O meczu z Legią Warszawa można napisać, że się odbył, a Anwil zagrał na naprawdę wysokim poziomie. To bardziej przypominało leniwy sparing niż poważne, ligowe zmagania. Między zespołami nie było nawet przepaści. To była totalna różnica klas.
FOTO: Natalia Seklecka / ddwloclawek.pl
Spotkanie rozpoczęło się od szybkiego 11:0 dla naszego zespołu i już wtedy było wiadomo, kto odniesie zwycięstwo. Pytanie tylko – jak wysokie? Ostatecznie zakończyło się na wyniku 107:66, czyli +41. Pogrom? Deklasacja? W moim odczuciu nawet te słowa nie oddają w pełni sytuacji na parkiecie.
Pierwszy miesiąc ligowych zmagań dobiegł końca. Wiele portali pokusiło się o różnego rodzaju podsumowania i ja również podążyłem za tym trendem. Postanowiłem każdego miesiąca przyznawać tytuł MVP oraz wyróżnić dwóch zawodników. Zastosuję również punktację w stylu: MVP – 10 pkt, II miejsce – 5 pkt oraz III miejsce – 1 pkt. Na koniec sezonu pozwoli to stworzyć taki mały ranking graczy Anwilu.
Kogo wybieram w pierwszym miesiącu? Nie było łatwo, ale mój ostateczny typ to Ivan Almeida.
FOTO: Natalia Seklecka / ddwloclawek.plIvan Almedia jak zawsze efektowny
Halloween charakteryzuje się atmosferą strachu. Koszykarze Anwilu postanowili dołączyć do obchodów tego święta i podczas meczu ze Startem Lublin przyprawili sporą część kibiców o gęsią skórkę. Okazało się jednak, że było to tylko 10 minut strachu w Halloween.
Życzyłem sobie, aby Anwil wręcz rozgromił Czarnych Słupsk. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy, bo koszykarze spełnili moje życzenie.
Goście byli tylko mizernym tłem dla Anwilowców. Po prostu nie istnieli już od pierwszych sekund i tak naprawdę to nie zaistnieli nawet przez chwilę. Nasza ekipa pokazała mega ofensywny basket, który dostarczył aż 114 punktów! Właśnie taki Anwil w tym sezonie chcę oglądać!
FOTO: Natalia Seklecka / ddwloclawek.plIvan Almedia jak zawsze efektowny
Już w najbliższą sobotę czeka nas ligowe spotkanie z Czarnymi Słupsk. Mecz, który po prostu trzeba wygrać. Ja osobiście życzę sobie wysokiego pogromu, ale o to nie będzie łatwo.
Czarni zaraz za Anwilem oraz Treflem Spot mają najdłuższą serię gier w najwyższej klasie rozgrywkowej z zespołów cały czas utrzymujących się w elicie. Dlatego spotkania między naszymi klubami mogą szczycić się bogatą historią. Ja chciałbym przypomnieć początek rywalizacji z Czarnymi. Nie chodzi mi o genezę wzajemnej antypatii, ale o czysto sportowy aspekt.
Debiut Czarnych Słupsk w PLK miał miejsce w sezonie 1999/2000. Droga obydwu zespołów skrzyżowała się już w czwartej kolejce. Dokładnie miało to miejsce 19 września 1999 roku w Słupsku.
Byłem pewny, że nasza seria zwycięstw pewnego dnia dobiegnie końca. Boli jednak, że nastąpiło to wczoraj podczas wyjazdowego meczu z Turowem Zgorzelec. Boli, bo wydawało się, że ten mecz mamy już w kieszeni.
FOTO: http://ksturow.eu
Początek był niemrawy w naszym wykonaniu, ale z każdą kolejną minutą Anwilowcy łapali rytm. W czwartej kwarcie prowadziliśmy nawet 57:73. To był moment, gdy z uśmiechem na twarzy oczekiwałem końcowej syreny. Niestety zawodnicy wzięli ze mnie przykład i zamiast grać tylko czekali. Wszystko wtedy siadło. Turów niesamowitym zrywem zdołał nas dogonić, doprowadzić do dogrywki i ostatecznie odnieść zwycięstwo. Coś niebywałego…
W tym tygodniu oglądałem na spokojnie w domowym zaciszu zmagania Rosy Radom oraz Stelmetu Zielona Góra w koszykarskiej Lidze Mistrzów. Niestety, obydwaj nasi przedstawiciele musieli uznać wyższość swoich przeciwników. Mimo to przyglądałem się temu z lekką nutką zazdrości. Przemawiała za mną tęsknota. Tęsknota za niezapomnianymi europejskimi wojażami.
Nie należy zapominać, że nasz klub ma bardzo bogatą historię na europejskich parkietach. Po rewelacyjnym sezonie 1992/1993, gdy byliśmy beniaminkiem i niespodziewanie wywalczyliśmy wicemistrzostwo Polski nadszedł czas na kolejny krok. Tym razem nadeszła pora na przywitanie się ze „Starym Kontynentem”. Podejrzewam, że nawet twórcy potęgi włocławskiej koszykówki nie spodziewali się, że ich „dziecko” tak szybko wypłynie na znacznie szersze wody.
Dobry rezultat na krajowym podwórku pozwolił nam na udział w II rundzie eliminacyjnej FIBA European Cup. Tam los zetknął nas z rosyjskim Spartakiem St. Petersburg.
W sezon 2003/2004 wchodziliśmy jako obrońcy tytułu mistrzowskiego. Mimo olbrzymiego sukcesu w poprzednich rozgrywkach to klubowa kasa raczej nie pozwalała iść ostro „za ciosem”. Trener Andrej Urlep zbudował tym razem bardzo młodą drużynę. Byliśmy niebezpieczni, ale jak powszechnie wiadomo, młodość rządzi się swoimi prawami i potrzebna była pewna stabilizacja. Szczególnie na pozycji rozgrywającego. Lekarstwem na to miał być Ivica Marić.
Doskonale pamiętam mecz w Krośnie z zeszłego sezonu. Takie spotkanie w stylu „niby wszystko kontrolujemy, a na koniec w plecy”. Ojjj bolą takie porażki bardziej niż sytuacje, gdy drużynie od początku nie idzie. Dlatego to Krosno zapadło w pamięci jako trudny teren i teraz też nie byłem pełen optymizmu. Wczorajszy mecz był jednak zupełnie inną historią, a właściwie tym razem obyło się bez historii w Krośnie. Miasto Szkła tworzyło tylko tło dla naszego Anwilu. Między zespołami była wręcz przepaść. Różnica kilku lig.
FOTO: http://basketkrosno.pl/Jarosław Zyskowski – zanotował 15 pkt oraz 6 zb i został wybrany MVP spotkania
Od zawsze powtarzałem, że w koszykówce uwielbiam ładnie rozegraną akcję, która kończy się celnym rzutem zza łuku przy delikatnym szeleście siatki. W historii naszej włocławskiej koszykówki mieliśmy sporo specjalistów w tej dziedzinie. Jeśli chodzi o rekord celnych rzutów za trzy w jednym spotkaniu to pod tym względem rządzi Jeff Nordgaard. Zaaplikował Śląskowi Wrocław aż 10 „trójek”. Hala Mistrzów wtedy oszalała. Nie kojarzę, aby ktokolwiek pobił ten rekord.
FOTO: sport.plAndrzej Pluta – jeden z najlepszych snajperów z dystansu w historii Anwilu
Postanowiłem po raz kolejny przekopać mnóstwo statystyk, aby zobaczyć jak na przestrzeni lat wyglądała u nas sytuacja z najlepszymi strzelcami obwodowymi. Niestety, dokładne statystyki z naszej ligi dostępne są dopiero od sezonu 1998/1999 i jestem zmuszony skupić się na okresie, który wtedy się rozpoczął… Ehh, jako miłośnika koszykarskich cyferek za każdym razem mnie to boli… Naszych najlepszych strzelców postanowiłem przeanalizować w trzech aspektach: najlepsza skuteczność za trzy w sezonie, średnia ilość rzutów dystansowych na mecz oraz jakim procentem wszystkich rzutów były te zza łuku. Aby te dane miały większy sens starałem się brać pod uwagę tylko zawodników, którzy odpalili przynajmniej 10 rzutów.