Król haków

W NBA mieli Kareema Abdula-Jabbara, a my mieliśmy Henia Wardacha

Dawno temu, podczas wesołej rozmowy, kolega uraczył mnie powyższym zdaniem. Chodzi oczywiście o to, że cechą tych dwóch graczy był rzut hakiem. To taka ich wizytówka. Niestety słowo „mieliśmy” okazuje się tutaj kluczowe. Kilka dni temu, mając 54 lata na karku, Henryk Wardach opuścił ten świat…

Henryk Wardach Nobiles Włocławek
Henryk Wardach

Żałuję, że występy Wardacha pamiętam jak przez mgłę. Zmierzch jego kariery przypadł na czas, gdy ja dopiero rozwijałem swoje zainteresowanie koszykówką. Te słynne haki jednak cały czas mają szczególne miejsce w mojej pamięci. Z tego właśnie słynął popularny „Heniu”. To były rzuty nie do podrobienia.

Wardach to przedstawiciel starszej generacji koszykarzy. Pochodził z Pomorza, ale największe triumfy koszykarskie święcił na południu Polski. W latach 1985 oraz 1986 zdobywał Mistrzostwo Polski w barwach Zagłębia Sosnowiec. Swój najlepszy sezon pod względem indywidualnym również rozegrał dla drużyny z Zagłębia Dąbrowskiego. W rozgrywkach 1988/1989 notował średnio na mecz aż 27,9 punktów. Nic dziwnego, że swego czasu był pewnym punktem w reprezentacji.

We Włocławku spędził dwa sezony. Najpierw 1994/1995, a następnie wrócił na rozgrywki 1997/1998. Za drugim podejściem grał nawet w opasce kapitana, co tylko świadczy o szacunku jaki miał wśród kolegów. Szczególnie udany był 1995 rok, bo Nobiles zajął wówczas trzecie miejsce na koniec sezonu oraz wywalczył Puchar Polski.

Wardach w barwach naszej drużyny rozegrał łącznie 79 spotkań ligowych oraz 20 w europejskich pucharach. Średnio na mecz notował 8,9 punktów. Najlepsze spotkanie rozegrał dokładnie 11.02.1995 r. Graliśmy wtedy na wyjeździe z Mazowszanką Pruszków. Nobiles wygrał 73:94 (41:52), a Wardach zanotował 21 punktów na swoim koncie. Więcej zdobył tylko Igor Griszczuk – 27.

Oprócz tych legendarnych haków mam jeszcze jedno skojarzenie z Wardachem. Mówiąc kolokwialnie, „kawał chłopa” z niego był. Silny podkoszowy, przed którym rywale mogli czuć obawy. Szczególnie że „Heniu” nie unikał twardej gry.

Podczas historycznego meczu Nobilesu w Stargardzie Szczecińskim, który zakończył się gigantyczną bijatyką, właśnie Wardach jako jeden z pierwszych ruszył wymierzać sprawiedliwość.

„Heniu” był nie tylko bardzo dobrym koszykarzem, ale również niezwykle charyzmatyczną postacią. We Włocławku spędził tylko dwa sezony, ale kibice cały czas wspominają jego grę z wielkim sentymentem. Od dawna mam wrażenie, że w naszym mieście ma pozycję osoby wręcz kultowej. To, że otrzymał opaskę kapitańską też nie było przypadkiem.

Ciekawą anegdotę związaną z Wardachem przytoczył kilka lat temu Wojciech Pietrzak podczas wywiadu udzielanego Michałowi Fałkowskiemu:

Zakończmy pozytywnym akcentem. Bo anegdotę „rozpal pod sauną” zna dużo ludzi. A coś może z twoim udziałem?

– (chwila milczenia) Znowu sytuacja z obozu w Bydgoszczy. Mieszkamy w hotelu robotniczym, jestem w pokoju z Pawłem Urbańskim, a przez ścianę Heniu Wardach i Mirek Kabała…

…i słychać tylko stukot turlanych po podłodze butelek…

… e tam słychać, wykładzina była (śmiech)! Ale poważne. Mamy pokój, obok Mirek i Heniu, a łączy nas wspólny balkon, na którym – po wypraniu po treningu – suszą się nasze koszulki, spodenki. I nagle patrzę, wiatr, ubrania pospadały na trawę. Wychodzę na balkon, a obok mnie Heniu. I mówi:

– O, patrz młody, moje też spadły. Skoczysz?

– Jasne! Już lecę.

I wybiegłem z pokoju, wypadłem z klatki i żeby znaleźć się pod balkonem, musiałem biec dookoła budynku. No więc jestem, podnoszę te ubrania, wrzucam na górę do Henia i zbieram się, by wrócić, znowu dookoła hotelu. Na co Heniu mówi:

– Gdzie tam będziesz biegł, wskakuj tutaj!

– Jak to wskakuj? – pytam zdziwiony, bo to był taki nieco wyższy parter.

– No wskakuj! Dawaj mi tu ręce, wciągnę cię!

No i wyciągnąłem ramiona, a Heniu, jak gdyby nigdy nic, załapał mnie za nadgarstki i wciągnął, mnie, 100-kilogramowego chłopaka, jak lalkę na górę. Wciągnął, postawił na balkonie, nawet nie zająknął, odwrócił się i poszedł do Mirka do pokoju.

Ktoś dziwi się jeszcze, że gdy Heniu – znowu wracamy do roli chemii w zespole – ruszał na odsiecz koledze z drużyny, to wszyscy rozchodzili się na boki?

Taki był właśnie Henryk Wardach

„Heniu” – Ciebie nie można zapomnieć!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.