Dziękujemy Panie Kapitanie!

Anwil rozpoczął działania na rynku transferowym. Pierwszy ruch wywołał jednak wielki szok wśród włocławskich kibiców. Kamil Łączyński nie jest już zawodnikiem naszego klubu. Po czterech latach wspólna przygoda dobiegła końca.

ŁączyńskiFOTO: Andrzej Romański / plk.pl
Łączyński – Mistrz Polski oraz MVP finałów

To naprawdę wielkie zaskoczenie. „Łączka” był jednym z niewielu zawodników, którzy mieli ważny kontrakt na przyszły sezon. Był pewniakiem do pozostania we Włocławku. Gdy cztery lata temu trener Igor Milicić trafił do naszego klubu, to od razu ściągnął też Łączyńskiego. Łączyła ich silna więź. „Łączka” na parkiecie był przedłużeniem myśli szkoleniowca i chyba najlepiej rozumiał zawiłe pomysły taktyczne trenera. Prawdziwy mózg drużyny.

O plusach i minusach gry „Łączki” w kontekście czysto koszykarskim nie ma co pisać, bo wszyscy doskonale je znamy. Łączyński to prawdziwy wojownik i tym właśnie skradł serca włocławskich kibiców. Nigdy nie odpuszczał i to nawet pomimo kontuzji. W Anwilu nosił również opaskę kapitana i nie był to wybór przypadkowy. „Łączka” to prawdziwy lider mentalny. Nawet podczas ostatnich PO można było zaobserwować, jak w trudnych motywuje i nakręca kolegów z drużyny. Mam wrażenie, że dla wielu graczy noszenie opaski jest tylko funkcją reprezentacyjną, ale nie dla Kamila. To kapitan z krwi i kości. Lepszego nie można sobie wyobrazić.

Łączyński w ostatnich latach był sercem i mózgiem Anwilu. Miał duży wkład przy zdobyciu Superpucharu oraz dwóch Mistrzostw Polski, a sam zgarnął statuetkę MVP finałów w ubiegłym roku. Zapisał się złotymi literami w historii włocławskiej koszykówki. Przez te cztery lata zapracował na niesamowity szacunek wśród kibiców Anwilu. Mam nadzieję, że „Łączka” będzie świętował jeszcze wiele sukcesów w swojej dalszej karierze.

Nie ukrywam, że ta informacja o rozstaniu z Kapitanem oprócz szoku wywołała u mnie również pewien smutek…

Jak ten transfer wygląda z perspektywy klubu? Łączyński miał ważny kontrakt, ale z opcją rozwiązania i Anwil skorzystał z tej klauzuli. Ten ruch oznacza zmianę koncepcji trenera Milicicia. Gdy szkoleniowiec zaczynał przygodę we Włocławku, to postawił na dwóch polskich rozgrywających. Obok Łączyńskiego był Robert Skibniewski i taki pomysł był dość szokujący dla koszykarskiej Polski. Od przyszłego sezonu przepisy jednak ulegają zmianie. Już nie będzie potrzeby trzymania dwóch Polaków na parkiecie i dlatego Milicić ma zupełnie nową wizję budowania składu. Wiem, że dla Igora ta decyzja też była ciężka. Oczywiście ufam naszemu szkoleniowcowi i cierpliwie czekam na rozwój sytuacji. Boję się tylko sytuacji w której, jak powiedział mój serdeczny przyjaciel: „zyskamy talent, a stracimy serce”.

4 odpowiedzi do “Dziękujemy Panie Kapitanie!”

  1. Dla mnie smutne jest to, że nie ma możliwości pożegnania go, nikt nie był świadomy, że to G7 to będzie ostatni mecz w Anwilu 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.