Josh Bostic wraca pod skrzydła „Franca”

Cały czas jeszcze rozmyślam o minionym sezonie, a tu już pora zacząć myśleć o kolejnym! Rozgrywki ledwo dobiegły końca, a Anwil od razu wjechał ostro na rynek transferowy. Nie ukrywam, że bardzo cieszy mnie ta dynamika działania. Najpierw kontrakt z naszym klubem przedłużył Luke Petrasek, co uważam za bardzo dobry ruch. Amerykanin był jednym z filarów naszej ekipy. Na parkietach PLK notował średnio 12,4 punktów (49,6% z gry), 6,1 zbiórek, 1,3 asyst oraz 1,2 bloków. Poza tym wygrał konkurs trójek podczas Pucharu Polski, a to zawsze miły akcent. Petrasek udowodnił, że jest bardzo dobrym zawodnikiem, a wierzę, że będzie jeszcze lepiej!

Zatrzymanie naszego „Skywalkera” to było jednak dopiero pierwsze posunięcie na transferowej planszy, a szybko przyszło kolejne. Nowym zawodnikiem Anwilu został Josh Bostic, którego raczej nie trzeba jakoś szczególnie przypominać. Amerykanin wnosi do naszego klubu nie tylko elektryzujące nazwisko oraz 196 cm wzrostu, ale również ogromny bagaż doświadczenia, bo całkiem niedawno skończył 35 lat. Ta transakcja na pewno budzi spore emocje, ale stawia także pewne znaki zapytania.

Josh BosticFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Bostic w przeszłości

Nasz nowy nabytek zwiedził kawał koszykarskiego świata podczas swojej dotychczasowej kariery. Od Japonii, przez amerykańskie G League po Egipt. O Europie nawet nie wspominam, bo na „Starym Kontynencie” spędził oczywiście najwięcej sezonów. Próbował swoich sił nie tylko w lokalnych rozgrywkach, ale także wielu europejskich pucharach. W elitarnej Eurolidze nigdy jednak nie zagrał. Nie reprezentował klubów z kontynentalnej czołówki, ale w kilku naprawdę ciekawych ekipach zakotwiczył. Najważniejsze, że praktycznie wszędzie utrzymywał bardzo wysoki poziom. Warto spojrzeć np. na sezon 2017/2018. Bostic grał wówczas w KK Zadar i podczas rozgrywek silnej Ligi Adriatyckiej notował średnio 19,2 punktów, 4 asysty, 3,5 zbiórki oraz 1,2 przechwytów.

My pamiętamy Amerykanina najbardziej z okresu, który spędził w naszym kraju. Pracodawcą Bostica w sezonach 2018/2019 oraz 2019/2020 była Arka Gdynia, którą trenował wówczas „nasz” Przemysław Frasunkiewicz, więc jesteśmy teraz świadkami ponownej unifikacji starych znajomych. Amerykańskiego koszykarza wspominam w samych superlatywach. Zaryzykuję stwierdzenie, że Bostic to jeden z najlepszych graczy w ostatniej dekadzie, którzy biegali po polskich parkietach. To była prawdziwa jednoosobowa armia. Silny charakter, który potrafił punktować na mnóstwo sposobów. Lider, o jakim marzy każdy zespół. Pierwszy rok w PLK zakończył ze statystykami na poziomie 17,5 punktów, 4,2 zbiórek, 3,1 asyst oraz 1,4 przechwytów. Arka wymiatała wówczas w sezonie regularnym i cały czas nie wiem jakim cudem Bostic nie wygrał wyścigu po MVP. Ostatecznie to wyróżnienie zgarnął jego kolega z drużyny – James Florence.

W kolejnym sezonie Bostic kręcił jeszcze lepsze statystyki – 19,9 punktów (43,4% z dystansu), 5 zbiórek oraz 3,3 asyst. Rozgrywki zostały jednak przerwane przez wybuch pandemii, więc nie wiemy, co byłoby dalej.

Po opuszczeniu Polski powrócił do Włoch. Najpierw grał dla Reggio Emilia, ale jeszcze przed końcem sezonu zmienił pracodawcę. Pozostał jednak w kraju i podpisał umowę z Happy Casa Brindisi. Na wszystkich frontach notował średnio 13,3 punktów, 3,2 zbiórki, 2,2 asysty oraz 1 przechwyt. Warto wspomnieć, że w tym drugim zespole występował razem z Jamesem Bellem.

sezonie 2021/2022 obrał dość egzotyczny kierunek i wylądował w egipskim Al Ettehad Aleksandria. Nie pograł jednak zbyt wiele, bo został wyeliminowany na wiele miesięcy przez kontuzję.

Ryzyko w przyszłości

Bostic to bez wątpienia wielkie nazwisko. Takie transfery nie przechodzą bez echa. Ta transakcja może cieszyć, ale ciężko przymknąć oko na idące za tym ryzyko. Amerykanin ma już swoje lata i bliżej mu do emerytury niż najlepszych lat kariery. Nie ma raczej co oczekiwać, że nagle nawiąże do swoich szczytowych momentów. Dodatkowo ta nieszczęsna kontuzja, przez którą stracił wiele miesięcy. Nie znam szczegółów urazu, ale takie wydarzenie zawsze jest rysą na obrazie zawodnika. Szczególnie gdy mówimy o koszykarzu, który ma już 35 lat. Ciekawy (ryzykowny?) jest również fakt, że umowa Bostica z Anwilem zostanie automatycznie przedłużona, jeśli „Rottweilery” awansują do półfinału w przyszłym sezonie.

Czy to oznacza, że negatywnie oceniam ten transfer? NIE! Jest pewne ryzyko i niewiadoma, ale Bostic to jednak Bostic. Kawał gracza! Nie ma może już takich możliwości jak jeszcze kilka lat temu, ale czysto koszykarskich umiejętności na pewno nie stracił. Może nie będzie znowu jednoosobową armią. Może nie będzie typowym liderem. Wierzę jednak, że cały czas ma sporo do zaoferowania. Charakteru też zapewne nie zatracił. Zresztą dla trenera Frasunkiewicza to bardzo ważne. Nasz szkoleniowiec zna Bostica „od podszewki”, więc gdyby miał jakieś zastrzeżenia co do tego aspektu, to zapewne tak by nie naciskał na ten transfer. „Odgrzewany kotlet”? Nie lubię tego określenia. Jeśli „Franc” jest pewny na Amerykanina to dlaczego nie przywrócić współpracy? Nie widzę przeciwwskazań.

Poza tym w ostatnich latach niejeden weteran sprawił nam sporo radości swoją grą, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Zastanawiałem się jeszcze czy Bostic po dotychczasowych doświadczeniach nie będzie miał problemów z motywacją. Podejrzewam jednak, że nie, bo przez te wszystkie lata nie zdobył nigdy żadnego mistrzostwa i na pewno czuje nacisk sportowej ambicji, a ja nie mam nic przeciwko, aby w barwach Anwilu dodał ten niezwykle ważny wpis do swojego bogatego CV 😉 .

Reasumując – widzę ryzyko, ale szklanka jest dla mnie do połowy pełna i cierpliwie czekam na kolejne ruchy transferowe 😉 .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.