Trzy kwarty ze Stelmetem

Ostatnio zarówno Anwil Włocławek, jak i Stelmet Zielona Góra grają znacznie poniżej oczekiwań. Są to zespoły ze ścisłej czołówki PLK, ale ich styl oraz wyniki pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego byłem niezwykle ciekaw wczorajszej konfrontacji.

Florence StelmetFOTO: anwil24.pl
James Florence

W Anwilu cały czas poza grą jest Jaylin Airington, a teraz dołączył do niego Ivan Almeida. Na szczęście Kamil Łączyński wrócił na parkiet, ale jego uraz też nie jest jeszcze całkowicie wyleczony. Te czynniki oraz ostatnie wyniki sprawiały, że to Stelmet mógł być uznawany za faworyta tego spotkania na szczycie.

Ostatecznie goście z Zielonej Góry rzeczywiście odnieśli zwycięstwo. Nie było to jednak piękne spotkanie. Jeśli chcecie kogoś zarazić pasją do koszykówki, to z całą pewnością odtwórzcie lepiej inny mecz. Aż ciężko uwierzyć, że tak uznane marki, które cały czas wymieniane są w gronie kandydatów do złotego medalu, zaprezentowały tak mizerny poziom.

Mimo że to nie było piękne widowisko, to przez większość spotkania widzowie mogli emocjonować się wynikiem. Obydwa zespoły swoje braki starały się zatuszować walecznością. Nasz Anwil całkiem nieźle odnajdywał się w takich wręcz koszykarskich zapasach. Po trzech kwartach prowadziliśmy nawet 51:49. Niestety, nadeszła ostatnia odsłona tego spotkania… Wraz z nią skończyły się emocje i skończyła się nasza gra. Jak za sprawą jakiegoś tajemniczego impulsu Anwil został totalnie odmieniony. Nasz atak był jak Yeti (niby istniał, ale dowodów brak), a obrona pozwoliła gościom na spokojne powiększanie przewagi.

Pierwsze punkty w czwartej kwarcie rzuciliśmy dopiero po ponad sześciu minutach gry. Za trzy odpalił wówczas Ante Delas. Na kolejne trafienia Anwilu musieliśmy poczekać praktycznie do ostatniej minuty spotkania. Naszą sytuację delikatnie poprawiły trzy punkty Michała Nowakowskiego i to było na tyle. Jak widać, w decydującej fazie meczu zdobyliśmy zaledwie sześć punktów… Brak słów…

Głośno ostatnio było o tym, że Stelmet ma spore problemy z defensywą. Nawet przeciętne zespoły potrafiły podopiecznym Andreja Urlepa nabić naprawdę sporo punktów. Nas jednak zatrzymali na zaledwie 57 „oczkach”. To zdecydowanie najgorszy wynik Anwilu w bieżących rozgrywkach. Przyczyny nie należy upatrywać w nagłej przemianie systemu obronnego Mistrzów Polski. To nasz zespół ma cały czas ogromne problemy w ataku. Trafialiśmy na poziomie niecałych 30%! To jest osiągnięcie wręcz żenujące…

Można wyciągnąć wnioski, że jak nie ma Ivana, to Anwil nie wie jak zdobywać punkty. To była doba okazja na przełamanie się Quintona Hosleya. Były gracz Stelmetu w obronie zagrał na swoim niezwykle wysokim poziomie. Po przeciwnej stronie parkietu było jednak jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Wręcz brylował w tej całej nieskuteczności, bo zanotował 0/9 z gry!

Dobrym podsumowaniem naszych problemów w ataku jest to, że najlepszym strzelcem został Michał Nowakowski10 punktami na koncie. Jako jedyny gracz Anwilu uzyskał dwucyfrową zdobycz i jako jedyny przekroczył 50% skuteczności (4/7 z gry).

Josip Sobin nie rozegrał wielkiego spotkania (5 pkt i 9 zb), to w moich oczach i tak jeszcze więcej zyskał. Mało takich wojowników biega po naszych parkietach. Gdzie jest źródło jego waleczności? Po przeciwnej stronie miał graczy naprawdę wysokiej klasy. Brakowało mu trochę wsparcia od kolegów, ale i tak zostawiał serce na parkiecie.

Właśnie podkoszowy duet Stelmetu zrobił nam najwięcej krzywdy. Boris Savović dopiero niedawno wrócił do regularnej gry po kontuzji, ale udowodnił, że ma ogromny potencjał i formę na odpowiednim poziomie. Przeciwko nam uzbierał 21 punktów13 zbiórek. Na dodatek silne wsparcie dał mu Vladimir Dragicević (12 pkt i 8 zb). Zgodnie z przedsezonowymi wypowiedziami, to właśnie te „dwie wieże” są główną bronią Stelmetu. Każdy kolejny ligowy rywal będzie miał zapewne ciężką przeprawę z tym bałkańskim duetem.

Swoje zrobił również James Florence (16 pkt). Naprawdę nie wiem jakim cudem trafił niektóre swoje rzuty. Obrońcy mogli robić wszystko, co w ich mocy, a Amerykanin i tak punktował.

Porażka ze Stelmetem jest naszą trzecią z rzędu. Styl cały czas też, delikatnie mówiąc, nie zachwyca. Na chwilę obecną nasza forma jest daleka od optymalnej. Najważniejsza część sezonu jednak dopiero przed nami. Lepiej jednak przegrywać teraz niż w Play-Off.

Jedna odpowiedź do “Trzy kwarty ze Stelmetem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.