Anwil na prowadzeniu w finale!

Finał PLK wchodzi w decydującą fazę. Po meczach w Toruniu mieliśmy remis. Przyszedł czas na pierwsze spotkanie we Włocławku i trzeba przyznać, że nasz Anwil stanął na wysokości zadania. Mimo złego początku pokazaliśmy charakter i odnieśliśmy pewne zwycięstwo. Polski Cukier Toruń momentami był bezradny. Pojedynek zakończył się wynikiem 96:86 i dzięki temu wyszliśmy na prowadzenie w finałowej serii!

Szymon Szewczyk AnwilFOTO: q4.pl
Szymon Szewczyk

  1. Początek był zły. Nawet bardzo zły. Nasi koszykarze grali ospale, a „Twarde Pierniki” weszły w to spotkanie ze sporą dawką energii. Zaczęło się od 0:10 i nie wyglądało to dobrze.
  2. Anwil przyzwyczaił nas już do tego, że mecz trwa 40 minut i dopiero po tym czasie można wystawiać jakieś oceny. Tak samo było w tym przypadku. Z czasem zaczęliśmy się rozkręcać i dochodzić do słowa. Z każdą minutą łapaliśmy swój rytm.
  3. Powoli niwelowaliśmy straty, aż w końcu przełamaliśmy rywali. Pod koniec drugiej kwarty wyszliśmy na prowadzenie, którego nie oddaliśmy już do końca meczu.
  4. Nie sposób pominąć sytuacji, która dała nam to prowadzenie. Ivan Almeida zaprezentował nam akcję, którą ciężko opisać słowami. To nie było zagranie z polskiej ligi. To było NBA i to w najlepszym wydaniu. Po tym wsadzie Polski Cukier został złamany, a my rozpoczęliśmy prawdziwy armagedon. Swoją drogą to była jedna z najbardziej efektownych akcji w historii PLK.
  5. Prawdziwe dzieło zniszczenia dokonało się w trzeciej kwarcie. Anwil bardzo szybko przechodził z obrony do ataku i bombardował rywali „trójkami”.
  6. Polski Cukier gasł w oczach. Goście nie mieli pomysłu na przełamanie Anwilu. Miałem wrażenie, że zupełnie stracili swój zapał.
  7. Taka gra sprawiła, że na początku czwartej kwarty osiągnęliśmy przewagę +25! W późniejszym etapie spotkania w naszych szeregach wkradło się trochę rozluźnienia. Cały czas potrafiliśmy ładnie rozprowadzać swoje akcje, ale brakowało celności. Jakby te rzuty były niedopieszczone. Polski Cukier ambitnie walczył do końca i znacznie zniwelował straty. Zwycięstwo Anwilu nie było jednak zagrożone, a końcowy wynik nie odzwierciedla wydarzeń na parkiecie.
  8. Dużym problemem „Twardych Pierników” były straty. Goście zanotowali ich aż 16. Sporo było naprawdę głupich podań. Anwil na szczęście był o wiele bardziej skupiony i zanotował tylko 9 strat.
  9. Ivan Almeida nie tylko popisał się NIESAMOWITYM wsadem, ale również kolejny raz grał jak prawdziwy lider. Czasami mnie irytował, gdy wchodził w tłum jakimś dziwnym dryblingiem. W ogólnym rozrachunku zagrał jednak bardzo pozytywnie. Wykorzystywał przewagi i grał bardzo zespołowo. Jego dorobek to 18 punktów, 9 zbiórek5 asyst.
  10. Nasz weteran, Szymon Szewczyk, chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Ma swoje lata na karku, a na parkiecie w ogóle tego nie widać. Przyszedł do nas w roli zabezpieczenia. Sytuacja kadrowa tak się jednak ułożyła, że stał się pierwszoplanową postacią i naprawdę „daje radę”. Walczy i punktuje jak za dawnych lat. Nie wyobrażam sobie obecnego Anwilu bez „Szewca”. Dzisiaj zdobył 18 punktów, trafił 4/5 za trzy i dołożył jeszcze 4 zbiórki. Czapki z głów!
  11. Trzecim muszkieterem był dzisiaj Chase Simon. Zdobył tyle samo punktów co Almeida i Szewczyk, czyli 18. Amerykanin utrzymuje swoją dobrą formę strzelecką. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że ta forma jest wręcz niesamowita. Simon nie ma za wiele łatwych rzutów. Często próbuje przez ręce czy z jakichś odchyleń i trafia. Jest naprawdę „w gazie” i oby tak pozostało do końca finałów.
  12. Wielkie momenty miał również Jarosław Zyskowski. Szczególnie w tej pamiętnej trzeciej kwarcie. „Zyziu” był jak automat. Dostawał piłkę, od razu rzucał i trafiał. Zdobył w tym meczu 13 punktów.
  13. Pod nieobecność Michała Ignerskiego nasza dziura pod koszem jeszcze bardziej się powiększyła. Do jej załatania trener Igor Milicić „odkurzył” Olka Czyża. Szczerze mówiąc, już dawno skreśliłem tego gracza, a brak minut w Play-Off tylko to potwierdzał. Czyż tymczasem wyszedł na boisko i pokazał, że ma dużą ochotę do gry. Starał się i walczył z całych sił. Nie okazał się objawieniem, nie ustrzegł się błędów, ale miał też dobre momenty. W 13 minut zdołał zdobyć 5 punktów. Szacunek za walkę, bo takiego nastawienia potrzebujemy w tych finałach.
  14. Po stronie gości kolejny raz, dobre wrażenie wywarł na mnie Bartosz Diduszko. Od lat darzę tego gracza wielkim szacunkiem i boli mnie, że odszedł z Anwilu. To prawdziwy wojownik, który potrafi odnaleźć się na parkiecie i potwierdza to w tegorocznych finałach. Diduszko nie jest typem pierwszoplanowej postaci, ale jego wkład w grę zespołu jest nieoceniony. Dzisiaj zagrał trochę słabiej niż podczas dwóch pierwszych spotkań, ale i tak kibice „Twardych Pierników” nie mogą mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Czasami miałem wrażenie, że tylko Diduszko stara się przełamać niemoc swojego zespołu.
  15. Podczas dwóch pierwszych spotkań Michael Umeh był zupełnie niewidoczny. We Włocławku nigeryjski strzelec jednak się otworzył. Kilka rzutów mu „siadło” i widać było, że ma ochotę na więcej. Zdobył 14 punktów, trafiając 4/7 za trzy. Trzeba uważać, bo to strzelec, który potrafi punktować seriami. Oby ten mecz nie był zapowiedzią zwyżki formy Umeha w finałach.
  16. Z kolei swojej formy cały czas nie może odnaleźć Rob Lowery. Amerykanin przez cały sezon był motorem napędowym Polskiego Cukru, a w finałach jest zupełnie wyłączony. Przez długi czas uważałem, że Lowery to najlepszy rozgrywający naszej ligi. Ostatnie mecze pokazują jednak, że to nie jest najlepszy rozgrywający nawet w „Twardych Piernikach”. Szczerze? Dla nas to dobrze i oby tak zostało ;).
  17. Po tym zwycięstwie prowadzimy w serii 2:1. Wyglądamy na naprawdę mocny zespół i przewaga mentalna jest po naszej stronie. Do upragnionego Mistrzostwa jeszcze jednak daleka droga i nie można o tym zapominać. Polski Cukier to naprawdę mocny zespół z szerokim składem i wieloma możliwościami. Do tej pory rewelacyjnie niwelujemy zagrożenia płynące z ich strony, ale nie można odpuścić i ich zlekceważyć. Trzeba cały czas grać na maksimum i wywalczyć jeszcze dwa zwycięstwa. Wierzę, że tak właśnie będzie!

Jedna odpowiedź do “Anwil na prowadzeniu w finale!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.