Udany rewanż z Treflem

Przed wyjazdowym meczem z Treflem Sopot miałem lekkie obawy. Cały czas w mojej głowie tkwi wspomnienie wielkiego blamażu we Włocławku. Jeszcze bardziej martwiła mnie jednak nasza sytuacja kadrowa. Anwil w ostatnim czasie ma olbrzymie problemy ze zdrowiem zawodników, a tuż przed tym spotkaniem do grona kontuzjowanych dołączył Jakub Karolak. Na szczęście okazało się, że Michał Sokołowski oraz Rolands Freimanis są już gotowi do powrotu na parkiet. W Sopocie może nie wnieśli za wiele, ale ich obecność w rotacji i tak dawała pewien spokój.

Ostatecznie moje obawy okazały się niepotrzebne. „Rottweilery” wygrały. Nie było jakieś dominacji czy fajerwerków, ale za to była mądra i konsekwentna gra. Byliśmy po prostu zespołem lepszym i potwierdziliśmy to na parkiecie. Anwil zwyciężył 64:77.

Łukasz Kolenda i McKenzie Moore (Trefl Sopot - Anwil Włocławek)FOTO: treflsopot.pl
SOPOT 09.02.2020 ENERGA BASKET LIGA PLK LIGA KOSZYKOWKA MEZCZYZN MECZ TREFL SOPOT – ANWIL WLOCLAWEK — MEN TOP POLISH BASKETBALL LEAGUE GAME MATCH TREFL SOPOT – ANWIL WLOCLAWEK — NZ LUKASZ KOLENDA , MCKENZIE MOORE , FOT. GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl
  1. Mam wrażenie, że powoli zmienia się oblicze naszego zespołu. W Sopocie nie zaprezentowaliśmy jakiegoś spektakularnego wystrzału w ataku. Oglądaliśmy jednak zespół skoncentrowany, spokojny, konsekwentny i przede wszystkim bardzo solidny w obronie.

  2. Zatrzymaliśmy Trefl na 64 punktach i jest to najlepsze osiągnięcie naszej defensywy w całym bieżącym sezonie. BRAWO!

  3. Anwil był zespołem zdecydowanie lepszym. Praktycznie przez cały czas byliśmy na prowadzeniu i kontrolowaliśmy wydarzenia na parkiecie. Kilka razy bardzo ambitnie grający Trefl próbował do nas doskoczyć, ale nie pozwalaliśmy na ziszczenie takiego scenariusza. W ważnych momentach gospodarzom też brakowało „chłodnych głów” i często kończyło się prostą stratą lub złym rzutem.

  4. Tego dnia w ekipie „Rottweilerów” nie było typowego lidera. Ciężar gry drużyny został rozłożony na barki wielu zawodników. Mam wrażenie, że każdy rozdział spotkania miał innego bohatera. To był taki przegląd graczy, którzy w każdej chwili są w stanie wskoczyć „w buty lidera”. Jak widać, u nas aspirujących do tej roli nie brakuje.

  5. Spotkanie bardzo dobrze rozpoczął Krzysztof Sulima. Przyzwyczaiłem się już do tego, że „Żubr” wychodzi w pierwszej piątce, ale tym razem zaskoczył mnie swoją aktywnością od pierwszych minut. Czarował technicznymi manewrami podkoszowymi oraz rzutami z dystansu. Sulima zdobył w tym meczu 12 punktów. Widać wyraźny postęp w jego grze względem początku sezonu. „Żubr” cały czas popełnia pewne błędy, ale odnoszę wrażenie, że wszystko idzie w dobrym kierunku i to bardzo cieszy.

  6. Kolejny raz swoją wielkość udowodnił Shawn Jones. Amerykanin nie miał łatwych rywali pod obręczami, ale znowu sprostał zadaniu. Walczył, zbierał i punktował, tak jak już nas do tego przyzwyczaił. Popisał się również dwoma atomowymi wsadami. W swoich statystykach Jones zapisał kolejne double-double, tym razem na poziomie 12 punktów10 zbiórek. Szkoda tylko, że nie trafił tej trójki na zakończenie meczu.


  7. Ricky Ledo nie pchał się na pierwszy plan i nie próbował „przejąć” tego meczu. Wkomponował się w rytm reszty zespołu i wniósł sporo dobrego. Na swoim koncie zapisał 14 punktów, 4 asysty, 3 zbiórki3 przechwyty.

  8. Podobnie zaprezentował się Chris Dowe. Amerykanin był bardzo aktywny, ale nie przesadnie. Dzielnie walczył w swoim stylu i trafił kilka ważnych rzutów. Zaliczył 13 punktów5 zbiórek.

  9. Na początku czwartej kwarty grę Anwilu pociągnął Szymon Szewczyk. Wcześniej kapitan był mało widoczny, aż nagle odpalił i poprowadził „Trójkolorowych” do odjazdu, który pozwolił nam na odniesienie spokojnego zwycięstwa. „Szewcu” był za sprytny i… za szybki dla swoich rywali. Weteran rozegrał bardzo solidne spotkanie i zapisał na swoim koncie 9 punktów. Wszystkie zdobył w ostatniej części meczu.

  10. Najlepszym strzelcem „Rottweilerów” okazał się, niespodziewanie, McKenzie Moore. Amerykanin zdobył 16 punktów i dołożył 5 zbiórek. Przywitanie z PLK w bardzo dobrym stylu. Jestem usatysfakcjonowany, ale zauważyłem kilka „rys”. Nie widzę w osobie Moore’a typowego lidera i widać też, że nie jest rozgrywającym. Zaliczył kilka bardzo nieprzemyślanych podań i raczej lepiej funkcjonuje, gdy nie musi „holować” piłki. Nie chcę jednak brzmieć zbyt negatywnie, bo w tym chłopaku drzemie naprawdę spory potencjał i myślę, że dostarczy nam jeszcze sporo radości. Na każdym kroku widać jego uniwersalność i był ciężki do upilnowania dla obrońców Trefla. Nie mieli pojęcia, czym może w danej chwili zaskoczyć. Jeszcze bardziej cieszy mnie postawa Amerykanina w defensywie, bo potrafił świetnie naciskać przeciwników. Te jego straty jeszcze mnie nie martwią, bo można to podpiąć na brak zgrania z nowymi kolegami. Z meczu na mecz powinno być lepiej, a już jest naprawdę dobrze.

  11. Można było przewidywać, że Trefl będzie pchał piłki pod kosz, bo tam ma świetnych specjalistów. Pierwszy to Nana Foulland. Amerykanin znowu był pewnym punktem sopockiej ekipy. Nie pozwoliliśmy mu na wielkie szaleństwa i „rozwinięcie skrzydeł”, ale i tak zanotował 12 punktów, 10 zbiórek2 bloki. Oj trafił Trefl z tym transferem.

  12. Drugim pewnym punktem w podkoszowym zestawieniu gospodarzy był oczywiście Paweł Leończyk. Nasz stary znajomy bardzo pewnie punktował, zbierał i nawet uruchamiał kolegów dobrymi podaniami. „Leon” zapisał na swoim koncie 15 punktów (7/8 za dwa), 7 zbiórek, 4 asysty2 bloki. Nie ukrywam, że cały czas tęsknię za tym silnym skrzydłowym.

  13. Dobre zawody przeciwko Anwilowi rozegrał także Michał Kolenda. Nie wiem, czy nie został trochę przez nas zlekceważony, ale trzeba przyznać, że był bardzo aktywny i zaskakiwał ścięciami pod kosz. Na swoim koncie zapisał 15 punktów i jest to jego najlepszy rezultat w bieżącym sezonie.

  14. Bardzo aktywny był również młodszy z braci, Łukasz Kolenda (9 pkt i 3 prz). Przyspieszał grę Trefla i często w obronie potrafił gdzieś tam wepchnąć te swoje rączki, psując tym nasze akcje. Mamy do czynienia ze sporym talentem, a potwierdzeniem jest niedawna nominacja do reprezentacji Polski. W meczu z Anwilem zanotował jednak 0 asyst, co niezbyt dobrze świadczy o rozgrywającym…

  15. Treflowi zabrakło wsparcia ze strony amerykańskich obwodowych. Cameron AyersCarlos Medlock byli całkowicie bezbarwni i niewidoczni. Wspólnie zanotowali 1/14 z gry. Ten duet powinien odgrywać czołową rolę w swoim zespole, a podczas starcia z Anwilem totalnie zawiedli. Lepiej prezentowali się polscy zmiennicy. No cóż, dobrze dla nas ;).

Jedna odpowiedź do “Udany rewanż z Treflem”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.