Gryfia zdobyta i medale odebrane!

Wspaniałe zwieńczenie sezonu 2021/2022! Po wielomiesięcznych trudach Anwil wywalczył brązowy medal, co uważam za wielki sukces! O najniższy stopień podium naszym rywalem byli Czarni Słupsk, czyli bardzo niewygodny przeciwnik. Beniaminek, który był prawdziwą rewelacją rozgrywek i przebojem wygrał sezon zasadniczy. „Rottweilery” dwukrotnie złamały sobie kły na Czarnych, ale teraz role zostały odwrócone. W tych najważniejszych meczach to Anwil odniósł dwa zwycięstwa i tym samym zakończył zmagania na trzeciej pozycji!

Anwil Włocławek brązowy medal 2021/2022FOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Hala Mistrzów obroniona

W pierwszym meczu obroniliśmy Halę Mistrzów, ale zaliczka przed rewanżem była jedynie symboliczna, bo wygraliśmy zaledwie 78:77. To nie była łatwa przeprawa. Zaczęliśmy od pchania piłki pod kosz, gdzie królował Ziga Dimec, ale później było tylko trudniej. Szczerze mówiąc, to Czarni dyktowali warunki przez długi czas, a Anwil grał falami. Na szczęście goście nie byli w stanie wyrobić sobie znaczącej przewagi. Z kolei „Rottweilery” dodały więcej energii do swoich poczynań podczas czwartej kwarty i to pozwoliło przechylić szalę zwycięstwa. W ważnych momentach przypomnieli o sobie Kyndall Dykes czy Jonah Mathews, którzy przez długie minuty pozostawali uśpieni.

Najlepszym aktorem tego widowiska był jednak James Bell, który zapisał na swoim koncie 25 punktów, 9 zbiórek oraz 3 asysty. Amerykanin odegrał rolę prawdziwego lidera i często wykorzystywaliśmy jego znakomitą dyspozycję, grając akcje izolacyjne.

Jednopunktowa zaliczka przed rewanżem tak naprawdę nie znaczyła zbyt wiele. To było takie symboliczne i miłe zwycięstwo na pożegnanie Hali Mistrzów w rozgrywkach 21/22. Chociaż nie zapominajmy, że w podczas dwumeczu lepiej mieć przewagę +1 niż remisować lub odrabiać -1. Niezależnie jednak od różnicy punktowej w pierwszym meczu, to rewanż wyglądał na ciężką przeprawę. Czarni są nieobliczalni i udowodnili to wielokrotnie.

Gryfia zdobyta

Szczególnie że hala Gryfia nigdy nie była dla nas przyjemnym terenem. Wystarczy przypomnieć, że w ciągu ostatnich 15 lat wygraliśmy w tym niezbyt nowoczesnym obiekcie zaledwie 5 spotkań18 możliwych. Teraz możemy zapisać jeszcze jedną wygraną na swoim koncie, bo Anwil pokonał Czarnych w meczu o medal 76:91. To było nasze najwyższe zwycięstwo w Słupsku od 2003 roku!

W tym decydującym starciu nie było rozluźnienia jak wielokrotnie w przeszłości, a wręcz przeciwnie! Anwil rozegrał bardzo dobre spotkanie. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności, to zaryzykuję stwierdzenie, że nawet świetne. Od samego początku dominowaliśmy i kontrolowaliśmy wydarzenia na parkiecie. Podziw budziła koncentracja oraz energia „Rottweilerów”. Przez całe spotkanie utrzymaliśmy odpowiednie tempo. Pod koniec meczu uzyskaliśmy nawet przewagę +21. Gospodarze nie byli na prowadzeniu nawet przez chwilę! W trzeciej kwarcie Czarni próbowali wrzucić wyższy bieg i to mógł być moment przełomowy, ale trzeźwość Anwilowców szybko ostudziła te zapędy rywali.

To było piękne doświadczenie, bo w ostatnim meczu oglądałem nasz zespół w najlepszym wydaniu. Cudowne podkreślenie bardzo dobrego sezonu. W Słupsku każdy z naszych graczy wniósł coś od siebie. Szymon Szewczyk znowu świetnie wykorzystywał swoje doświadczenie i zdobył 13 punktów. Ponownie w pierwszej piątce wyszedł Sebastian Kowalczyk, który nie jest pierwszoplanową postacią w naszej ekipie, ale imponował swoim spokojem oraz pewnością poczynań. Wreszcie na wysoki poziom powrócił Jonah Mathews. Na początku Amerykanin sprawiał wrażenie zagubionego, czyli tak jak w większości meczów Play-Off, ale ostatecznie odnalazł swój rytm i zanotował statystyki na poziomie 21 punktów, 5 asyst oraz 5 zbiórek.

Wymieniłem tylko te nazwiska, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci, ale każdy Anwilowiec zasłużył na uznanie. Ten mecz był perfekcyjnym ukoronowaniem całych rozgrywek, które dostarczyły nam wszystkim mnóstwo radości. Jestem głęboko przekonany, że ta ferajna wojowników zbudowana przez trenera Przemysława Frasunkiewicza trafiła do serc włocławskich kibiców, a wywalczenie brązowego medalu było prawdziwą „wisienką na torcie”. Jest co wspominać, ale czas podsumowań z mojej strony dopiero nadejdzie. To trzeba na spokojnie 😉 .

Ostatni taniec prezesa Lewandowskiego

Ten dwumecz bez wątpienia był wyjątkowy i to nie tylko pod względem czysto sportowym. Tym akcentem Arkadiusz Lewandowski zakończył swoją misję w naszym klubie. W Hali Mistrzów nie brakowało głośnych owacji, a przy odbieraniu trofeum za to trzecie miejsce kapitan Kamil Łączyński wyciągnął prezesa, aby wspólnie wznieść okazały puchar. Nie ukrywam, że to był wręcz wzruszający moment. Lewandowski spędził na tym stanowisku 10 lat i przez ten czas przeżywaliśmy wspólnie wiele wspaniałych chwil. Mieliśmy włodarza, który nosił Anwil w sercu i to coś pięknego! W tym miejscu pozostaje napisać tylko jedno – DZIĘKUJĘ PANIE PREZESIE!

Włocławski klimat

Na zakończenie muszę wspomnieć jeszcze o jednym. Po powrocie ze Słupska, w środku nocy, na drużynę czekała pokaźna grupa kibiców. Włocławski klimat pełną parą! Bądźmy dumni, bo koszykówka w naszym mieście ma status religii, a to tylko kolejny dowód. Poza tym ta sytuacja dobitnie pokazuje, jaki to był wspaniały sezon w oczach fanów, a ten brązowy medal odbierany jest jako spory sukces.

Kto przewidywał przed sezonem, że w takich humorach będziemy żegnać minione już rozgrywki?

2 odpowiedzi do “Gryfia zdobyta i medale odebrane!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.