Sokołowski ponownie w Anwilu!

Plotki zostały oficjalnie potwierdzone i „Sokół” wylądował we Włocławku. Michał Sokołowski po pięciu latach ponownie będzie bronił barw Anwilu. Jak na warunki PLK, to trzeba określić ten transfer mianem hitu.

SokołowskiFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Pamiętam, gdy przed sezonem 2011/2012 nasz klub podpisał umowę z młodym chłopakiem ze Znicza Pruszków. Wierzyłem, że to będzie przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”. Sokołowski miał wtedy zaledwie 19 lat i był uważany za spory talent w swoim roczniku. Anwil widział w nim przyszłość i postanowił dać „Sokołowi” szanse. W pierwszym sezonie grał głównie „ogony”, ale z roku na rok notował wyraźny progres. W sezonie 2013/2014 był już naszym czołowym graczem i zawsze wychodził w pierwszej piątce. Średnio na mecz notował 10 punktów; 3,8 zbiórki; 2,8 asysty oraz 1,2 przechwyty.

Jak już wspomniałem, Sokołowski cały czas się rozwijał, ale chciał iść jeszcze dalej. Po trzech latach spędzonych we Włocławku postanowił opuścić nasz klub. Anwil chciał zatrzymać tego perspektywicznego gracza w swoich szeregach, ale sytuacja, w której wówczas się znaleźliśmy, nie pomagała. Takim sposobem nowym pracodawcą „Sokoła” została Rosa Radom. W tej ekipie Sokołowski konsekwentnie poprawiał swoje umiejętności i został liderem. W Rosie spędził cztery sezony, wyrabiając sobie status czołowego gracza PLK. Poznał również smak rywalizacji w europejskich pucharach.

Wielu ekspertów wróżyło, że „Sokół” w końcu wyfrunie z naszej rodzimej ligi, ale on przed sezonem 2018/2019 postanowił związać się ze Stelmetem Zielona Góra. Jakby nie patrzeć, to był dla niego kolejny skok jakościowy. Co więcej, Sokołowski całkowicie poradził sobie w nowym środowisku. W PLK jego statystyki prezentowały się następująco: 12,9 punktów; 4,2 zbiórki; 2,9 asysty oraz 1,2 przechwyty. Ze Stelmetem rywalizował również w mocnej lidze VTB. Tutaj nie było już tak kolorowo, ale wstydu też nie przyniósł: 8 punktów; 3 zbiórki oraz 1,6 asysty.

Po sezonie Sokołowski postanowił jednak odejść ze Stelmetu. Nie ukrywa, że nie był zadowolony z wewnętrznej sytuacji w klubie, a rozczarowujące wyniki sportowe tylko nakręciły tę decyzję. Takim sposobem, po długich negocjacjach, „Sokół” ostatecznie wylądował w Anwilu. Zapewne wierzy, że w naszych barwach ma wielkie szanse na wywalczenie pierwszego Mistrzostwa Polski w swojej karierze.

Złotego medalu nie ma jeszcze w swojej kolekcji, ale ma za to sporo indywidualnych osiągnięć. W dwóch ostatnich latach został wybrany najlepszym polskim zawodnikiem w oficjalnym głosowaniu PLK. Na przestrzeni lat 2016 -2017, w tym samym plebiscycie, został okrzyknięty najlepszym obrońcą naszej ligi. W trzech ostatnich sezonach był również wybierany do najlepszej piątki.

Dobra gra Sokołowskiego jest również doceniana przez selekcjonera reprezentacji Polski. Od lat „Sokół” ma zaszczyt bronić biało-czerwonych barw i zapewne wyjdzie z kadrą na Mistrzostwa Świata w Chinach.

Na parkiecie Sokołowski to bardzo uniwersalny zawodnik. Dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi i potrafi świetnie to wykorzystać. Jest bardzo niebezpieczny przy atakowaniu kosza, nie brakuje dynamicznych wsadów w jego repertuarze, jest sporym wsparciem przy zbiórkach oraz ma opinię dobrego obrońcy. Przez lata znacznie poprawił również swój rzut. W ostatnim sezonie trafiał na poziomie 41 % za trzy oraz 53,4 % z gry. Wydaje się, że te wszystkie cechy idealnie pasują do oczekiwań trenera Igora Milicicia.

Pisząc o Sokołowskim, nie sposób pominąć jednej kwestii. Ten niski skrzydłowy zostawia serce na boisku i żyje każdym meczu. To wielki wojownik. Często irytuje kibiców przesadną mową ciała przy kontakcie z rywalem i to się raczej nie zmieni. To może wynikać z faktu, że ten chłopak po prostu bardzo przeżywa każdą sytuację. Biorąc „Sokoła”, trzeba liczyć się z jego zaletami i wadami, ale na szczęście tych pierwszych jest znacznie więcej. To jeden z argumentów popierających tezę, że Sokołowskiego lepiej mieć po swojej stronie niż po przeciwnej.

Nazwisko „Sokoła” bardzo elektryzuje w naszym środowisku, więc trzeba przyznać, że to naprawdę duży transfer Anwilu. Nie ma już przepisu o dwóch Polakach na parkiecie, ale rodzimi gracze cały czas są bardzo potrzebni. Sokołowski nie jest zbawcą koszykówki, ale po prostu świetnie jest mieć w swoich szeregach reprezentanta Polski i czołowego gracza PLK ostatnich lat, który gwarantuje pewien poziom. Lepszego Polaka ciężko byłoby wyrwać. Osobiście liczę jednak, że w składzie Anwilu na przyszły sezon pojawi się jeszcze zawodnik, w którym kibice będą mogli upatrywać lidera i gwiazdę.

Jedna odpowiedź do “Sokołowski ponownie w Anwilu!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.