James Bell, czyli ciekawe wzmocnienie

Ofensywa transferowa Anwilu nie zwalnia tempa! Zakontraktowaniem Szymona Szewczyka zamknęliśmy praktycznie budowę polskiej części składu. Do wypełnienia pozostały jeszcze jednak zagraniczne wakaty. Właśnie w tym kierunku wykonano kolejny ruch transferowy. Zawodnikiem „Rottweilerów” został James Bell, czyli bardzo ciekawy koszykarz z bogatym życiorysem.

James BellFOTO: championsleague.basketball

Amerykański niski skrzydłowy ze sporym potencjałem

Bell pochodzi z USA i ma 29 lat, czyli jest w bardzo dobrym wieku dla sportowca. Mierzy 198 cm wzrostu i najczęściej gra jako niski skrzydłowy, ale może być również z powodzeniem wystawiany na sąsiadujących pozycjach.

Ukończył dość znaną uczelnię Villanova. Podczas swojego ostatniego roku w NCAA notował 14,4 punktów, 6 zbiórek, 1,6 asyst oraz 1,3 przechwytów. Na początku swojej akademickiej przygody został powołany do reprezentacji USA U19 i brał udział w Mistrzostwach Świata 2011. Amerykanie zawiedli na tym turnieju i zajęli dopiero 5 miejsce. Po drodze pokonali jednak m.in. Polskę i to aż 84:47. Bell wystąpił we wszystkich spotkaniach na tej imprezie i notował średnio 3,8 punktów oraz 3,1 zbiórek.

Po zakończeniu edukacji przystąpił do draftu NBA 2014, ale nie został wybrany przez żaden zespół. Jeszcze próbował swoich sił w Lidze Letniej (Charlotte Hornets), ale ta droga też nie została zwieńczona sukcesem. W 2017 roku jeszcze raz wziął udział w tych rozgrywkach (tym razem Los Angeles Clippers). Efekt był jednak podobny.

Bogate doświadczenie w Europie

Bell przed sezonem 2014/2015 przeszedł na zawodowstwo i obrał europejski kurs, gdzie występuje do dzisiaj. Przez te wszystkie lata występował tylko w silnych ligach – Włochy, Francja, Izrael, Turcja, Bałkany czy Grecja. Często zmieniał pracodawców, ale zawsze były to klubu prezentujące wysoki poziom. Dzięki temu poznał również smak rywalizacji w takich rozgrywkach jak EuroCup, Euroliga czy Liga Mistrzów.

Listę osiągnięć też ma ciekawą. Największym sukcesem Amerykanina jest bez wątpienia wygrania EuroCup w sezonie 2017/2018, gdy grał dla tureckiej ekipy Darussafaka Stamuł. Z najważniejszy spotkań został wyeliminowany przez kontuzję, ale we wcześniejszych meczach notował bardzo przyzwoite 8,8 punktów oraz 3,6 zbiórek.

Na początku sezonu 2018/2019 pracodawcą Bella była Cedevita Zagrzeb. W Lidze Adriatyckiej radził sobie znakomicie – 15,2 punktów, 4,2 zbiórki, 1,3 asyst oraz 1,3 przechwytów. Dobra dyspozycja zaowocowała tym, że sięgnął po niego Buducnost Podgorica. Z tą ekipą sięgnął po mistrzostwo oraz puchar Czarnogóry i wywalczył wicemistrzostwo Ligi Adriatyckiej. Poznał również smak rywalizacji w elitarnej Eurolidze (4,7 pkt i 2,2 zb).

Bell bardzo dobrze wypadł również w sezonie 2016/2017, gdy grał dla Hapoelu Holon, gdzie notował 15 punktów, 5,1 zbiórek, 1,8 asyst oraz 1,3 przechwytów. Został wybrany nawet do piątki sezonu ligi izraelskiej. Co ciekawe, do tego elitarnego grona trafił wówczas też Curtis Jerrells.

Ostatni rok spędził we włoskiej ekipie Happy Casa Brindisi. Rywalizował tam nie tylko w Lega Basket Serie A, ale także Lidze Mistrzów czy krajowym pucharze. Na wszystkich frontach notował średnio 8,2 punktów, 3,4 zbiórek oraz 1,5 asyst. Zespół z Brindisi zakończyła sezon regularny jako wicelider tabeli, ale w półfinale Play-Off odpadli z późniejszym mistrzem (Virtus Bolonia).

Lider? Gwiazda? Poczekajmy…

Bell to taki uniwersalny skrzydłowy – zagra jeden na jeden, dynamicznie zaatakuje kosz, rzuci z półdystansu oraz dystansu. W obronie też potrafi przycisnąć oraz rozdawać efektowne bloki. Powinien być dla nas wsparciem w wielu aspektach koszykarskiego rzemiosła.

Zakontraktowanie Amerykanina to bardzo ciekawy ruch ze strony Anwilu. W chłopaku drzemie potencjał. Dotychczas nie odgrywał raczej roli gwiazdy, ale prezentował solidność. Biorąc pod uwagę, że grał w naprawdę mocnych ligach, to jest już COŚ. Przyznajmy sobie szczerze, że PLK stoi na niższym poziomie. Bell ma odpowiednie doświadczenie oraz wiek, więc na naszym podwórku może szerzej „rozwinąć skrzydła”. Ja wierzę, że tak właśnie będzie!

Czy nasz nowy nabytek może zostać liderem „Rottweilerów” lub nawet gwiazdą całej ligi? Może. Myślę jednak, że nie jest to dla nas dobry tok myślenia. Rok temu też widziałem wielkich graczy w barwach Anwilu, a rzeczywistość była zgoła odmienna i rozczarowująca. Dlatego proponuję poczekać z osądami do pierwszych spotkań. Bell ma „papiery” na wielkie granie, ale po parkiecie nie biega CV, tylko zawodnik, który musi być odpowiednio wkomponowany w zespół. Osobiście mam dobre przeczucia i cieszy mnie ta transakcja, ale zobaczymy, jak to „wyjdzie w praniu”.

Mały tłok

Po zakontraktowaniu Bella w składzie Anwilu teoretycznie jest już 11 zawodników. Szybko idzie ta budowa nowego składu. Teoretycznie, bo ważny kontrakt cały czas ma Ivan Almeida, ale wszystko wskazuje na to, że nie zagra już w naszych barwach. Zresztą prezes Arkadiusz Lewandowski zasugerował to wyraźnie podczas ostatniego spotkania z dziennikarzami. Taki obrót spraw nie powinien być zaskoczeniem, bo zapewne wszyscy doskonale pamiętamy te wszystkie przeboje z udziałem „El Condora”. Logika wskazuje, że w miejsce Kabowerdeńczyka został sprowadzony właśnie Bell. Ta sama pozycja i dość zbliżony profil koszykarski.

Nawet bez Ivana nasz skład wygląda już na całkiem obfity, ale to jeszcze nie koniec. Do Anwilu ma dołączyć jeszcze dwóch zawodników. Jednym z nich na pewno będzie środkowy, a drugim prawdopodobnie typowy combo. Pozostaje cierpliwie czekać i trzymać kciuki, aby przyszłe transfery były dla nas wszystkich satysfakcjonujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.