Almeidomania

Ivan Almeida. Nazwisko, które elektryzuje praktycznie całą koszykarską Polskę. Szczerze mówiąc, myślałem, że „El Condor” będzie pojawiał się na łamach mojego bloga już tylko przy okazji wspominek. Życie jednak zaskakuje i kolejny raz się o tym przekonałem. Almedia wrócił do Anwilu, a towarzyszył temu niesamowity szum.

Ivan AlmeidaFOTO: Andrzej Romański / plk.pl

Bez wątpienia Almeida zapisał się złotymi zgłoskami w naszej historii. W sezonie 2017/2018 okazał się naszym liderem i gwiazdą całej ligi. Podkreśleniem tego było wyróżnienie nagrodą MVP sezonu regularnego. W bogatej historii włocławskiej koszykówki był dopiero drugim koszykarzem, który dostąpił tego zaszczytu. Pierwszy to Igor Griszczuk w sezonie 1992/1993, czyli jak widać, „El Condor” dołączył do elitarnego i wręcz legendarnego grona.

Almeida nie tylko poprowadził nas do wielu zwycięstw, ale również niezwykle elektryzował kibiców swoją grą. Przyznam szczerze, że nie pamiętam aż tak efektownego zawodnika w naszych barwach. „El Condor” zaskakiwał dynamiką i niesamowitymi wsadami, a fani na całym świecie kochają taką grę. Włocławscy sympatycy koszykówki dlatego pokochali też Ivana, który potrafił prezentować zagrania „z innej bajki”. Na dodatek Almeida miał bardzo dobry kontakt z fanami, a to działało tylko na korzyść wzajemnych relacji. Był też typem gwiazdy. Takich koszykarzy albo się kocha, albo nienawidzi. W związku jednak z tym że grał w naszej koszulce, to wybór był oczywisty.

Ivan nigdy jednak nie był koszykarzem perfekcyjnym. Niektórych mogło denerwować to jego „gwiazdorstwo” oraz lekkomyślność na parkiecie. Czasami aż za bardzo brał ciężar gry na swoje barki i miewał problemy z podejmowaniem odpowiednich decyzji na parkiecie. Biorąc jednak pod uwagę, że zdecydowanie wybijał się na tle drużyny (oraz ligi) i należał do mistrzowskiej ekipy, to w ogólnym rozrachunku wychodził na plus w świadomości włocławskiego kibica.

Po niesamowitym sezonie nie udało się jednak zatrzymać „El Condora” we Włocławku. Rozeszło się o wymagania finansowe i to podobno dość znacznie. Almeida ostatecznie wyfrunął do BC Kalev. Miałem wrażenie, że kibice Anwilu żałują tego ruchu, ale bez jakieś przesady. Pojawiła się wiara w nowy zespół, a w pamięci pozostały „boiskowe grzeszki” Ivana. Często można było nawet spotkać się z komentarzami w stylu: „Simon > Almeida”. Do czasu…

W grze „nowego” Anwilu można było zauważyć pewne braki. Im dłużej trwał taki stan, tym częściej wspominano Ivana. Jakby te jego złe zagrania przepadły w dolinie zapomnienia, a te wszystkie dobre cechy zostały jeszcze bardziej uwypuklone. Czas tylko potęgował to zjawisko.

Prawdziwe szaleństwo zaczęło się, gdy pojawiły się pierwsze plotki o możliwości ponownego zatrudnieniu Ivana. Almeida leczył kontuzje i jego przyszłości w Estonii stanęła pod znakiem zapytania, a ostatecznie drogi „El Condora” i BC Kalev całkowicie się rozeszły. Wtedy włocławskie szaleństwo wybuchło na dobre. Można było odnieść wrażenie, że większość kibiców chce znowu Almeidę i to za wszelką cenę. Aby pomóc w urzeczywistnieniu tego marzenia, została zorganizowana nawet internetowa zbiórka pieniędzy (cały czas trwa!). Coś niesamowitego i niespotykanego!

Szaleństwo wkroczyło na jeszcze wyższy poziom, gdy powrót Almeidy został oficjalnie potwierdzony. Niektórych włocławskich fanów ogarnęła wręcz ekstaza. Pewne grupa wybrała się nawet na warszawskie lotnisko, aby już tam przywitać naszą gwiazdę.

Almeida znalazł się w składzie meczowym już kilka godzin po wylądowaniu w Polsce. Podczas prezentacji trybuny bardzo głośno przywitały Kabowerdyńczyka i nie brakowało też specjalnie przygotowanych transparentów. Jeszcze większa wrzawa wybuchła podczas pierwszej kwarty, gdy Almedia pojawił się na parkiecie. Kibice otrzymali swoją gwiazdę i wylewał się z nich entuzjazm, którego nie sposób było okiełznać. „El Condor” mógł poczuć się jak prawdziwa gwiazda i to na poziomie wielkich gwiazd rocka w latach świetności. Brakowało, tylko żeby jakaś fanka rzuciła swój stanik na parkiet ;).

We Włocławku zapanowała prawdziwa „Almeidomania” i przyznam szczerze, że jestem bardzo zaskoczony skalą tego zjawiska. W naszej bogatej historii mieliśmy wielu świetnych zawodników. Nie brakowało prawdziwych ulubieńców kibiców. Wielu z nich wracało do naszego klubu i wywoływało tym uśmiechy na tysiącach twarzy. ŻADEN jednak nie wywołał takiego zjawiska jak „El Condor”! To prawdziwy FENOMEN, który jest możliwy chyba tylko we Włocławku. Kolejny dowód obrazujący, jak wielką miłością do koszykówki pałają ludzie ze stolicy Kujaw.

Almeida raczej też nie znajdzie drugiego miejsca, gdzie będzie aż tak uwielbiany. Mam tylko nadzieję, że ten cały szał nie przytłoczy Ivana. Wydaje się, że Kabowerdeńczyk lubi być w centrum uwagi, ale przecież wszystko ma swoje granice.

Almeida posiada cechy, za które można go uwielbiać. W mojej ocenie jest koszykarzem zdecydowanie ponad przeciętnym. Zaliczyłbym go do grona jednego z lepszych w naszej historii. Widzę w nim również cechy, które mogą bardzo pomóc obecnemu Anwilowi. Nie mogę jednak wymazać z pamięci niektórych jego lekkomyślnych zagrań i trochę mnie martwi, że jeszcze niedawno leczył kontuzję. Dlatego „Almeidomania” jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Niektórzy widzą w Ivanie wręcz zbawcę naszej koszykówki. Takiego Michaela Jordana na miarę PLK. Do całego zjawiska podchodzę z dystansem, ale nie obrażę się, jeśli tak rzeczywiście będzie. Wierzę, że Almeida będzie dla nas wzmocnieniem, ale nie wiem, czy sprosta wszystkim oczekiwaniom włocławskich fanów…

Zastanawia mnie jednak jaki kierunek obierze ta cała „Almeidomania”, jeśli Almeida nie spełni pokładanych nadziei? Mam nadzieję, że nie będę musiał się o tym przekonywać i odpowiedź na to pytanie nie opuści sfery moich domysłów ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.