Prawdziwy generał i wojownik z Inowrocławia

Jakich koszykarzy kibice cenią najbardziej? Najskuteczniejszych? Na pewno, ale ta odpowiedź jest aż zbyt oczywista. Ja dodałbym do tego jeszcze pewne cechy charakteru – zadziorność czy waleczność. Nigdy nie miałem problemu z zaakceptowaniem porażki, ale zawsze niesamowicie bolał mnie brak odpowiedniego zaangażowania. Podejrzewam, że nie jestem osamotniony w takiej opinii. Dlatego do serc fanów basketu najszybciej trafiają zawodnicy, którzy swoje osiągi popierają właśnie walecznością. Do tej elitarnej grupy z całą pewnością należał Krzysztof Szubarga.

Popularny „Szubi” zakończył swoją ciekawą karierę po minionym sezonie. Ta decyzja wywołała spore poruszenie w całej koszykarskiej Polsce. Nic dziwnego, bo Szubarga, przez te wszystkie lata, wywalczył sobie ten szacunek na parkiecie. Przez kilka sezonów „Generał” reprezentował barwy naszego Anwilu, więc to dobra okazja, aby przypomnieć sylwetkę tego zawodnika. Szczególnie że włocławscy fani bardzo ciepło wspominają jego dokonania.

Krzysztof SzubargaFOTO: alchetron.com
Krzysztof Szubarga

Noteć w sercu

Szubarga pochodzi z nieodległego Inowrocławia. Obecnie nie ma tam żadnego rozwiniętego ośrodka koszykarskiego, ale swego czasu „miasto na soli” miało bogate tradycje związane z tą piękną dyscypliną. Nic dziwnego, że „Szubi” szybko pokochał miejscową Noteć. Zaczynał jako fanatyczny kibic, który nie szczędził gardła na trybunach, a następnie sam rozpoczął treningi.

Jego debiut w PLK nastąpił podczas sezonu 2001/2002. Był wówczas jeszcze nastolatkiem, więc grywał jedynie epizody. Z roku na rok odgrywał jednak coraz większą rolę. W rozgrywkach 2004/2005 notował już bardzo ciekawe statystyki – 12,3 punktów, 4 asysty, 2,6 zbiórek czy 1,6 przechwytów.

Rok później nad inowrocławską koszykówką zawisły bardzo ciemne chmury, więc Szubarga musiał wyfrunąć z rodzinnego miasta, aby poszukać nowych wyzwań. Takim sposobem trafił do przebojowego beniaminka ze Świecia. Polpak zbudował wówczas bardzo ciekawą ekipę, która dotarła do półfinału. W walce o finał nie mieli jednak większych szans z naszym Anwilem, a brązowy medal przegrali z Czarnymi Słupsk. Szubarga był jednak ważnym ogniwem w tej interesującej przygodzie (8,9 pkt; 3,1 as; 1,6 prz).

Szlify w I lidze

Do dzisiaj nie wiem dlaczego, ale Szubarga w sezonie 2006/2007 przeniósł swój talent na zaplecze ekstraklasy. Jedyne wytłumaczenie to chyba fakt, że powrócił do rodzinnego miasta, ale tym razem podpisał kontrakt ze Sportino. Ta ekipa miała spore ambicje, aby odbudować inowrocławską koszykówkę. W pewnym momencie byli już o krok od awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej, więc wszystko szło zgodnie z planem. Rywalem Sportino był Górnik Wałbrzych. W dwóch pierwszych meczach, na terenie rywala, inowrocławska ekipa odniosła dwa zwycięstwa! Potrzebowali już tylko jednej wygranej do osiągnięcia wyznaczonego celu. Podczas trzeciego spotkania Szubarga miał decydującą piłkę w swoich rękach, ale jego wejście na kosz nie przyniosło sukcesu i Sportino przegrało 62:63. Po kolejnym meczu w Inowrocławiu ekipa Górnika doprowadziła do remisu w serii. W piątym spotkaniu wałbrzyski zespół już w pełni wykorzystał przewagę własnego parkietu i wywalczył awans kosztem rywali.

Cel klubu nie został spełniony, ale pod względem indywidualnym to był bardzo udany sezon w wykonaniu „Szubiego”. Można było odnieść wrażenie, że I liga to zdecydowanie zbyt niski poziom dla tego rozgrywającego. Szubarga notował 19,5 punktów, 5,3 asyst, 2,9 zbiórek oraz 2,5 przechwytów. Tak dobra forma zaowocowała przyznaniem nagrody MVP.

Szybki powrót do PLK

W efekcie „Generał” nie narzekał na brak ofert. Miał jednak podstawowe wymagania – solidna dawka minut oraz najwyższa klasa rozgrywkowa. Zatęsknił za PLK i wiedział, że tylko na tym poziomie może dalej rozwijać swoją karierę. Takim sposobem trafił do Polonii Warszawa. „Czarne Koszule” nie należały już do ligowej czołówki, ale cały czas była to solidna ekipa. Jak „Generał” poradził sobie w elicie po rocznym rozbracie? Solidnie – 9,9 punktów, 4 asysty, 2,4 zbiórki oraz 1,8 przechwytów.

Po takim sezonie nie miał już zamiaru robić kolejnego kroku w tył i brał pod uwagę tylko dalszą grę wśród najlepszych. W 2008 roku pracodawcą „Szubiego” została Stal Ostrów Wielkopolski. Kolejna solidna marka w jego CV. Mam wrażenie, że w barwach „żółto-niebieskich” Szubarga wszedł na jeszcze wyższy poziom. Był jeszcze bardziej pewny siebie i przebojowy. Statystyki tylko to potwierdzały, bo „Generał” notował średnio na mecz 12,3 punktów, 4,5 asysty, 3,5 zbiórki oraz 1,9 przechwytów.

Czas na medale!

Przez te wszystkie lata Szubarga zbudował swoją pozycję w ligowej rzeczywistości. Dotychczas grał jedynie w średnich lub słabych drużynach, ale cały czas był młodym koszykarzem, który ciągle robił wyraźne postępy. Kwestią czasu pozostawało, gdy jakaś ekipa z czołówki sięgnie po przebojowego inowrocławianina. Ta chwila nastąpiła bardzo szybko, bo przed sezonem 2009/2010 odebrał telefon z Anwilu. Dla „Szubiego” to na pewno było wielkie wydarzenie, bo otrzymał propozycję z klubu, który był dość bliski jego sercu. Przypomnę, że w przeszłości relacje kibiców na linii Inowrocław-Włocławek były bardzo pozytywne. Szubarga za młodu bywał nawet na meczach w naszym mieście. Dlatego nie miał najmniejszych oporów, aby przyjąć ofertę Anwilu.

Otrzymane zaufanie Szubarga odpłacił w najlepszy możliwy sposób – na parkiecie. Praktycznie od samego początku „kupił” kibiców swoim zaangażowaniem. „Generał” zostawiał serce na boisku i potrafił pociągnąć za sobą resztę zespołu.

We wspominanych rozgrywkach Anwil dotarł aż do finału. W walce o złoto nie mieliśmy większych szans i przegraliśmy z Prokomem „do zera”, ale stawialiśmy zawzięty opór. Każde spotkanie w tej serii to była prawdziwa batalia. Polegliśmy, ale „Rottweilery” pokazały charakter, a Szubarga miał w tym spory udział, bo w całym sezonie notował 11,2 punktów, 6,8 asyst, 2,8 zbiórek1,7 przechwytów. We Włocławku przyjęliśmy to srebro jako sukces, a „Szubi” też był na pewno zadowolony z pierwszego medalu w swojej kolekcji.

Najczęściej apetyt rośnie w miarę jedzenie i tak było też w przypadku „Generała”. Dlatego swoją koszykarską podróż kontynuował w ekipie Asseco Prokom Gdynia. To był wtedy mocarny zespół. Prawdziwy hegemon na naszym podwórku. W tym gwiazdozbiorze Szubarga uzyskał jedne z gorszych statystyk w całej karierze (7,2 pkt; 3,4 as; 2,3 zb), ale nikogo to raczej nie zaskoczyło. Trójmiejska ekipa dysponowała wówczas bardzo szerokim składem i każdy zawodnik miał do odegrania swoją rolę. Najważniejsze, że Asseco sięgnęło po kolejne mistrzostwo, które było pierwszym i zarazem ostatnim w karierze „Szubiego”.

Powrót do Włocławka

Szubarga miał już wymarzone złoto w swojej kolekcji, więc przed sezonem 2011/2012 powrócił do Włocławka i spędził w naszym zespole kolejne dwa lata. Pod względem sukcesów drużynowych to nie był owocny okres. „Szubi” cały czas jednak czarował, a mam nawet wrażenie, że bardziej niż dotychczas. W sezonie 2011/2012 notował 11,9 punktów, 4,3 asysty, 3,3 zbiórki oraz 1,7 przechwytów. W kolejnych rozgrywkach było jeszcze lepiej – 12,7 punktów, 5,5 asyst, 3,4 zbiórki1,4 przechwytów.

Wiadomo jednak, że cyferki nie grają. Szubarga to w moim odczuciu koszykarz, który pomimo naprawdę solidnych osiągów statystycznych, większy podziw budził ogólną postawą, której nie wyrażą żadne liczby. Jaki na parkiecie był „Generał”? Tego stylu nie można zapomnieć! Szubarga był prawdziwym liderem i kapitanem. Nigdy nie odpuszczał i zawsze był maksymalnie zaangażowany. Krótko mówiąc, to prawdziwy przywódca z charakterem, który można rozdzielić na kilka zespołów. Wspominając te wszystkie cechy, nie można pominąć jeszcze jednej kwestii. „Szubi” nie dysponuje imponującymi warunkami fizycznymi, bo mierzy zaledwie 178 cm wzrostu. To nie była jednak przeszkoda, aby wyprawiać na parkiecie wręcz szalone rzeczy. Często bazował na swojej szybkości i potrafił zaskakiwać niekonwencjonalnymi akcjami. Dynamiczne i odważne wjazdy na kosz, przekładanie piłki pod nogami, zaskakujące podania czy trójki sprzed nosa rywala. Takie show było czymś naturalnym w wykonaniu „Szubiego”! Niby zwykły chłopak z Inowrocławia, a momentami prezentował styl kojarzony raczej z ulicznymi boiskami w USA.

Swego czasu wspominałem już, jak Szubarga został „katem Trefla”. Tego też nigdy nie zapomnę, bo to były po prostu wielkie rzuty. Tak samo nigdy nie zapomnę ogólnej postawy tego zawodnika, bo tym wywalczył wieczny szacunek wśród kibiców. Żałuję, że już nigdy nie przywdział koszulki Anwilu, bo przez wiele lat żywiłem jeszcze taką nadzieję.

Ukraiński epizod

Szubarga przed sezonem 2013/2014 wyrażał chęć kontynuowania kariery we Włocławku, ale nasz ówczesny trener, Milija Bogicević, nie był do końca przekonany do dalszej współpracy z polskim rozgrywającym. Konkretów brakowało, a rozpoczęcie kolejnych rozgrywek nadchodziło wielkimi krokami. „Szubi” musiał podjąć decyzję, więc ostatecznie postanowił wyjechać na wschód i podpisał kontrakt z ukraińskim MBK Mikołajów. Nowy kraj, nowa liga i otoczenie, ale „Generał” pozostał ten sam. Odgrywał ważną rolę w zespole i notował średnio na mecz 12,2 punktów, 6,2 asyst, 3,9 zbiórek oraz 1,4 przechwytów. Co ciekawe, kolegą klubowym „Szubiego” był wtedy Kervin Bristol, który dwa lata później podpisał kontrakt z Anwilem.

Poza granicami naszego kraju charakter „Szubiego” też dał o sobie znać. Trener MBK uczynił z naszego rodaka kapitana drużyny! Szubarga otrzymał to wyróżnienie jako gracz zagraniczny, który dopiero dołączył do zespołu. Niesamowite osiągnięcie, ale na pewno nieprzypadkowe. Opaskę musiał oddać doświadczony Ukrainiec, który spędził w tej ekipie wiele lat. To tylko podkreśla niezwykłość tego wyróżnienia. Szkoleniowiec stwierdził, że Szubarga lepiej sprawdzi się w tej roli, a ja wcale nie jestem zaskoczony tą decyzją.

„Generał” grając na Ukrainie nie mógł narzekać na zarobki, formę też utrzymywał na bardzo solidnym poziomie, był powszechnie szanowany, a MBK utrzymywało pozycję w środku stawki. Wszystko wyglądało naprawdę obiecująco, ale ten piękny sen został niestety przerwany. Sytuacja polityczna u naszych wschodnich sąsiadów stawała się coraz mniej stabilna. Wielu zagranicznych graczy opuściło ligę ukraińską i do tego grona, ze względów bezpieczeństwa, dołączył również Szubarga.

AZS Koszalin i kontuzje…

W takiej sytuacji wybrał powrót do ojczyzny i podpisał umowę z AZS Koszalin, czyli z klubem, który już od dawna był bardzo mocno zainteresowany angażem „Szubiego”. Napięta sytuacja na Ukrainie spowodowała, że wreszcie dopięli swego. Końcówka rozgrywek 2013/2014 była udana w wykonaniu „Generała”. Rozegrał 11 meczów i notował średnio 12,8 punktów, 5,2 asyst, 3,8 zbiórek oraz 1,4 przechwytów. Niestety kilka spotkań musiał opuścić ze względu na kontuzję pleców. Wówczas nikt jeszcze nie przewidywał, że to będzie prawdziwa zmora „Szubiego” w kolejnych latach…

Przed sezonem 2014/2015 priorytetem transferowym dla „Akademików” był właśnie Szubarga. Trener Igor Milicić bardzo chciał kontynuować współpracę z tym rozgrywającym. Ostatecznie strony dość szybko doszły do porozumienia i „Szubi” parafował dwuletni kontrakt. Niestety powróciły problemy zdrowotne i konieczny był zabieg. AZS postanowił nie rozwiązywać umowy z Szubargą tylko cierpliwie czekać na jego powrót do zdrowia. Taka postawa budzi szacunek! „Generał” wrócił do gry na początku grudnia, ale pod koniec sezonu problemy zdrowotne ponownie dały o sobie znać. Ostatecznie Szubarga spędził chyba więcej czasu w gabinetach lekarskich niż na parkiecie. W PLK rozegrał zaledwie 17 spotkań i notował średnio 6,1 punktów, 3,6 asyst oraz 2,6 zbiórek.

Kolejne rozgrywki nadchodziły wielkimi krokami, a kłopoty zdrowotne nie opuszczały „Szubiego”. AZS tym razem nie chciał już czekać i rozwiązał kontrakt z rozgrywającym, a Szubarga ostatecznie stracił cały sezon 2015/2016! To był prawdziwy cios! Dramat dla każdego sportowca. Wielu wróżyło, że to już koniec kariery dla tego zawodnika…

Wspominałem, że Szubarga to prawdziwy wojownik? Do tej pory wspominałem, ale raczej w kontekście jego wyczynów na boisku. Swoją najcięższą walkę stoczył jednak poza placem gry. Te kontuzje nie złamały ducha „Szubiego”. Po prostu zgodnie ze swoim charakterem podjął kolejną walkę. Miał to szczęście, że trafił pod skrzydła Artura Packa, cenionego eksperta od przygotowania fizycznego oraz organizatora campów GetBetter. Ta współpraca okazała się bardzo owocna. Pacek zaszczepił w „Szubim” zupełnie nowe nawyki, a przede wszystkim pomógł mu dojść do pełnej sprawności. Szubarga swoją ciężką pracą udowodnił niedowiarkom, że nie warto było przedwcześnie skreślać tego wojownika!

Nowe życie w Asseco

Po takich perypetiach Szubarga nie był zbyt „łakomym kąskiem” na rynku transferowym. Zespoły z czołówki raczej nie były skłonne do podejmowania takiego ryzyka. Ostatecznie „Szubi” trafił do Asseco Gdynia. W Trójmieście powstała wówczas ekipa złożona wyłącznie z polskich graczy. Głównie byli to młodzi zawodnicy, a Szubarga odgrywał rolę mentora oraz lidera. Trzeba przyznać, że swoje obowiązki wypełnił znakomicie! Po wielkich problemach, straconym sezonie wrócił i to chyba lepszy niż kiedykolwiek! „Generał” rozegrał statystycznie swój najlepszy sezon w karierze. Średnio na mecz notował 18 punktów, 5 asyst, 3,4 zbiórki oraz 1,3 przechwytów. Podczas wyjazdowego meczuPolskim Cukrem Toruń zdobył aż 42 punkty, co jest rekordem całej jego kariery! Za sprawą takich osiągów został najlepszym strzelcem całej PLK. Wielkie osiągnięcie! Asseco, grając tym polskim składem, wywalczyło utrzymanie w elicie, więc pod tym względem rozgrywki 2016/2017 też należy rozpatrywać jako sukces.

Szubarga nie zamierzał opuszczać Gdyni i spędził tam cztery kolejne sezony. Trójmiejska ekipa przechodziła w tym czasie przez różne etapy. Czasami dysponowali jedynie polskimi zawodnikami, a innym razem budowali skład zdolny walczyć o najwyższe cele oraz reprezentować nasz kraj w rozgrywkach EuroCup. Niezależnie od aktualnej sytuacji, pozycja „Szubiego” była niezwykle silna. Podkreślił to nawet nasz trener, Igor Milicić, gdy podczas półfinałowej rywalizacji w 2019 roku, jako najważniejszego zawodnika gdyńskiej ekipy wskazał właśnie Szubargę. Dla wielu ta opinia była zaskakująca, bo przecież w żółto-niebieskich koszulkach biegały wtedy takie gwiazdy jak Josh Bostic czy James Florence.

We wspominanym sezonie 2018/2019 trójmiejski zespół przystępował do Play-Off z pierwszego miejsca. Marzeń o finale pozbawił ich jednak nasz Anwil. O brązowy medal rywalizowali ze Stelmetem. Pierwsze spotkanie, na wyjeździe, przegrali 95:77. Do rewanżu przystępowali w osłabieniu, ale nie zamierzali składać broni. Na własnym terenie pokazali niesamowity charakter i pokonali rywali 105:80. Dzięki temu zameldowali się na najniższym stopniu podium. Głównym motorem napędowym w tym heroicznym pościgu był właśnie Szubarga. Dla niego to był wyjątkowy moment. Po tych wszystkich ciężkich chwilach udowodnił, że cały czas ma wiele do zaoferowania. Kilka lat wcześniej wielu skreśliło „Generała”, a on wywalczył trzeci medal w karierze. Nic dziwnego, że po końcowej syrenie nie krył wzruszenia. Dla „Szubiego” ten brąz miał smak złota!

W minionym sezonie Szubarga cały czas odgrywał ważną rolę w gdyńskim zespole, ale znowu powrócił problem zdrowotne. Łącznie rozegrał tylko 15 meczów, w których notował średnio 11,4 punktów, 5 asyst, 2,7 zbiórek oraz 1,5 przechwytów. W lipcu skończy 37 lat, więc stwierdził, że już wystarczy. Kilka tygodni temu oficjalnie zakończył karierę, a to oświadczenie poruszyło całe środowisko. Nic dziwnego, bo Szubarga przez te wszystkie lata zapracował na olbrzymi szacunek. To przecież wojownik, który nigdy się nie poddawał!

„Szubi” Jeszcze podczas rozgrywek 2020/2021 został asystentem trenera Piotra Blechacza, który objął to stanowisko po przenosinach Przemysława Frasunkiewicza do Włocławka. W nowym sezonie Arkę poprowadzi Milos Mitrović, ale rola „Generała” nie ulegnie zmianie. Jestem bardzo ciekawy, jak poradzi sobie na tym stanowisku. Jeśli zdoła przynajmniej szczyptę swojego charakteru oraz etyki zaszczepić wśród podopiecznych, to polska koszykówka tylko na tym zyska. Trzymam kciuki!

Orzeł na piersi i liczne wyróżnienia

Szubarga przez wiele lat prezentował poziom, którego selekcjonerzy reprezentacji Polski nie mogli przeoczyć. „Szubi” miał zaszczyt wielokrotnie grać w biało-czerwonych barwach. Reprezentował nasz kraj na dwóch wielkich turniejach – Mistrzostwach Europy 2009 oraz 2013. Całkiem solidnie, ale ja i tak uważam, że zasłużył na więcej. W moim odczuciu, na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, Szubarga należał do bardzo ścisłej czołówki wśród polskich rozgrywających.

Wspominałem o niektórych osiągnięciach „Generała”, ale było tego o wiele więcej. Z kronikarskiego obowiązku oraz wielkiego szacunku do zawodnika, wręcz muszę rozwinąć ten wątek. Szubarga dwukrotnie został Najlepszym Polskim Zawodnikiem PLK oraz był nominowany do najlepszej piątki sezonu (2010 i 2017). W 2013 roku został najlepszym obrońcą. Czterokrotnie brał udział w Meczu Gwiazd PLK (2009, 2010, 2012 i 2013) oraz raz I ligi (2007). Dwukrotnie był również liderem asyst w PLK (2010 i 2013), a podczas rozgrywek 2011/2012 zaliczał także najwięcej przechwytów. Cieszy fakt, że wiele tych wyróżnień osiągnął w barwach naszego Anwilu. Ta długa lista potwierdza tylko, że Szubarga był wyjątkowym zawodnikiem nie tylko w historii „Rottweilerów”, ale również całej polskiej koszykówki. Dziękujemy za wszystko Panie „Generale”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.