Anwil bez Bookera i sporego wkładu ofensywnego

Kolejne zmiany kadrowe w Anwilu były pewne niczym jutrzejszy wschód słońca. Rotnei Clarke przyszedł do nas jako obcokrajowiec ponad dozwolonym limitem. Ivan Almeida leczył kontuzję, więc mieliśmy trochę czasu na poukładanie tego wszystkiego. „El Condor” już jest zdolny do gry, więc nadszedł czas na kolejne decyzje. Dzisiaj otrzymaliśmy informację, że to Deishuan Booker wypadł z układanki trenera Marcina Woźniaka.

Ruch trochę zaskakujący i oznaczający, że Clarke raczej zostanie z nami do końca rozgrywek, a to akurat nie powinno być niespodzianką.

Deishuan BookerFOTO: Natalia Seklecka / ddwloclawek.pl

Kariera Bookera we Włocławku nie była zbyt długa, ale na pewno dość burzliwa. To była prawdziwa sinusoida. Raz było świetnie, raz średnio, raz dobrze, raz słabo, a innym razem wręcz beznadziejnie.

Od początku sezonu Amerykanin pokazał, że może być wręcz kluczowym ogniwem „Rottweilerów”. Tak jak podejrzewałem, szybko wyszło na jaw, że nie jest typowym rozgrywającym. Przy presji rywali potrafił mieć problemy nawet przy przeprowadzaniu piłki na drugą połowę. Równie szybko przeciwnicy dostrzegli, że nasz obwodowy jest prawdziwą tyczką w defensywie i atakowanie jego pozycji może otworzyć „worek” z punktami. To nie jest pozytywna charakterystyka tego gracza, ale nie można zapominać, że w gra Bookera miała też mocne strony.

Amerykanin to prawdziwa indywidualność w ofensywie. Nie jest może wymarzonym elementem maksymalnie poukładanych drużyn. Siła Bookera to taka trochę chaotyczna, ale skuteczna koszykówka. Pokazał nam, że potrafi zrobić „coś z niczego”. Ma niesamowitą wręcz zdolność do zdobywania punktów na wiele sposobów. Amerykanin jest nieobliczalny, a przez to bardzo ciężki do upilnowania.

Anwil od początku tego sezonu zawodzi, a nasza gra często jest chaotyczna. W takiej scenerii Booker kilka razy był dla nas wręcz zbawieniem. W wielu spotkaniach ciągnął naszą grę i był prawdziwym motorem napędowym. Mam wrażenie, że pierwsze problemy Amerykanina pojawiły się po zmianie szkoleniowca. Po kontuzji wrócił McKenzie Moore, który od razu awansował do pierwszej piątki kosztem właśnie Deishuana. Booker jednak cały czas miał „swoje” minuty i dokładał „swoje” cyferki. Cały czas był dość pewnym elementem naszej ofensywy. Tragedia miała miejsce dopiero podczas kompromitacji z MKS-em. Amerykanin zaliczył wówczas 0/6 z gry oraz popełnił dwie KATASTROFALNE straty w końcówce czwartej kwarty. Reakcja trenera była szybka i ostra. W kolejnym meczu, z Zastalem, nasz obwodowy nie zagrał nawet przez sekundę. To był bardzo ostry zakręt w jego karierze i wyglądało, że jest „na wylocie”.

Tymczasem w kolejnych dwóch spotkaniach ponownie otrzymał szansę i został nawet pierwszoplanowym aktorem. Wszystko wskazywało, że z zakrętu wyszedł na prostą, a dzisiaj został jednak zwolniony. Jak widać, Anwil w bieżącym sezonie lubi zaskakiwać nie tylko na parkiecie.

Amerykanin zdołał rozegrać w naszych barwach 10 meczów i notował średnio 15,3 punktów (drugi w zespole); 5,4 asyst (najlepszy w zespole); 3,3 zbiórki oraz 2 przechwyty (najlepszy w zespole). Booker nie jest graczem wybitnym, ale łatwo zauważyć, że sporo dawał naszej drużynie. Miał swoje niezaprzeczalne wady, ale odpowiednie wykorzystanie jego umiejętności mogło być sporą wartością dodatnią.

Dlatego ciężko uwierzyć, że tym ruchem kierowały jedynie powody sportowe. „Ptaszki ćwierkają”, że wręcz przeciwnie i kontrakt został rozwiązany przez zachowania Bookera poza parkietem. Chociaż wypowiedzi jego agentów mogą sugerować, że sami do tego dążyli, bo mają wielki plan na tego zawodnika, a jego pozycja w Anwilu nie była taka, jakiej oczekiwali. Prawdy pewnie nigdy nie poznamy i pozostają jedynie domysły. Fakt jest jednak taki, że straciliśmy zawodnika, który wyglądał na mocny punkt naszej rotacji.

Co dalej? Podejrzewam, że to nie koniec zwolnień w Anwilu. Słychać głosy o próbie rozwiązania kontraktu z Garlonem Greenem. Ten ruch jest wręcz wyczekiwany, bo gra Amerykanina to ogromne rozczarowanie. Sam przewidywałem, że to właśnie Green zwolni miejsce w naszym zespole. Padło jednak na Bookera, ale to nie wyklucza kolejnych zmian. Szczerze? Może to brutalne, ale trzymam kciuki za spełnienie tego scenariusza, bo męczy mnie oglądanie gwiazdy, który wykazuje niemal zerowe zaangażowanie.

2 odpowiedzi do “Anwil bez Bookera i sporego wkładu ofensywnego”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.