Lee Moore oszalał w Dąbrowie Górniczej!

Dąbrowa Górnicza nigdy nie była łatwym terenem dla naszego Anwilu. Ponieśliśmy tam kilka zaskakujących i wręcz bolesnych porażek. Tym razem MKS też postawił „Rottweilerom” twarde warunki. Z całą pewnością nie było lekko. Na szczęście końcówka należała do włocławskiej ekipy i wracamy „z tarczą” po zwycięstwie 79:82.

PLK

Pojedynek nie stał na wysokim poziomie, ale zdecydowanie był niezwykle wyrównany. Żaden z zespołów nie osiągnął dwucyfrowej przewagi. Prowadzenie ulegało zmianie aż 21 razy, a 11-krotnie tablica wskazywała remis. Nie ukrywam jednak, że gra Anwilu jakoś mnie nie porywała. W ataku brakowało odpowiedniego rytmu i było zbyt wiele niedociągnięć. Nie potrafiliśmy przełamać ambitnego MKS-u.

Pod koniec myślałem nawet, że będziemy musieli dopisać kolejną porażkę na swoje konto, bo gospodarze prowadzili +7 na 3 minuty przed końcową syreną. Półtorej minuty później było jeszcze +5 dla MKS-u i to nie wróżyło niczego dobrego. Anwil przeprowadził jednak prawdziwy szturm w decydującym momencie. Właściwie to został poprowadzony do tego natarcia przez jednego człowieka. Lee Moore wziął ten mecz w swoje ręce i totalnie zdominował wydarzenia na parkiecie. Amerykanin grał REWELACYJNIE! Wyglądał niczym największa gwiazda koszykówki. Aktywował tryb terminatora i trafiał trudne rzuty jak natchniony. Przez kilka minut nie było dla niego żadnych barier. Ten mecz jest kolejnym dowodem na to, jak ważne było zakontraktowanie Moore’a w Anwilu. Przez ostatnie 3 minuty zdobył aż 13 punktów, a „Rottweilery” wygrały ten fragment 7:17. Przez całą czwartą kwartę Amerykanin uzbierał 21 punktów, trafiając 5 trójek! ISTNE SZALEŃSTWO!

Te końcowe minuty zdecydowanie ubarwiły całe spotkanie. Dzięki temu będzie co wspominać 😉 . Dyspozycja Moore’a to zdecydowanie najgorętszy temat wydarzeń z Dąbrowy Górniczej. Tym wątkiem śmiało można rozpocząć i zakończyć dyskusje o tym spotkaniu 😉 . Amerykanin zakończył rywalizację z niesamowitymi „cyferkami” – 31 punktów, 7 asyst oraz 4 zbiórki. Takim sposobem załatwił klub, w którego barwach zaczynał przygodę na polskich parkietach. Sport lubi takie historie 😉 .

Drugą opcją w szeregach Anwilowców był Luke Petrasek, który utrzymuje doskonałą formę. Tym razem uzyskał 19 punktów (7/9 z gry) oraz 5 zbiórek. Bardzo solidny występ, ale przy szaleństwie Moore’a jakoś tak blednie 😉 .

MKS w obecnym sezonie ma spory problem z polską rotacją. Rodzimi gracze wnoszą niezbyt wiele do gry tej ekipy. Szczególnie Jarosław Mokros zawodzi, bo we wszystkich wcześniejszych meczach zanotował w sumie 24 punkty (średnia 3,4) oraz trafił 3 trójki. Jak wypadł z Anwilem? No oczywiście nagle odzyskał formę i zdobył 21 punktów, trafiając 5 trójek. Oj znamy podobne historie, ale na szczęście w tym przypadku to nie wystarczyło 😉 .

Na zakończenie wspomnę, że dwie sprawy trochę mnie zmartwiły. Pierwsza to rzuty wolne, bo mieliśmy tylko 14/23 w tym elemencie, czyli 60,9%. Może bez tragedii, ale ja jestem jakoś przewrażliwiony na tym punkcie. Problemy na linii mogą być bardzo bolesne podczas tak wyrównanych spotkań. Powtarzam to przy każdej okazji i może jestem nudny, ale nie przestanę, bo to za bardzo razi w oczy. Druga martwiąca sprawa to Josh Bostic… Amerykański weteran był tego dnia totalnie bezbarwny. Jego dyspozycja zasługuje chyba na oddzielny wpis…

4 odpowiedzi do “Lee Moore oszalał w Dąbrowie Górniczej!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.