Latem A.J. Slaughter podpisał kontrakt z Anwilem i ten transfer wywołał spory szum. Nic dziwnego, bo to przecież zawodnik niezwykle zasłużony dla naszego kraju. Jedni widzieli w byłym reprezentancie Polski nową gwiazdę PLK, która pociągnie zespół do walki o najwyższe cele. Inni z kolei szybko wystawili mu łatkę „przepłaconego weterana”, który przyjeżdża po spokojną emeryturę i solidną wypłatę, bo przecież za kilka miesięcy skończy 38 lat.
Jak jest w rzeczywistości? Slaughter notuje obecnie średnio 10,1 punktu, 1,8 asysty oraz 1,6 zbiórki. Może nie są to liczby, które „zamykają ligę”, ale to wciąż solidny poziom.
Kluczowe wydaje się jednak to, co wydarzyło się ostatnio.
Po zmianie trenera zacząłem dostrzegać subtelną, ale bardzo istotną zmianę w grze Slaughtera. A.J. zaczął grać odważniej, bardziej agresywnie oraz z większym zaangażowaniem w różnych aspektach gry, nie tylko rzutowych.
FOTO: Andrzej Romański / plk.plNajlepiej pokazują to… rzuty wolne. W pierwszych dwunastu meczach sezonu Slaughter stanął na linii rzutów wolnych łącznie zaledwie trzy razy. To daje absurdalnie niską średnią 0,25 rzutu wolnego na mecz.
Pod wodzą trenera Ronena Ginzburga sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W sześciu dotychczasowych spotkaniach A.J. oddał już łącznie 11 rzutów wolnych, co daje średnio 1,83 próby na mecz. To skok ponad siedmiokrotny. Przypadek? Raczej nie.
Podobny trend widać w liczbie wymuszonych przewinień. Wcześniej Slaughter wymuszał średnio 0,75 faulu na mecz. Teraz ta wartość podskoczyła do około 1,5.
Ciekawie wygląda też kwestia zbiórek. Wiadomo, że przy wzroście 191 cm nie ma sensu oczekiwać od Slaughtera twardej walki na tablicach. W pierwszej części sezonu faktycznie notował zaledwie 1 zbiórkę na mecz. Po zmianie na ławce trenerskiej pokazał jednak, że nawet w tym elemencie potrafi dołożyć coś od siebie i podczas ostatnich spotkań zaliczał średnio 2,5 zbiórki.
To niby tylko delikatne różnice, ale można odnieść wrażenie, że Slaughter bardzo dobrze czuje się w „nowym Anwilu”. Ostatni mecz tylko to potwierdził, bo przypomnę, że zanotował w Gdyni 18 punktów oraz 5 zbiórek i był jednym z najbardziej widocznych graczy na parkiecie.
Pochodzący z Kentucky koszykarz już raczej nie zdominuje PLK, ale wierzę, że nasza ekipa będzie miała jeszcze sporo pożytku z jego gry. Slaughter nadal ma świetnie ułożoną rękę, a ja uwielbiam patrzeć jak rzuca, bo to po prostu czysta estetyka, a jeśli regularnie będzie jeszcze dokładał tę większą aktywność, to można patrzeć w przyszłość z optymizmem. Nie jest już młody, ale jak mówi klasyk – rzutu nie przepijesz 😉 .
