji. Ostatecznie zwyciężyliśmy 79:70.

Co by nie mówić, to zawsze miło pokonać Czarnych 😉 .

Dawid Słupiński (Anwil Włocławek - Czarni Słupsk)FOTO: Natalia Seklecka / ddwloclawek.pl

Co to było za otwarcie spotkania! Anwil grał K-O-N-C-E-R-T-O-W-O. Ręce aż same składały się do oklasków. Dawno nie widziałem „Rottweilerów” w takiej dyspozycji. Może była to nawet nasza najlepsza kwarta w bieżącym sezonie. Czarni nie istnieli. Anwil grał na niesamowitej intensywności. Ta drużyny żyła! Od początku weszliśmy na bardzo wysokie obroty. Tempo, które narzuciliśmy, budziło podziw. „Rottweilery” grały wyjątkowo aktywnie po obu stronach parkietu. Trener Przemysław Frasunkiewicz bardzo często rotował składem, co chyba jeszcze bardziej skonfundowało rywali. Taki Anwil chcę oglądać! Pierwszą kwartę wygraliśmy aż 32:11, a na początku kolejnej wyszliśmy nawet na prowadzenie +23.

Bohaterem tych pierwszych minut był bez wątpienia Dawid Słupiński, który wyszedł w pierwszej piątce. Nie powiedziałbym, że „Słupek” jest pewnym punktem Anwilu w obecnym sezonie, ale tym razem było inaczej. Podkoszowy grał niezwykle odważnie i co najważniejsze skutecznie. W jego poczynaniach było widać luz. Słupiński „czuł grę” tego dnia i potwornie skarcił byłego pracodawcę. Podczas pierwszej kwarty zdobył 12 punktów, trafiając 5/5 z gry. Można powiedzieć z przymrużeniem oka, że pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem Słupiński vs. Czarni 12:11. Później „Słupek” nie był już tak przebojowy, ale zapisał na swoim koncie 12 punktów oraz 6 zbiórek, co uznaję za bardzo solidne osiągnięcie.

Po takim mocnym ciosie Czarni nie padli na parkiet i próbowali jeszcze nawiązać walkę. Intensywność Anwilu spadła, ale cały czas kontrolowaliśmy spotkanie. Zabrakło mi trochę tej magii z początkowych minut. W niektórych momentach mieliśmy serię prób z dystansu, ale piłka znowu nie chciała wpadać do kosza. Znamy to aż za dobrze… To wprowadziło małą nerwówkę, bo goście złapali lepszy rytm. Ostatecznie jednak Czarni nawet przez chwilę nie byli na prowadzeniu. W czwartej kwarcie niwelowali straty do siedmiu czy nawet pięciu punktów, ale nie straciliśmy koncentracji. Zapał przyjezdnych skutecznie gasili trójkami Łączyński i Moore. Obaj zaliczyli trafienia w ważnych momentach.

Bardzo ucieszyła mnie wygrana walka o zbiórki 39:31. Najlepsze w tej statystyce jest to, że zanotowaliśmy aż 14 zbiórek w ataku. „Rottweilery” próbowały wyszarpać każdą piłkę rywalom i to mi się podoba!

Wygraliśmy to spotkanie pomimo (standardowo?) problemów ze skutecznością z dystansu. Anwil zanotował zaledwie 5/20 za trzy, czyli 20%. Nie jestem zaskoczony, że próbowaliśmy, bo pozycji nie brakowało. Tylko co z tego? Wiele już było takich meczów w tym sezonie. Teraz też zaliczaliśmy najgorsze momenty, gdy próbowaliśmy wykorzystać te otwarte pozycje, bo to tak naprawdę nic nie znaczy, gdy skuteczność kuleje. Z Czarnymi zachowaliśmy jednak „chłodną głowę” i to rzucanie nas nie pochłonęło. Chętniej wykorzystywaliśmy inne opcje. Jak widać, odpowiednią intensywnością można przykryć źle skalibrowane celowniki. Wspomnę jeszcze, że goście trafili 11/27 za trzy (40,6%). Jeśli spojrzeć tylko na tę statystykę, to aż dziwne, że wygraliśmy.

Pięciu Anwilowców zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. O Słupińskim już wspomniałem, a do tego grona dołączyli jeszcze Luke Petrasek (14 pkt i 4 zb), Lee Moore (13 pkt, 5 as i 4 zb), Josip Sobin (12 pkt i 10 zb) oraz Josh Bostic (11 pkt, 5 zb i 6 prz). Każdy z nich zasługuje na wyróżnienie. „Rottweilery” nie miały tego dnia wyraźnego lidera, ale pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, w którym jest wiele zagrożeń. Niech to będzie siłą tej drużyny.

Po tym zwycięstwie mamy bilans 4-4PLK. Bez szału, ale też bez tragedii. Szczególnie gdy przypomnimy sobie atmosferę oraz problemy, które jeszcze niedawno otaczały nasz klub. Najważniejsze, że zanotowaliśmy drugą wygraną z rzędu. Teraz czeka nas przerwa reprezentacyjna, czyli idealny czas, aby zregenerować siły oraz doszlifować niektóre elementy. Później przyjdzie pora na derbowe starcie z Twardymi Piernikami Toruń. Podejrzewam, że będzie ciekawie, a kolejna wygrana trafi na konto Anwilu. Wierzę! Jedziemy dalej!

Jedna odpowiedź do “Mocne uderzenie i kontrola z Czarnymi”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.