HVALA JOSIP!

Niektórzy zawodnicy zapisują się w pamięci kibiców na długie lata, nawet po odejściu z naszego zespołu. Jestem pewien, że do tego grona zalicza się Josip Sobin. Chorwacki środkowy spędził we Włocławku trzy sezony i na parkiecie zostawił serce oraz hektolitry potu.

Plotki o zakończeniu przygody z Sobinem słyszałem już pod koniec minionego sezonu. Letnie ruchy transferowe Anwilu potwierdziły te doniesienia. Skład został zamknięty i Josip się w nim nie znalazł.

Josip Sobin AnwilFOTO: championsleague.basketball
Josip Sobin

Sobin trafił do nas przed sezonem 2016/2017. Na pierwszy rzut oka byłem zadowolony, bo zyskaliśmy klasycznego centra w starym stylu, a do tego bardzo mobilnego, co wydawało się kluczowe w taktyce trenera Igora Milicicia. Trochę martwił mnie jego wzrost, bo 203 cm to trochę mało jak na centra, ale Chorwat miał te braki nadrobić techniką i tak rzeczywiście było. Rok przed jego przyjściem pod naszym koszem grał dość surowy Kervin Bristol. Odniosłem wrażenie, że Sobin już w pierwszym swoim meczu zaprezentował znacznie szerszy wachlarz manewrów podkoszowych niż Haitańczyk przez cały sezon. Taki właśnie jest Josip.

Sobin jest dla mnie wielkim koszykarzem, ale pamiętam moment, gdy miałem wątpliwości co do jego dalszej przyszłości w Anwilu. W 2017 roku skompromitowaliśmy się w ćwierćfinale Play-OffCzarnymi Słupsk. Nasz chorwacki środkowy spudłował wiele swoich firmowych rzutów, a David Kravish często „skakał mu po głowie”. Piękny sezon zakończył się niesamowitą klęską, a ja zacząłem się zastanawiać czy z takim centrem możemy myśleć o sukcesach. Sobin wydawał się za mało atletyczny. Trener Milicić postanowił jednak zatrzymać w swoich szeregach rodaka żądnego odkupienia, a dalsze wydarzenia są już historią…

Josip był czołową postacią w marszu po dwa tytuły Mistrza Polski. Pod koniec sezonu 2018/2019 doznał poważnej kontuzji i bardzo mnie to zmartwiło. Na szczęście drużyna dała radę nie tylko bez niego, ale przede wszystkim dla niego. Sobin był częścią tej ekipy i te złote medale to efekt również jego ciężkiej pracy.

Chorwat nie był nigdy typem dominatora, nie porywał ludzi efektownymi zagraniami, ale przez te trzy lata był pewnym punktem naszego zespołu. Zawsze grał „swoje” i wykazywał się niesamowitą walecznością. Myślę, że tym właśnie zyskał uwielbienie włocławskich kibiców. Sobin zawsze był spokojny i skoncentrowany na grze. Na parkiecie nie było dla niego piłek straconych i dawał z siebie wszystko. Był sercem i duszą Anwilu. Taka postawa zawsze budzi podziw fanów, więc Sobin zapracował sobie na ogromny szacunek.

Jego postawę doceniłem również, prowadząc comiesięczny ranking MVP. Na koniec sezonu 2017/2018 zajął drugie miejsce, a rok później został zwycięzcą. To nie były wyniki z przypadku, bo Sobin był naszym pewniakiem i zasłużył w pełni na takie wyróżnienie.

Przykro jest rozstawać się z takim graczem, ale taka już jest koszykówka. Tego lata straciliśmy dwóch wojowników. Najpierw odszedł Kamil Łączyński, a następnie Josip Sobin. Koncepcja naszej drużyny uległa zmianie i potrzebne były pewne ruchy kadrowe. Ciężko będzie zastąpić tych świetnych zawodników pod względem waleczności, ale liczę, że nowe twarze w Anwilu, choć częściowo sprostają temu wyzwaniu.

Obecnie Sobin cały czas poszukuje nowego klubu. Niezależnie gdzie trafi, to na pewno będę trzymał za niego kciuki. Jestem również pewien, że jeśli jeszcze kiedykolwiek odwiedzi Halę Mistrzów, to zostanie przywitany głośną owacją. Josip zapisał się w historii Anwilu i kibice nigdy nie zapomną jego występów, bo przecież o sercu się nie zapomina. To już zawsze będzie „jego kawałek podłogi”.

Jedna odpowiedź do “HVALA JOSIP!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.