Bez armat na Avellino

Od samego początku uważałem, że Sidigas Avellino to jeden z głównych faworytów naszej grupy w Lidze Mistrzów. Pierwszy mecz we Włoszech, wewnętrzne problemy organizacyjne (odejście Norissa Cole’a) i kadrowe (kontuzje) naszych rywali zaliczałem jednak jako czynniki, które dawały nadzieję przed rewanżem. Ta okazała się złudna. Parkiet wszystko zweryfikował. Po słabiutkim meczu Anwil przegrał 62:72.

Sobin Anwil - AvellinoFOTO: http://www.championsleague.basketball

  1. Mam wrażenie, że chcieliśmy zacząć to spotkanie w szybkim tempie. Krótkie akcje i rzuty przy każdej sposobności. Problem w tym, że zaczęliśmy na bardzo „miękkich nogach”. Taka koszykówka może być skuteczna, ale przede wszystkim trzeba trafiać, a my mieliśmy z tym duży problem. Nerwowe granie miało przełożenie na fatalną skuteczność.
  2. Rzuty z dystansu w ogóle nie były naszą bronią. Zanotowaliśmy zaledwie 4/18 zza łuku, czyli jakieś 22 %. Totalnie tego nie rozumiem. Kolejny raz mamy problem w tym elemencie, a przecież nie brakuje solidnych strzelców w naszych szeregach.
  3. Sidigas Avellino nie miał z tym takich problemów. Włosi dość łatwo kreowali sobie pozycje na obwodzie i całkiem nieźle trafiali. Zanotowali 11/29 za trzy, czyli 38 %.
  4. Gra Anwilu w ogóle się nie układała. Atak był nerwowy i nieskuteczny, a obrona momentami zbyt dziurawa. Najgorsze jednak, że zabrakło waleczności. To nie był prawdziwy charakter naszej ekipy. Sprawialiśmy wrażenie za bardzo zestresowanych i zagubionych na parkiecie. Szczególnie było to widoczne w fatalnej trzeciej kwarcie. Tak naprawdę zaczęliśmy grać „z zębem” dopiero w ostatnich minutach. Dzięki temu znacznie zniwelowaliśmy straty i końcowy wynik nie wygląda tak źle. Było jednak za późno, aby w cudowny sposób odmienić losy tego spotkania, a na dodatek goście grali zbyt mądrze.
  5. Wielkim naszym problemem były straty. Znowu. Zbyt wiele razy traciliśmy piłkę w GŁUPI sposób. Kilka razy sam nie dowierzałem, w jak bezmyślny sposób oddajemy rywalom posiadanie. W całym meczu popełniliśmy 15 strat. Sidigas statystycznie miał o jedną więcej, ale optycznie to my mieliśmy większy problem z prawidłowym operowaniem piłką.
  6. W tym meczu było za dużo „prawie” z naszej strony. Prawie przechwyciliśmy… Prawie zebraliśmy… Prawie dobrze podaliśmy… Za dużo tego! Targał nami chyba zbyt wielki stres, który skutkował brakiem koncentracji i postawieniem „kropki nad i”.
  7. W naszych szeregach na największy plus zasłużył Josip Sobin, który przez całe spotkanie grał naprawdę równo. Chorwat dawał sobie radę przy znacznie potężniejszych podkoszowych z Avellino. Jego dorobek to 16 punktów7 zbiórek.
  8. W końcówce spotkanie znacznie uaktywnił się Chase Simon. Wyszło to Amerykaninowi całkiem dobrze, bo w tych ostatnich minutach robił różnicę. Było jednak stanowczo za późno, aby realnie myśląc o zwycięstwie w tym meczu. Simon zakończył spotkanie z dorobkiem 14 punktów.
  9. Kamil Łączyński wrócił do gry po kontuzji podczas meczu ze Startem. W jego wykonaniu nie był to jednak powrót udany. W konfrontacji z Sidigas również pojawił się na placu boju. Tym razem spędził na parkiecie 9,5 minuty, czyli więcej niż ostatnio. W tym czasie zdołał zanotować 5 asyst, a co najważniejsze, pod wodzą kapitana nasza gra wyglądała na bardziej poukładaną. Miałem wrażenie, że graliśmy znacznie wolniej (może nawet aż za bardzo), ale jakoś bardziej z sensem. „Łączka” kilka razy jednak nie zachwycił w defensywie, a do tego zanotował 3 straty3 faule. Widać, że jest jeszcze „zardzewiały”, ale cieszy postęp w jego grze. Łączyński miał również najwyższy współczynnik +/- w naszej drużynie, który wyniósł +3.
  10. Vladimir Mihailović to nie jest rozgrywający. Ponownie miał momenty dobrej gry i potrafił przyspieszyć (bardzo dobre wejście w I kwarcie), ale w prowadzeniu poukładanej gry za bardzo się nie odnajduje. Dodatkowo ma chyba aż za bardzo nerwowy charakter.
  11. Zupełnie niewidoczny był Walerij Lichodiej. Zabrakło wsparcia ze strony Rosjanina. Zanotował 0/4 z gry i w sumie tylko tyle można powiedzieć o jego występie.
  12. Nikola Marković pozbył się brody i totalnie odmienił tym swój wizerunek, ale niestety nie zmienił swojego poziomu gry. Serb wydaje się totalnie zablokowany. Widać, że chce grać, potrafi ładnie wymanewrować obrońców, ale ma duże problemy z umieszczeniem piłki w koszu. Nawet z linii rzutów wolnych. Coś tu wyraźnie nie gra, a my potrzebujemy, żeby zaczęło grać i to jak najszybciej!
  13. Zaskakiwała mnie trochę rotacja, którą stosował trener Igor Milicić. Wyraźnie nie szło nam w ataku, więc dlaczego nie poszukać jakiś nowych rozwiązań? Dlaczego nie desygnować do gry w jednym czasie dwóch zawodników z trójki Łączyński – Broussard – Mihailović? Czarnogórzec i Amerykanin bez problemów powinni odnaleźć się na „dwójce”. Dziwię się również, dlaczego tak krótko grał Szymon Szewczyk. „Szewcu” dał dobrą zmianę i był aktywny, ale później został przyspawany do ławki.
  14. W ekipie z Avellino bardzo ważną rolę odegrali gracze z USA. Patrick Young to prawdziwy byk, który narobił sporo zamieszania pod koszem. Bardzo fizycznymi graczami byli również Caleb Green oraz Demetris Nichols, a na dodatek objawili swój naturalny talent strzelecki i to nawet na dystansie. Z kolei na obwodzie sporo problemów sprawiał nam nie za wysoki Keifer Sykes.
  15. Ważnym ogniwem wśród gości był również Ariel Filloy. Bardzo inteligentny gracz, który uzbierał 12 punktów, 8 zbiórek4 asysty.
  16. Troszkę namieszali również sędziowie. Jestem bardzo daleki od stwierdzenia, że gwizdali pod Sidigas, ale kilka ich decyzji było na wyrost, a kilka razy niespodziewanie zaniechali jakiegokolwiek działania.
  17. To był bardzo słaby mecz w wykonaniu Anwilu. Włosi byli zespołem zdecydowanie lepszym i odnieśli zasłużone zwycięstwo. Nie grali jednak wybitnej koszykówki i uważam, że przy większej koncentracji byli spokojnie w naszym zasięgu. Szkoda, że się nie udało, bo teraz nasza sytuacja w grupie jest bardzo skomplikowana. Oby wnioski na przyszłość zostały wyciągnięte!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.