Chwila uśmiechu w Hali Mistrzów

Sytuacja Anwilu nie napawa ostatnio optymizmem. „Rottweilery” przegrały stanowczo zbyt wiele meczów i to w podobnym stylu. Nasza drużyna jest trapiona przez problemy, które ciężko ukryć. Na chwilę zapomnijmy jednak o tym wszystkim, co przykre, bo mamy sympatyczny powód. Do Hali Mistrzów zawitała węgierska ekipa Egis Kormend w ramach kolejnego spotkania FIBA Europe Cup. Włocławek nie był zbyt gościnnym miejscem dla „Madziarów”, bo nasi rywale zostali totalnie rozbici! Anwil zwyciężył aż 88:58.

Bartosz ŁazarskiFOTO: fiba.basketball

Przyjemnie, ale ciężko pisać o takim meczu. Dlaczego? A no dla tego, że to było granie „do jednego kosza”. Na szczęście to nasza ekipa totalnie zdominowała wydarzenia na parkiecie i dzięki temu pozwoliła nam wszystkim trochę odetchnąć oraz wywołała lekki uśmiech. Anwil po prostu zniszczył gości z Węgier!

Od samego początku kontrola była po naszej stronie. Egis prowadził zaledwie przez chwilę podczas pierwszej kwarty. Dosłownie przez chwilę, bo utrzymali jednopunktową przewagę przez jakieś 35 sekund. Później mogli jedynie oglądać naszą ucieczkę. Każda mijająca minuta tylko podkreślała różnicę klas dzielącą oba zespoły. Ostatecznie odprawiliśmy rywali efektownym „trzydziestakiem”, a należy przy tym podkreślić, że nie rozegraliśmy idealnego spotkania. Nie brakowało w naszej grze momentów lekkiego przestoju. Pomimo tego, goście z Kormend, nawet przez chwilę nie stanowili zagrożenia dla „Rottweilerów”.

Anwil był zespołem lepszym niemal w każdym elemencie. Najbardziej cieszy bardzo solidna skuteczność naszych koszykarzy, bo to przecież wielka bolączka włocławskiej ekipy w obecnym sezonie. Tym razem trafialiśmy na poziomie 18/34 (52,9%) za dwa oraz 12/26 (46,2%) za trzy. Warto zwrócić również uwagę na to, jak sprawnie funkcjonował nasz szybki atak. Kontrataki dostarczyły nam w sumie 23 punkty.

Nie chcę być złośliwy ani uszczypliwy, ale Egis na naszym tle wyglądał niczym zespół z innej ligi. Nic nie byli w stanie nam zrobić. Włocławska defensywa stanowiła dla nich mur nie do przejścia. Jestem usatysfakcjonowany z funkcjonowania tego elementu w grze Anwilu. Węgrzy nie potrafili zdobyć żadnego punktu przez 4,5 minuty drugiej kwarty. Chyba jeszcze gorzej wypadli w ostatniej odsłonie. „Rottweilery” zanotowały w tym czasie serię 17:1. Gracze z Kormend nie trafili rzutu z gry przez ponad 6 minut. Czasami wybieraliśmy piłki rywalom jak na zawołanie. Efekt to aż 15 przechwytów po naszej stronie.

Trener Przemysław Frasunkiewicz desygnował do gry całą jedenastkę graczy, którą miał tego dnia do dyspozycji. Jedynie Szymon Szewczyk nie zapisał żadnego punktu na swoim koncie. Aż sześciu Anwilowców zakończyło zawody z „dwucyfrówką”. Najlepszym strzelcem „Rottweilerów” był Josh Bostic, który zanotował 19 punktów oraz 8 zbiórek. Amerykanin miał tym razem dobrze skalibrowany celownik, bo ustrzelił 4/7 z dystansu, co należy odebrać jako pozytyw, patrząc na problemy, które trapią tego weterana. Interesujący występ ma za sobą Kamil Łączyński. Kapitan dołożył ważną cegiełkę do tego pokaźnego zwycięstwa i zapisał na swoim koncie bardzo ciekawe cyferki. „Łączka” zanotował 11 punktów, 9 asyst oraz 8 przechwytów. Oj szkoda, że tak niewiele zabrakło do dość nietypowego triple-double. To byłaby dopiero historia!

Szczególnie cieszy jednak postawa naszej młodzieży oraz zawodników z drugiego planu. Dawid Słupiński otrzymał ponad 15 minut i był naprawdę przydatny, bo zanotował 10 punktów oraz 3 zbiórki. Zaryzykuję stwierdzenie, że to był najlepszy występ podkoszowego w tym sezonie. Wspomnę jeszcze, że trafił swoją pierwszą trójkę w barwach Anwilu. Jeśli chodzi o tych młodszych, to Marcin Woroniecki ponownie miał bardzo dobre momenty i uzbierał 11 punktów. Jeszcze więcej radości dostarczył chyba Bartosz Łazarski. Przebojowy nastolatek nie zwalnia! Wybiegł na parkiet w końcówce spotkania, ale i tak zdołał zrobić sporo szumu. Najpierw bardzo pewnie wykorzystał dwa rzuty wolne, a chwilę później niezwykle odważnie wjechał na kosz. Takim sposobem swój debiut w europejskich pucharach uczcił zdobyciem 4 punktów. Trzymam kciuki za tego dzieciaka!

To zwycięstwo dało nam sporo radości i to miła odskocznia od wszechobecnych problemów. Wszyscy tego potrzebowaliśmy, zarówno my kibice, jak i zawodnicy. Taki powiew luzu w trudnych czasach. Nie myślmy jednak, że wszystkie problemy Anwilu nagle zniknęły w magiczny sposób. Rozgromienie Egis Kormend, choć było przyjemne, to nie uleczyło „Rottweilerów”. Może jednak pozytywnie wpłynąć na morale, a to jest ważny czynnik w budowaniu dalszych sukcesów. Oby tak było, bo przed nami kolejne wyzwania. WALCZYMY DALEJ!

Jedna odpowiedź do “Chwila uśmiechu w Hali Mistrzów”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.