Ostateczne starcia w Play-Off

Play-Off to najbardziej gorąca część każdego sezonu. Magiczna faza rozgrywek, która wyzwala niesamowite emocje. Drużyny wchodzą na wyższy poziom, a kibice żyją każdym kolejnym pojedynkiem. Wszystkie te odczucia są jeszcze bardziej spotęgowane, gdy dochodzi do ostatecznego pojedynku w serii. Na parkiet wybiegają dwa zespoły i walczą o „być albo nie być”. Nie ma już miejsca na żadne kalkulacje. Po końcowej syrenie jedna strona nie ukrywa uśmiechów, a druga może jedynie szykować sprzęt do wędkowania, bo zaczyna wakacje.

W niedawno zakończonym sezonie 2022/2003 doświadczyliśmy tego najwyższego stopnia emocji, ale niestety tym razem zabrakło sukcesu. W bogatej historii naszego klubu było jednak o wiele więcej takich meczów, a niektóre otworzyły nam wrota do chwil, które zapamiętamy na zawsze.

Przygotowałem mały przegląd takich ostatecznych spotkań z udziałem naszego klubu. Patrząc w przeszłość, brałem pod uwagę jedynie serie rozgrywane do trzech lub czterech zwycięstw.

Anwil MistrzFOTO: anwil24.pl

SEZON 1992/1993:

Stal Bobrek Bytom – Nobiles Włocławek 83:90 (ćwierćfinał)

Nasz debiutancki sezon w PLK. Do Play-Off przystępowaliśmy z siódmego miejsca. W Bytomiu przegraliśmy pierwsze dwa mecze, ale wyrównaliśmy stan rywalizacji we własnej hali. To nas rozpędziło i niespodziewanie wygraliśmy też piąte spotkanie, co było sporą niespodzianką. Mecz długo był wyrównany, ale w ostatnich minutach potrafiliśmy odskoczyć. Gospodarze musieli faulować w końcówce, ale to niewiele im pomogło, bo nasi zawodnicy dość pewnie radzili sobie na linii rzutów wolnych. Świetne zawody rozegrał Igor Griszczuk, który zdobył 28 punktów. Po końcowej syrenie licznie przybyła grupa włocławskich kibiców wbiegła na parkiet, aby celebrować ten wielki sukces z koszykarzami. Jedno z najważniejszych spotkań w naszej historii.

ASPRO Wrocław – Nobiles Włocławek 69:72 (półfinał)

Ten sam sezon, ale kolejna runda. Nobiles miał świetną okazję, bo wyrwaliśmy jeden mecz we Wrocławiu i mogliśmy zakończyć sprawę we Włocławku. Objęliśmy prowadzenie 2:1, ale niestety przegraliśmy czwarte spotkanie i musieliśmy wracać na teren rywala po ostateczne rozstrzygnięcie. Nasza ekipa pokazała charakter i znowu wszystkich zaskoczyliśmy! Przez długi czas spotkanie było niezwykle wyrównane. W drugiej połowie ASPRO potrafiło jednak odskoczyć nawet na +11 i mieli finał na wyciągnięcie ręki. Sytuacja nie była komfortowa, ale Nobiles nie odpuszczał i najważniejsze minuty wygrał 18:4. Znowu błyszczał Griszczuk, który tym razem ustrzelił 31 „oczek”. Takim sposobem już w pierwszym sezonie dotarliśmy do finału i to pomimo siódmego miejsca po sezonie regularnym.

SEZON 1994/1995:

Mazowszanka Pruszków – Nobiles Włocławek 76:60 (półfinał)

Klasyczna seria, w której decydowała przewaga parkietu. Mazowszanka wygrywała u siebie, a my we Włocławku. W piątym spotkaniu nie byliśmy faworytem, ale potrafiliśmy wygrać pierwszą połowę. Druga część meczu należała jednak do gospodarzy. Mazowszanka, nakręcana przez swoich fanatycznych kibiców, grała bardzo agresywnie i totalnie przejęła spotkanie. W pewnym momencie zanotowali run 19:0 i było pozamiatane. Griszczuk zdobył 27 punktów i dołożył 5 przechwytów oraz 3 asysty, ale to nie wystarczyło. Szczególnie że w pruszkowskiej ekipie brylował Keith Williams (26 pkt i 4 as).

SEZON 1995/1996:

Nobiles Włocławek – AZS Elana Toruń 78:68 (ćwierćfinał)

Derbowy pojedynek w Play-Off, więc emocji nie brakowało. W tym przypadku znowu parkiet miał znaczenie, chociaż byliśmy bardzo blisko, aby wygrać czwarte spotkanie. Na szczęście decydujący mecz rozgrywany był we Włocławku i nasza ekipa potwierdziła swoją wyższość. Trzeba jednak przyznać, że Elana walczyła bardzo ambitnie niemal do samego końca. Na szczęście zapał naszych sąsiadów został ostudzony przez kłopoty z faulami. Grę Nobilesu napędzali głównie Igor Griszczuk (29 pkt, 7 as, 4 prz) oraz Ike Corbin (22 pkt, 14 zb).

SEZON 1998/1999:

Zepter Śląsk Wrocław – Nobiles Włocławek 67:60 (finał)

Świetny finał, w którym potrzebne było aż siedem spotkań, aby wyłonić Mistrza Polski! Nasi koszykarze bardzo dzielnie walczyli, a oba zespoły triumfowały tylko we własnych halach. Niestety nie byliśmy w stanie zmienić tej tendencji podczas decydującego starcia. Nie wystarczyła niezła dyspozycja Igora Griszczuka czy Tomasza Jankowskiego, którzy zdobyli po 17 punktów. W Śląsku brylowali Adam Wójcik (18 pkt) oraz trafiający niesamowite trójki Raimonds Miglinieks (17 pkt). Złota nie było, ale srebrne medale i tak zostały przyjęte ze sporym entuzjazmem.

SEZON 2000/2001:

Anwil Włocławek – Czarni Słupsk 79:65 (ćwierćfinał)

Dziwna seria. Goście niespodziewanie wygrali pierwszy mecz we Włocławku, ale na szczęście Anwil zdołał też wyszarpać jedno zwycięstwo w Słupsku. Przed piątym spotkaniem Czarnych dopadły wewnętrzne problemy i do Włocławka przyjechali bez zagranicznego tercetu (Shammgod, Taylor i Zadravec). Takim sposobem trener Stevan Tot miał do dyspozycji zaledwie siedmiu zawodników. To ułatwiło nam zadanie i pewnie przypieczętowaliśmy awans do półfinału.

Anwil Włocławek – Hoop Blachy Pruszyński Pruszków 83:67 (półfinał)

Klasyczne wykorzystywanie własnego parkietu. Chociaż kilka meczów miało bardzo wyrównany przebieg, więc mogło być różnie. Na szczęście w piątym spotkaniu nie straciliśmy koncentracji. Pod koszami dzielnie walczył Miladin Mutavdzić (14 pkt), pewnie punktował Davor Marcelić (22 pkt), a nasza defensywa skutecznie ograniczała poczynania gości.

SEZON 2001/2002:

Prokom Trefl Sopot – Anwil Włocławek 81:69 (półfinał)

Ówczesny Anwil miał wielkie aspiracje i równie wielkie zasoby finansowe. Ten sezon mieliśmy zwieńczyć pierwszym mistrzostwem, ale najpierw trzeba było pokonać aspirujący zespół z Trójmiasta. Serię zaczęliśmy od zwycięstwa, co jeszcze bardziej rozbudziło nadzieje. Po trzech meczach prowadziliśmy 2:1 i mogliśmy odprawić rywali w Hali Mistrzów. Szczególnie że podczas czwartego meczu prowadziliśmy już nawet +16. Niestety Anwilowców dopadła jakaś zapaść i ostatecznie Prokom wyrównał stan rywalizacji. W Sopocie długo pozostawaliśmy w grze, ale podczas ostatnich minut popełnialiśmy za dużo strat, a ważne trójki trafiał dobrze nam znany Tomasz Jankowski. Końcówkę przegraliśmy aż 18:3 i musieliśmy przełożyć marzenia o mistrzostwie. Cały czas boli mnie to, że nie wytrzymaliśmy ciśnienia w tej serii…

Anwil Włocławek – Stal Ostrów Wielkopolski 81:90 (o 3 miejsce)

Z naszych koszykarzy uszło powietrze po porażce w półfinale z Prokomem, a czekała nas jeszcze walka o brąz. W tamtym sezonie rywalizacja o najniższy stopień podium toczyła się do trzech zwycięstw. Anwil nie grał z należytą energią i seria została przeciągnięta do piątego, ostatecznego spotkania. Mam wrażenie, że w decydującym starciu Stal wykazała więcej chęci oraz zaangażowania i takim sposobem wywalczyła swój pierwszy medal. Nie pomógł nawet Ed O’Bannon, który zdobył 25 punktów.

SEZON 2003/2004:

Prokom Trefl Sopot – Anwil Włocławek 80:70 (półfinał)

Kolejne starcie w półfinale z Prokomem. Znowu potrzebna była maksymalna ilość spotkań do wyłonienia zwycięzcy, bo we własnych halach obie drużyny dzieliły się zwycięstwami. Piąte spotkanie rozegrane zostało w Sopocie i przez trzy kwarty byliśmy bardzo blisko Prokomu, bo przegrywaliśmy zaledwie -2. Niestety ostatnią odsłonę gospodarze wygrali 27:19. Prawdziwym katem naszego zespołu był Tomas Pacesas, który zanotował 29 punktów (8 trójek), 6 asyst4 przechwyty.

SEZON 2006/2007:

Prokom Trefl Sopot – Anwil Włocławek 88:83 (półfinał)

To była świetna seria! Rywalizacja w półfinale toczona była wówczas do czterech zwycięstw i do wyłonienia zwycięzcy potrzebowaliśmy pełnej puli meczów. Koszykarze zaserwowali nam kapitalne widowisko. Znowu jednak przewaga parkietu odgrywała kluczową rolę. Anwil miał dużą szansę przełamać tę zależność podczas drugiego meczu, ale niestety przegraliśmy 90:89. Tym sposobem rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero w ostatecznym, siódmym spotkaniu. Mieliśmy szansę wyrwać to zwycięstwo, bo w drugiej kwarcie prowadziliśmy +10. Później uleciało jednak powietrze z naszej ekipy, a gospodarze nabrali wiatru w żagle. Prawdziwy cios mentalny przyjęliśmy na zakończenie trzeciej kwarty, gdy dobrze nam znany Jeff Nordgaard został sfaulowany przez Otisa Hilla przy próbie rzutu z własnej połowy.

Jeszcze w ostatnich momentach doprowadziliśmy do remisu, ale decydujące ciosy zadał Prokom. Ważny blok zaliczył Huseyin Besok, po chwili z dystansu trafił rewelacyjny tego dnia Donatas Slanina (24 pkt, 4 as, 4 zb, 3 prz), a kolejną trójkę dołożył turecki center. Co ciekawe, Besok trafił na polskich parkietach łącznie 7 rzutów trzypunktowych, z czego 5 podczas serii z Anwilem. Najlepiej w naszych szeregach wypadł Andrzej Pluta, który zdobył 14 punktów.

SEZON 2007/2008:

Anwil Włocławek – Polpak Świecie 66:82 (ćwierćfinał)

Rozgrywki 2007/2008 były dość szalone w wykonaniu naszych „Rottweilerów”. Na początku graliśmy świetną koszykówkę i objęliśmy nawet pozycję lidera. Niestety nasze szeregi opuścił Gerrod Henderson i drużyna momentalnie straciła moc. Bez Amerykanina zanotowaliśmy koszmarny bilans 3-8, ale i tak sezon regularny zakończyliśmy na trzecim miejscu, więc całkiem nieźle. W Play-Off trafiliśmy na Polpak Świecie. Pierwsze spotkanie wygraliśmy po niezwykle wyrównanej końcówce, w drugim rozgromiliśmy rywali, ale na wyjeździe dwukrotnie polegliśmy. Trzeba jednak przyznać, że w obu starciach mieliśmy swoją szansę na zamknięcie serii, bo różnica była minimalna. Nie wyszło, więc musieliśmy wrócić do Włocławka. Niestety podczas decydującego meczu Anwil był jedynie tłem dla Polpaku. Przewaga gości rosła z minuty na minutę i ostatecznie odnieśli bardzo pewne zwycięstwo. W naszych szeregach walkę nawiązywali jedynie Łukasz Koszarek (15 pkt, 6 as, 4 zb, 3 prz) oraz Vladimir Petrović (17 pkt, 10 zb).

SEZON 2013/2014:

Anwil Włocławek – Rosa Radom 68:74 (ćwierćfinał)

Sezon naznaczony wieloma problemami, ale „Rottweilery” i tak przystępowały do Play-Off z przewagą parkietu. Rosa Radom stanowiła jednak naprawdę trudną przeszkodę, co potwierdziły już dwa pierwsze mecze. Anwil obronił Halę Mistrzów, ale po niesamowitej walce oraz wysiłku. W drugim meczu potrzebne były aż dwie dogrywki, a Seid Hajrić spędził na parkiecie pełne 50 minut. Na wyjeździe nie mieliśmy większych szans i doszło do piątego spotkania. W decydującym starciu wyraźnie brakowało już paliwa naszym koszykarzom, ale „Rottweilery” i tak dały z siebie wszystko. Dzielnie walczyliśmy i goniliśmy wynik. W końcówce zniwelowaliśmy stratę do dwóch punktów, lecz na więcej zabrakło sił.

SEZON 2016/2017:

Anwil Włocławek – Czarni Słupsk 62:67 (ćwierćfinał)

Historyczna seria, lecz dla nas także tragiczna. Po raz pierwszy jedynka odpadła z ósemką. Czarni zupełnie nam nie leżeli. Od samego początku mieliśmy problemy, choć byliśmy blisko wywiezienia dwóch zwycięstw ze Słupska i tym samym przypieczętowania awansu do półfinału. Niestety nie wyszło i potrzebowaliśmy piątego spotkania. Mam wrażenie, że presja przytłoczyła naszych graczy, bo brakowało odpowiedniej energii w poczynaniach „Rottweilerów”. Z kolei goście byli niezwykle nakręceni i takim sposobem sprawili ogromną sensację.

SEZON 2017/2018:

Anwil Włocławek – Stelmet Zielona Góra 85:83 (półfinał)

CO TO BYŁA ZA RYWALIZACJA! Doświadczyliśmy prawdziwej karuzeli emocjonalnej z dużą dawką świetnej koszykówki. Nic dziwnego, że do wyłonienia zwycięzcy potrzebne było piąte spotkanie. W decydującym starciu Anwil długo nie mógł złapać rytmu, a goście zdecydowanie przeważali. W ostatnich minutach trener Igor Milicić chciał jednak przechwytów, a reszta jest już piękną historią, której nigdy nie zapomnimy 😉 . Chyba każdy fan naszego klubu co jakiś czas ma przebłyski z sytuacji, w której Quinton Hosley zamordował Stelmet.

SEZON 2018/2019:

Arka Gdynia – Anwil Włocławek 97:109 (półfinał)

Kolejny sezon i kolejna ciężka przeprawa w półfinale. Z Arką mieliśmy ujemny bilans, a pierwsze mecze półfinałowe tylko pogłębiły tę sytuację, bo dwukrotnie polegliśmy w trójmiejskim obiekcie. Na szczęście nie zwiesiliśmy głów, dzielnie walczyliśmy i wyrównaliśmy stan rywalizacji w Hali Mistrzów. To zdecydowanie podbudowało morale naszej ekipy i na ostateczne spotkanie do Gdyni jechaliśmy ze sporą wiarą we własne możliwości.

Na początku przyjęliśmy dość mocny cios, bo Arka rozpoczęła od serii 11:0. „Rottweilery” zachowały jednak spokój i nie traciły koncentracji, co zaowocowało tym, że krok po kroku przejmowaliśmy spotkanie. Z każdą kolejną akcją coraz bardziej tłamsiliśmy gospodarzy i ostatecznie wywalczyliśmy awans do finału w wielkim stylu. Do tego triumfu poprowadzili nas Chase Simon (33 pkt, 6 zb, 2 prz) oraz Ivan Almeida (22 pkt, 5 zb). W Arce szalał Josh Bostic (37 pkt, 6 as), ale totalnie wyłączony został James Florence (0 pkt i 0/9 z gry) i to nie wystarczyło, aby złamać włocławski charakter. Armia fanatyków Anwilu, która wręcz zalała trójmiejską arenę, mogła z dumą otwierać szampany 😉 .

Polski Cukier Toruń – Anwil Włocławek 77:89 (finał)

Emocjonujący finał z derbowymi rywalami w głównych rolach, a do wyłonienia Mistrza Polski potrzebna była maksymalna liczba spotkań. Piękna promocja koszykówki. Anwil wytrzymał ciśnienie i podczas siódmego spotkanie grał bardzo spokojnie oraz pewnie. Kontrowaliśmy wydarzenia na parkiecie, a gospodarze nie potrafili znaleźć odpowiedzi. Takim sposobem złote medale ponownie zawisły na naszych szyjach.

SEZON 2022/2023:

King Szczecin – Anwil Włocławek 81:67 (ćwierćfinał)

Świeża historia. To była bardzo twarda i wyrównana seria. Wiele możliwości wchodziło w grę. Ostatecznie mieliśmy remis 2:2 i potrzebne było piąte spotkanie. Decydujące starcie przebiegło zupełnie inaczej niż wcześniejsze mecze. Mówiąc kolokwialnie – Anwil niestety nie dojechał na to najważniejsze spotkanie. Do przerwy „Rottweilery” zdobyły zaledwie 19 punktów, trafiając 1/11 za trzy oraz zanotowały aż 14 strat. Przez całą pierwszą połowę trafiliśmy zaledwie 7 rzutów z gry, z czego w drugiej kwarcie tylko 2. King dominował przez długie minuty i zasłużenie wywalczył awans do kolejnej rundy. Co ciekawe, szczecińska ekipa zatrzymała swój marsz w Play-Off dopiero po zdobyciu złota.

BILANS:

  • We wszystkich ostatecznych meczach Play-Off zanotowaliśmy bilans 8-10
  • Na własnym terenie 4-4
  • Na wyjeździe 4-6
  • W ćwierćfinałach 3-4
  • Ćwierćfinały we własnej hali 2-3
  • Ćwierćfinały na wyjeździe 1-1
  • Półfinały to bilans 4-4
  • Półfinały u siebie 2-0
  • Półfinały na wyjeździe 2-4
  • W finale mamy bilans 1-1. Oba mecze rozgrywaliśmy na wyjeździe
  • W sezonie 2001/2002 rozgrywaliśmy piąty mecz o trzecie miejsce, ale niestety przegraliśmy ze Stalą na własnym terenie, więc mamy bilans 0-1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *