Niemoc w Pucharze Polski

Arka Gdynia w obecnym sezonie nie jest dla nas wygodnym rywalem. W lidze dwukrotnie ulegliśmy ekipie z Trójmiasta. Los dał nam kolejną szansę i zetknął nasze drużyny w Pucharze Polski. Do trzech razy sztuka? Nie w tym przypadku. Arka była zdecydowanie lepsza i Anwil musiał wracać „na tarczy” oraz zapomnieć o kolejnym trofeum do gabloty. Spotkanie zakończyło się wynikiem 80:84, ale ten rezultat z całą pewnością nie oddaje dominacji naszych rywali.

Ginyard i Zyskowski (Anwil - Arka)FOTO: Andrzej Romański / plk.pl
Marcus Ginyard i Jarosław Zyskowski

  1. Anwil grał źle. Bardzo źle. Miałem wrażenie, że zabrakło nam determinacji. Nie walczyliśmy, tak jak powinniśmy.
  2. Najbardziej było to widoczne w ataku. Konstruowaliśmy akcje bardzo powoli i statycznie. Dużo gry tyłem do kosza. Nie było odpowiedniego zaangażowania i pomysłu. Odbiło się to na naszej skuteczności. Trafialiśmy z gry na poziomie 38 %, a jeszcze gorzej było z dystansu, bo zaledwie 21 %.
  3. Przycisnęliśmy dopiero w samej końcówce. Arka troszkę się rozluźniła i staraliśmy się to wykorzystać. Na cud i zmianę losów tego meczu to jednak nie wystarczyło, ale chociaż końcowy wynik wygląda znacznie lepiej. Gdynianie dominowali i ten rezultat nie oddaje ich przewagi, ale może za kilka lat ludzie będą pamiętali tylko te końcowe cyferki ;).
  4. Wydawało się, że tym razem mamy większe szanse z Arką, bo skład naszych rywali był strasznie okrojony przez kontuzje. To jednak nie pomogło. W niebieskich koszulkach cały czas biegali gracze, którzy niemal w pojedynkę są w stanie wygrywać spotkania. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Zostaliśmy rozstrzelani przez czterech zawodników, którzy zdobyli aż 83 punkty dla swojej ekipy, czyli 98,8 % całej zdobyczy! W punktach z ławki wygraliśmy 46:0, ale co z tego?
  5. Jedyny brakujący punkcik dorzucił Adam Łapeta z linii rzutów wolnych. Center Arki nie był zbyt aktywny w ofensywie, ale i tak sprawiał nam dużo problemów bliżej obręczy. Momentami stanowił mur nie do przejścia. Zaliczył 9 zbiórek3 bloki. Nasz niezawodny Josip Sobin miał spore problemy z punktowaniem przy tym kolosie. Aż przypomniały się zeszłoroczne finały.
  6. Pierwszym z tej ofensywnej czwórki Arki był bez wątpienia Marcus Ginyard. Amerykanin z przeszłością w Anwilu niedawno dołączył do Arki i dał nam pokaz swoich umiejętności. Wspierał swój zespół w praktycznie każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Grał bardzo inteligentnie i wykorzystywał nasze błędy. Jego dorobek to 26 punktów9 zbiórek. Na dodatek trafiał na świetnej skuteczności – 7/10 z gry11/12 z wolnych.
  7. Kolejny z tej wielkiej czwórki również jest nam doskonale znanyDeividas Dulkys przypomniał o swoich umiejętnościach strzeleckich i zaaplikował nam 20 punktów, a do tego dołożył 6 zbiórek. Dla Litwina to był jeden z najlepszych meczów w barwach Arki.
  8. James Florence jest kolejnym graczem, który urządził sobie prywatne show na tle naszego Anwilu. Ciężko było zatrzymać Amerykanina. Efekt? 22 punkty, 8 asyst5 zbiórek. Wszystko okraszone jeszcze tymi jego szalonymi trójkami.
  9. Jakub Garbacz był prawdziwą rewelacją zeszłego sezonu. Sami zresztą przekonaliśmy się o jego umiejętnościach snajperskich. W obecnych rozgrywkach jego efektywność jednak drastycznie spadła, ale w meczu z Anwilem przypomniał sobie jak zdobywać punkty. Uzbierał ich 15 (4×3) i tym samym rozegrał swoje najlepsze spotkanie w sezonie i dołączył do wielkiej czwórki, która rozstrzelała nasz zespół.
  10. Naszym najlepszym strzelcem był Michał Michalak, który zdobył 16 punktów i dołożył 6 zbiórek. To był naprawdę solidny mecz naszego obwodowego, ale nie był w stanie przejąć spotkania. Zabrakło do tego bardzo wiele.
  11. Bardzo dobre wejście zanotował Szymon Szewczyk (11 pkt). Walczył i dał w pewnym momencie impuls drużynie.
  12. Na plus zagrał także Jarosław Zyskowski. „Zyziu” robił swoje i nie można mieć do niego pretensji. Jego dorobek to 10 punktów6 zbiórek.
  13. Podczas turnieju o Puchar Polski w naszych barwach miał zadebiutować Olek Czyż. Niestety, doznał przed spotkaniem jakiegoś urazu… Nie ma co, dobry start zawodnika, który ostatnie lata głównie spędził w gabinetach lekarskich…
  14. Zaskoczyło mnie natomiast, że do gry wrócił Walerij Lichodiej. Podejrzewałem, że jeszcze trochę odpocznie od koszykówki. Tymczasem Rosjanin zameldował się na parkiecie i zdobył nawet 8 punktów.
  15. Arka to naprawdę bardzo mocny zespół. Nawet mimo kontuzji niezwykle ważnych graczy potrafią pokazać klasę. Nie leży nam ten zespół. Mają na nas odpowiedź praktycznie na każdej pozycji. W ogóle mam wrażenie, że trener Przemysław Frasunkiewicz lubi grać przeciwko Igorowi Miliciciowi. Potrafił sprawiać nam spore problemy jeszcze za czasów Asseco. Mam nadzieję, że kolejny mecz z gdyńskim zespołem zagramy dopiero w przyszłym sezonie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.