3:0 ze Stalą !!!!

JESTEŚMY W PÓŁFINALE! Pokonaliśmy na wyjeździe Stal Ostrów Wielkopolski i zamknęliśmy serię w trzech meczach! Oba zespoły stworzyły kapitalne widowisko. Spotkanie zakończyło się wynikiem 98:105. To był prawdziwy spektakl KOSZYKÓWKI. Emocje, walka i popisy ofensywne.

Michał Michalak AnwilFOTO: pc / naszemiasto.pl
Michał Michalak

  1. Zacznę od gospodarzy. Stal grała z „nożem na gardle”. Od samego początku mieli świadomość stawki tego pojedynku. Byli niesamowicie skoncentrowani i zmotywowani. Walczyli i bardzo szybko nakręcali swój atak. Często szukali akcji dwójkowych pod koszem. Mijali naszą pierwszą linię, by odgrywać do ścinających zawodników. Przez długi czas mieliśmy spore problemy z zatrzymaniem tego ataku.
  2. Stal naprawdę grała świetnie, ale miała pecha, bo po drugiej stronie był niesamowicie dysponowany Anwil.
  3. Oba zespoły zgotowały kibicom świetne widowisko. Świadczy o tym nie tylko wynik końcowy, który był w stylu NBA, ale również wiele innych aspektów. Wysoka skuteczność z gry, ale również z linii rzutów wolnych. Stal miała 24/25 za 1, a Anwil 16/18. To naprawdę warte odnotowania rezultaty. Na początku sezonu osobiste były dla nas sporym problemem, ale teraz nie ma po tym śladu i dostosowaliśmy się do poziomu rywala. Oba zespoły miały też w sumie tylko 15 strat. Przy takiej intensywności gry to świadczy tylko o niesamowitym skupieniu obu drużyn.
  4. Stal grała szybko i naprawdę dobrze, ale my nie ustępowaliśmy rywalom. Główną siłą Anwilu stały się rzuty za trzy punkty. Wspaniale rozciągaliśmy grę i bombardowaliśmy. To była istna kanonada. Trafiliśmy 19/31 z obwodu, czyli ponad 51 %. Świetne osiągnięcie. Od początku sezonu doszukiwałem się wielkiej siły Anwilu w tym elemencie i wreszcie otrzymałem mecz, gdy moje przewidywania zostały spełnione. Każdy zawodnik naszej drużyny groził rzutem z dystansu i w pełni to wykorzystywaliśmy.
  5. „Rottweilery” zaimponowały mi koncentracją Był moment, gdy Stal trochę odskoczyła, ale to nas nie złamało. Nie było „załamywania rąk”. Było konsekwentne realizowanie planu. Trener Igor Milicić wprowadzał odpowiednie korekty i dalej graliśmy „swoje”. Inaczej było po stronie Stali. W pewnym momencie stracili kilka punktów i miałem wrażenie, że uciekł gdzieś ich duch walki. Podczas sezonu zasadniczego wiele razy borykaliśmy się z problemem braku koncentracji czy motywacji. Tutaj tego nie było. Nie tylko w trzecim meczu, ale w całej serii. Obserwowaliśmy silny Anwil i konsekwentny. Nadszedł czas Play-Off i nasza drużyna weszła na wyższy poziom nie tylko pod względem czysto koszykarskim, ale również mentalnym. Brawo trenerze!
  6. Jak już jestem przy trenerach, to muszę wspomnieć, że Milicić rozegrał zdecydowanie lepszą „partię szachów” niż Wojciech Kamiński.
  7. Ivan Almeida wspaniale wszedł w to spotkanie. Jego 4/4 za trzy w pierwszej kwarcie to było coś nieziemskiego. Później trochę przygasł w ofensywie, ale cały czas był niezwykle ważnym elementem naszej układanki. Samą swoją obecnością na parkiecie strasznie absorbował obrońców Stali, a w defensywie też potrafił przycisnąć. Jego dorobek w tym meczu to 14 punktów, 6 asyst5 zbiórek. Problem zaczął się, gdy złapał za dużo fauli w trzeciej kwarcie. Nie ukrywam, że troszkę się tym zmartwiłem.
  8. Siła Anwilu to jednak niezwykle szeroki skład, który stwarza mnóstwo możliwości. Kolejny raz mogliśmy się o tym przekonać. U nas każdy zawodnik może stworzyć wielkie zagrożenie i nigdy nie wiadomo kto tym razem „odpali”. Ivan usiadł na ławce, ale „Rottweilery” konsekwentnie grały swoją koszykówkę, która przynosiła efekty. Aż ośmiu naszych graczy zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową.
  9. Od jakiegoś czasu w mojej głowie nasilała się myśl: „szkoda, że Michał Michalak po kontuzji jest daleki od swojej formy”. Podczas tego trzeciego meczu ze Stalą jeszcze bardziej brakowało mi wsparcia naszego rzucającego obrońcy. Do czasu. Pod koniec trzeciej kwarty Michalak rozgrzał się, trafiając dwa rzuty wolne, a kilkadziesiąt sekund później zamknął tę część gry celną „trójką” równo z syreną. To był jednak dopiero początek. W czwartej kwarcie Michalak odzyskał swoją pewność siebie. Trafił kilka ważnych rzutów i pociągnął naszą grę. Zdobył 15 punktów i był naszym najlepszym strzelcem.
  10. Michalak musiał jednak podzielić się tym tytułem ze swoim imiennikiem. Michał Ignerski rozegrał kolejne kapitalne zawody. Był naszym bardzo pewnym punktem szczególnie w ofensywie. Dzięki jego predyspozycją mogliśmy w pełni realizować swoje założenia taktyczne. Podpisanie kontraktu z „Ignerem” to był złoty przechwyt transferowy i nic już tego nie zmieni!
  11. Nasz drugi weteran, Szymon Szewczyk, również stanął na wysokości zadania. Przez cały mecz walczył i dawał z siebie wszystko. Tak naprawę jednak dopiero zerknięcie w statystyki pomeczowe pozwoliło mi w pełni uzmysłowić sobie, jak ważną rolę odegrał w tym zwycięstwie. „Szewcu” zanotował 11 punktów i aż 13 zbiórek!
  12. Na wyróżnienie zasługuje również Kamil Łączyński. Kapitan świetnie organizował naszą grę i sam również włączył się w zdobywanie punktów. Efektem tego jest double-double na poziomie 10 punktów10 asyst. Dawno już nie było takiego występu w jego wykonaniu. „Łączka” zanotował również tylko 1 stratę, co jest warte podkreślenia. Kamil wszedł w tryb Play-Off i oby już tak pozostało!
  13. Po stronie Stali tradycyjnie szalał Casper Ware. Trafiał te swoje wielkie rzuty i dzięki niesamowitej szybkości potrafił urządzać sobie rajdy między naszymi obrońcami. To naprawdę ciężki do upilnowania rozgrywający. Amerykanin zanotował w tym meczu 23 punkty9 asyst. Szczerze mówiąc, myślę, że mogło być znacznie gorzej, ale staraliśmy się robić wszystko, aby ograniczyć swobodę Ware’a.
  14. Mam wrażenie, że Ivan Maras to zawodnik, na którym nie skupiała się nasza defensywa w tej serii. Tymczasem Czarnogórzec rozkręcał się z meczu na mecz i podczas tego trzeciego spotkania trochę poszalał. Uzbierał 19 punktów, 11 zbiórek, 5 asyst3 bloki. Statystycznie świetna linijka, ale Maras nie był w stanie przejąć tego spotkania. To po prostu nie ten typ gracza.
  15. Ćwierćfinał za nami. Pokonaliśmy Stal 3:0 i jestem naprawdę zaskoczony. Spodziewałem się ciężkiej walki i wierzyłem w zwycięstwo Anwilu, ale nie sądziłem, że nie oddamy żadnego meczu. Mimo zwycięstwa „do zera” nie można powiedzieć, że to była jednostronna seria. Stal postawiła bardzo twarde warunki i każdy mecz to była piekielna walka. „Stalówka” grała naprawdę dobrze, ale miała pecha, bo trafiła na Anwil, który był po prostu lepszy. To była prawdziwa wojna. Co można więcej powiedzieć? „Gloria victis”, a my myślmy już o półfinale!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.