Ostatni miesiąc sezonu 2022/2023 za nami. Niestety maj nie był zbyt udany dla Anwilu. Na zakończenie rundy zasadniczej przegraliśmy ze Stalą, a następnie walczyliśmy w ćwierćfinale Play-Off, doprowadziliśmy do piątego spotkania, ale ostatecznie King Szczecin miał po swojej stronie więcej argumentów. Łącznie uzyskaliśmy w tym miesiącu bilans 2-4. Miałem nadzieję, że ten sezon potrwa dłużej dla „Rottweilerów”, ale nie wyszło…
Ciężko było wybrać MVP na zakończenie rozgrywek. Każdy zawodnik zaliczał gorsze momenty. Ostatecznie to wyróżnienie otrzymuje ode mnie Victor Sanders. Dla Amerykanina to trzeci triumf z rzędu.
Idealny kwiecień w wykonaniu Anwilu. Nasz zespół zanotował bilans 8-0, wygrał rozgrywki FIBA Europe Cup oraz przypieczętował awans do Play-Off. Nie mogło być lepiej!
Po takim niesamowitym miesiącu wybór MVP jest prawdziwą przyjemnością. Nie ukrywam, że tym razem pod uwagę brałem głównie trzech zawodników. Problemem było jedynie odpowiednie uszeregowanie naszej wyjątkowej trójcy.
Ostatecznie główne wyróżnienie, drugi raz z rzędu, otrzymuje ode mnie Victor Sanders. Jak widać, mój wybór jest zgodny z oficjalnym głosowaniem kibiców.
Jeszcze niedawno wszyscy o to drżeliśmy, ale już możemy odetchnąć z ulgą, bo Anwil przyklepał swój udział w Play-Off. „Rottweilery” utrzymały wysoką dyspozycję i hucznie przypieczętowały awans. Arka Gdynia początkowo sprawiała nam pewne problemy, ale z czasem nasza ekipa totalnie zdominowała wydarzenia na parkiecie i wygrała aż 110:86.
TO NIE BYŁ SEN! W czwartek rano zaraz po przebudzeniu wziąłem telefon do ręki, aby zyskać pewność. Szybko zrozumiałem, że rzeczywiście przeżyliśmy coś wspaniałego. Anwil dokonał historycznego wyczynu, wygrywając rozgrywki FIBA Europe Cup! Jesteśmy pierwszym polskim zespołem, który odniósł triumf na arenie ogólnoeuropejskiej! COŚ PIĘKNEGO! Od lat obserwuję poczynania naszego klubu w międzynarodowych rozgrywkach. Te liczne występy zawsze były prestiżem, ale jakoś nigdy nie liczyłem jakoś poważnie na aż tak wielki sukces. Trofea na krajowym podwórku? Jak najbardziej, ale triumf w rozgrywkach pod egidą FIBA był jedynie takim cichym i skrytym marzeniem.
Tymczasem „Rottweilery” udowodniły, że niemożliwe nie istnieje, a każde marzenie można spełnić!
Zanim kapitan Kamil Łączyński wzniósł ten okazały puchar, to najpierw trzeba było poradzić sobie z niebezpiecznym Cholet Basket. Po pierwszym meczu mieliśmy jedynie symboliczną zaliczkę i było pewne, że we Francji czeka nas trudna przeprawa. Tak faktycznie było, ale najważniejsze, że Anwil po raz kolejny udowodnił swoją wyższość nad rywalami i wygrał 78:80. W dwumeczu wyszliśmy na +6 i bramy koszykarskiego raju stanęły otworem przed „Rottweilerami”!
Statystyki z tego historycznego można zobaczyć TUTAJ, a poniżej kilka moich luźnych myśli i spostrzeżeń. Ostrzegam tylko, że emocje ciągle buzują ;).
Ekipa GTK Gliwice odwiedziła włocławską Halę Mistrzów i zebrała dość srogie lanie. Nie chcę zabrzmieć zbyt brutalnie, ale Anwil zniszczył przyjezdnych 88:63. Spokojnie, bez problemów, z pełną kontrolą – tak wyglądał ten mecz. Najważniejsze, że nie było potrzeby forsowania czołowych zawodników, bo „Rottweilery” nie dopuściły do niepotrzebnej nerwówki. Od samego początku narzuciliśmy własne warunki gry i przez całe spotkanie nie pozwoliliśmy GTK dojść do głosu. Sympatyczne zwycięstwo w spacerowym rytmie. Tak powinny wyglądać pojedynki z dołem tabeli!
W Poniedziałek Wielkanocny nie zabrakło koszykarskich emocji, bo przeżywaliśmy derbowe starcie z Astorią Bydgoszcz. Na szczęście Anwil nie zepsuł nam świątecznego nastroju i pewnie pokonał lokalnego rywala 97:81. Pierwsza połowa przebiegła jeszcze w wyrównanym rytmie, ale druga część gry to był już odjazd „Rottweilerów”. Włocławska ekipa weszła na wyższe obroty i lokalny rywal przestał nadążać. Momentami obserwowaliśmy prawdziwą zabawę na parkiecie ze sporą ilością bardzo efektownych akcji.
Marzec jest już historią, więc pora nadrobić zaległości i wybrać MVP za ten okres. Anwil rozpoczął miniony miesiąc bardzo niemrawo, bo zanotowaliśmy trzy porażki. Później było już jednak znacznie lepiej i „Rottweilery” wygrały cztery kolejne spotkania. W pięknym stylu wywalczyliśmy awans do półfinału FIBA Europe Cup, wykonaliśmy ważny krok w stronę finału oraz dołożyliśmy dwa zwycięstwa w PLK. Jak widać, to był całkiem niezły miesiąc dla naszego klubu.
Kto tym razem zasłużył na tytuł MVP? Chyba nikogo nie zaskoczę, bo to wyróżnienie otrzymuje ode mnie Victor Sanders.
Lekko nie było, ale ostatecznie Anwil wygrał kolejne spotkanie. Twarde Pierniki Toruń okupują ostatnie miejsce w tabeli i sytuacja naszych sąsiadów nie jest kolorowa. Pomimo tego wybiegli na parkiet Hali Mistrzów z wielką wolą walki. Grali niezwykle ambitnie i sprawili nam sporo trudności. To nie była łatwa przeprawa dla „Rottweilerów”, ale na szczęście w odpowiednim momencie przyszło otrzeźwienie, przycisnęliśmy i ostatecznie wygraliśmy 86:79. Zwycięstwo cieszy, chociaż dyspozycja Anwilu nie dostarczyła tym razem zastrzyku optymizmu.
Sporo czasu minęło od ostatniego występu Anwilu w półfinale europejskich pucharów. To już 21 lat! Wtedy graliśmy w 1/2 finału Pucharu Saporty, a teraz osiągnęliśmy ten sam etap, ale w FIBA Europe Cup. Poziom niby zupełnie inny, ale i tak odczuwam ogromną radość oraz dumę. Szczególnie że wywalczyliśmy ten awans po koncertowej grze.
W ćwierćfinale „Rottweilery” nie miały łatwej przeprawy, bo Gaziantep Basketbol to nie jest drużyna z przypadku. Pierwszy mecz w Hali Mistrzów potwierdził tę opinię. Walczyliśmy, ale minimalnie polegliśmy, więc do rewanżu w Turcji na pewno nie przystępowaliśmy w roli faworyta. Anwil kolejny raz udowodnił jednak, że jest nieobliczalny i rozegrał niesamowite spotkanie! Gaziantep był chyba zaskoczony takim obrotem spraw, bo przez większość meczu stanowił jedynie tło dla naszej ekipy. Ostatecznie zwyciężyliśmy 75:91 i tym samym trafiliśmy do najlepszej czwórki tych europejskich rozgrywek. BRAWO!
Sytuacja Anwilu już od dawna nie była optymistyczna, a teraz jest jeszcze gorsza. Graliśmy na wyjeździe bardzo ważny mecz z Czarnymi Słupsk, no i nie sprostaliśmy temu wyzwaniu. Gospodarze wygrali z nami 85:73. To nie tylko kolejna porażka, bo polegliśmy z bezpośrednim rywalem w walce o Play-Off. Co gorsze, straciliśmy także przewagę „małych punktów” w dwumeczu z Czarnymi, gdyż we Włocławku wygraliśmy tylko +9.
„Rottweilery” mają obecnie bilans 10-12 i droga do ósemki jest już naprawdę wąska…