Anwil rozpoczął rundę rewanżową od porażki… Tym razem pokonała nas Stal Ostrów Wielkopolski na własnym parkiecie. Było to pierwsze zwycięstwo tej ekipy na ich nowym obiekcie. Tą przegraną zakończyliśmy również swoja zwycięską serię z ekipą „Stalówki”. Mecz był bardzo wyrównany, ale w decydujących momentach to gospodarze pokazali większy charakter. Po naszej stronie jeden Ivan Almeida to stanowczo za mało, aby myśleć o korzystnych wynikach…
Pierwsza „połówka” sezonu 2020/2021 za nami i był to czas wielkich rozczarowań dla kibiców Anwilu, a ligowy bilans 7-8 dobitnie temu dowodzi. O wszystkich problemach wspomniałem w swoim podsumowaniu, a teraz postanowiłem sprawdzić, jak radziliśmy sobie na półmetku rozgrywek w każdym naszym dotychczasowym sezonie na parkietach PLK. Taki statystyczno-historyczny „rzut oka” w porównaniu z aktualnym stanem rzeczy. Spojrzałem, jak radziliśmy sobie po pierwszej części rozgrywek i jak później kończyliśmy.
Wiadomo, że struktura ligi w różnych latach inaczej wyglądała, więc wziąłem pod uwagę nie tylko bilans meczów, ale też procent zwycięstw. Nie patrzyłem również na fazy w stylu „szóstek”. Interesował mnie jedynie standardowy sezon regularny.
Anwil zakończył zmagania w pierwszej rundzie sezonu regularnego PLK. Przez ten czas przegraliśmy Superpuchar Polski, w słabym stylu odpadliśmy z eliminacji Ligi Mistrzów, a ligowy bilans 7-8 chluby nie przynosi. Zamiast walczyć o mistrzostwo, to walczymy o Play-Off. Na dodatek najbliższą edycję Pucharu Polski będziemy oglądać raczej tylko w telewizji. To była runda pełna rozczarowań. Przegrywaliśmy mecze, których po prostu nie powinniśmy. Zbyt często nie przypominaliśmy prawdziwej DRUŻYNY, a dobór zawodników do naszej rotacji budzi wątpliwość. Czy w takich trudnych okolicznościach możemy patrzeć w przyszłość z optymizmem?
Nie jest łatwo zyskać pełną sympatię włocławskich kibiców, ale niektórzy zawodnicy występowali u nas zaledwie przez kilka miesięcy i zdołali tego dokonać. Trafili nie tylko do pamięci fanów, ale również do ich serc. W tym wąskim gronie swoje miejsce ma bez wątpienia Shawn Jones. Do tego stopnia, że prawdopodobnie przez kilka najbliższych lat będziemy mimowolnie porównywać każdego naszego środkowego z „Monsterem”
Dlatego nic dziwnego, że powrót amerykańskiego centra Anwilowcy przyjęli z takim entuzjazmem. Ja oczywiście podzielam tę opinię.
Anwil rozegrał ostatnio dwa mecze w bardzo krótkim czasie. Najpierw pokonaliśmy Śląsk Wrocław, co na pewno poprawiło nasze humory, bo przecież to jest „Święta Wojna”!
Niestety dwa dni później nasz nastrój został brutalnie zniszczony… „Rottweilery” mają na swoim koncie w obecnym sezonie stanowczo za dużo brutalnych wpadek czy kompromitacji. Jak widać, limit nie został jeszcze wyczerpany, bo do Hali Mistrzów przyjechała Polpharma Starogard Gdański, która zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, i pokonała naszą ekipę… Takie mecze naprawdę bolą…. To nie jest łatwy sezon dla kibiców Anwilu…
Listopad dobiega końca i trzeba przyznać, że to był całkiem niezły miesiąc dla Anwilu, więc wybór MVP określę mianem przyjemnej czynności. Zanotowaliśmy całkiem przyzwoity bilans 3-1. Oczywiście nie obyło się bez brutalnej wpadki ze Spójnią Stargard, a gra „Rottweilerów” nie zawsze zachwycała, ale najważniejsze, że po raz pierwszy zanotowaliśmy więcej zwycięstw niż porażek.
Jesteśmy jeszcze bardzo daleko od wymarzonej formy, ale i tak widać pewne pozytywy.
Adrian Bogucki uznawany jest za jeden z największych talentów w naszym kraju. Przed sezonem Anwil wygrał walkę o tego zawodnika z wieloma innymi klubami, co większość kibiców przyjęła z wyraźną satysfakcją.
Młody środkowy, jak dotąd, nie zachwyca jednak na parkiecie. W jego poczynaniach często brakuje dynamiki i pewności siebie. Trzeba jednak pamiętać, że niedawno, bo 18 listopada, obchodził dopiero swoje 21 urodziny. To cały czas niedoświadczony koszykarz, który jest na etapie intensywnej nauki, a ta czasami bywa wręcz brutalna.
Wreszcie wygraliśmy drugi mecz z rzędu! Arka Gdynia poległa we Włocławku 86:78. Nie było lekko, bo drużyny prezentowały bardzo zbliżony poziom. Anwil dopiero w ostatnich minutach, dzięki większej dojrzałości, przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W grze „Rottweilerów” cały czas można było zaobserwować sporo niedociągnięć, ale najważniejsza jest wygrana, bo tego potrzebujemy teraz najbardziej.
Do tego triumfu poprowadzili nas Ivan Almeida oraz McKenzie Moore. Szczególnie ten drugi „błysnął”, bo uzyskał triple-double, jako pierwszy zawodnik w historii naszego klubu!
Krzysztof Sulima gra w Anwilu już drugi sezon. Poprzednie rozgrywki nie były zbyt udane dla „Żubra”. W składzie „Rottweilerów” nie brakowało gwiazd i trener Igor Milicić nie rozpieszczał pochodzącego z Białegostoku koszykarza ilością minut na parkiecie. Sulima przez to często sprawiał wrażenie wręcz zagubionego oraz brakowało mu pewności siebie.
Sezon 2020/2021 to nowa era w naszym klubie, która miała być o wiele bardziej obiecująca dla Krzyśka. Niestety, dotychczasowe mecze pokazały, że… jest jeszcze gorzej!
HydroTruck Radom nie sprostał naszym zawodnikom. Anwil wygrał 97:86. Zwycięstwo oczywiście cieszy. Szczególnie w obecnym sezonie, gdy tak rzadko „wracamy z tarczą”. Nie można jednak zapominać o pewnych niedociągnięciach, które ciągle są widoczne w grze „Rottweilerów”.
Do tej wygranej poprowadził nas Ivan Almeida. „El Condor” rozegrał pierwsze spotkanie po wyleczeniu kontuzji. Fakt, że proces rekonwalescencji zakończył szybciej, niż przewidywano, budzi szacunek i świadczy, że jest prawdziwym profesjonalistą oraz terminatorem. Co więcej, podczas tego meczu zanotował 29 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty. Niesamowity zawodnik!
„Na gorąco” po tym pojedynku kolejny raz gościłem w programie „Szósty Zawodnik”. Jeśli ktoś nie oglądał, to zachęcam do nadrobienia zaległości.
Przy okazji zachęcam również do subskrybowania kanału WLC na YouTube. Brakuje już niewiele „subów”, aby mogli rozwinąć swoją działalność, a wszyscy wiemy, że „robią robotę”, więc warto.
Mój blog oczywiście korzysta z "ciasteczek". Dalsze czytanie i przebywanie tutaj oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.