Anwil znowu MISTRZEM POLSKI !!!!

Wydarzyło się coś WIELKIEGO. Coś NIESAMOWITEGO. Anwil obronił MISTRZOSTWO POLSKI !!!! Najpierw doprowadziliśmy do siódmego meczu w finałowej serii, a następnie ten mecz wygraliśmy! Nasz zespół znowu był niezwykle skoncentrowany i Polski Cukier Toruń nie mógł za wiele zrobić. Decydujące spotkanie zakończyło się naszym zwycięstwem 77:89.

Anwil MistrzFOTO: anwil24.pl
MISTRZ POLSKI 2019 !!!!

  1. Koncentracja. To jest słowo klucz w kontekście naszej gry. Gdy jesteśmy odpowiednio skupieni, to możemy pokonać każdego rywala. Wtedy o wiele łatwiej realizuje się założenia taktyczne i nie rozdaje się rywalowi prezentów. Tak właśnie zagraliśmy w siódmym meczu tegorocznych finałów. Od samego początku tego spotkania w głowach naszych koszykarzy była stawka tego meczu. Zapewne towarzyszyła temu presja, ale w tym przypadku przełożyła się na lepsze przygotowanie mentalne. Z takim podejściem graliśmy „swoje” i Polski Cukier nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to nasze granie. Ograniczyliśmy straty i kolejny raz okazało się, że jest to klucz do sukcesu.
  2. Tradycyjnie przegraliśmy zbiórki. Tym razem 42:33. Miałem jednak wrażenie, że walczyliśmy z większym zaangażowanie na tablicach. Warto zauważyć, że mieliśmy 11 zbiórek w ataku. To pozwoliło na spokojne ponawianie akcji i było zarazem naszym najlepszym wynikiem w tej całej serii.
  3. Anwil był stroną dominującą praktycznie przez całe spotkanie. Początek był jeszcze wyrównany i oba zespoły szły „łeb w łeb”. Z czasem jednak Anwil wyrobił sobie zauważalną przewagę. Kolejny raz kontrolowaliśmy wydarzenia na parkiecie. Dzięki odpowiedniemu nastawieniu mentalnego nie było przestojów w naszej grze. „Twarde Pierniki” próbowały, ale po prostu tego dnia byli słabszą ekipą.
  4. Główną bronią Anwilu okazały się rzuty z dystansu. Od początku sezonu doszukiwałem się naszego wielkiego atutu w tym elemencie i podczas najważniejszego meczu sezonu odpaliliśmy niesamowitą kanonadę. Trafiał prawie każdy z naszej ekipy. Przez trzy kwarty bombardowaliśmy rywali zza łuku na niesamowitej skuteczności. W czwartej kwarcie już nie trafialiśmy, ale w sumie to nie było takiej potrzeby. Mecz zakończyliśmy i tak z bardzo dobrym wynikiem. Trafiliśmy 15/31 z dystansu, co daje 48 %.
  5. Świetne zawody rozegrał Walerij Lichodiej. Rosjanin po ostatnim meczu dołączył do grona kontuzjowanych, ale w siódmym spotkaniu wyszedł na parkiet i dał z siebie wszystko. Tego dnia jego celownik był perfekcyjnie skalibrowany. Lichodiej zdobył 16 punktów na świetnej skuteczności 6/8 z gry. Trafił też 4/5 za trzy. Prawdziwy snajper ze wschodu!
  6. Kamil Łączyński przez cały sezon często był krytykowany. Wszyscy tęsknili za jego formą z zeszłorocznych finałów. Prawdziwe przebudzenie nastąpiło w najważniejszej części sezonu. Już podczas szóstego spotkania błysnął wjazdami pod kosz, a podczas siódmego meczu dołożył element na który wszyscy czekaliśmy. „Łączka” odpalił. Trafił trzy „trójki”, zdobył 13 punktów na skuteczności 5/6 z gry i dołożył jeszcze 6 asyst. Takiego występu kapitana potrzebowaliśmy! Co ciekawe, to dopiero drugi mecz Łączyńskiego z trzema trójkami na koncie w tym sezonie. Niestety, Kamil nie dograł siódmego spotkania do końca. W trzeciej kwarcie doznał kontuzji uniemożliwiającej dalszą grę. Na szczęście dowieźliśmy to zwycięstwo bez wsparcia Kapitana.
  7. „Łączka” nie dograł tego meczu do końca, ale mieliśmy silne wsparcie na pozycji rozgrywającego. Aaron Broussard rozegrał kolejne dobre spotkanie. Jak zwykle wykorzystywał przewagi w grze jeden na jeden. Dołożył do tego dobrą grę w defensywie i walkę na tablicach. Broussard zaliczył 3 zbiórki i to wszystkie w ataku. Aaron to nasz skarb z USA. W swojej linijce statystycznej zapisał jeszcze 12 punktów, 4 asysty4 przechwyty.
  8. Kolejny raz wszystkich oczarował Szymon Szewczyk. Ten facet gra, jakby miał o dziesięć lat mniej. Walczył na całego i w początkowej fazie meczu był naszym głównym żądłem. Trafiał zarówno z dystansu jak i spod kosza. „Szewcu” uzyskał 12 punktów, 9 zbiórek3 asysty. Pan Koszykarz!
  9. Ivan Almeida nie zagrał idealnego spotkania. Miał problemy z trafianiem (tylko 3/13 z gry) oraz popełnił aż 5 strat. Nie można jednak powiedzieć, że to był zły mecz w wykonaniu naszego asa. „El Condor” zanotował double-double na poziomie 13 punktów10 zbiórek. Wymusił też 9 fauli. Trafił również „trójkę” na zakończenie trzeciej kwarty, który wyprowadziła nas na prowadzenie +17. Dla Polskiego Cukru to było już za wiele.
  10. Po meczu Almeida zgarnął nagrodę MVP finałów. Uważam, że to wybór jak najbardziej odpowiedni. Na przestrzeni całej serii „El Condor” był naszą czołową postacią i popisał się wieloma świetnymi akcjami.
  11. Mistrzem Polski jest Anwil, ale trzeba też napisać kilka słów o Wicemistrzach. „Twarde Pierniki” dzielnie walczyły w tych finałach. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że były zespołem słabszym. Odnieśli trzy zwycięstwa w serii, ale żadnego przekonywującego. Szacunek jednak za postawienie naprawdę twardych warunków.
  12. W siódmym meczu finałowym w toruńskiej ekipie niespodziewanie „pierwsze skrzypce” grał Michael Umeh. Nigeryjczyk przez większość serii był raczej zamrożony, a tym razem już od samego początku był bardzo aktywny i wykorzystywał swój talent strzelecki. Umeh zdobył 13 punktów i był najlepszym strzelcem Polskiego Cukru. Dołożył do tego 5 zbiórek4 asysty.
  13. Dobrą robotę wykonywali również polscy podkoszowi. Aaron Cel grał bardzo ambitnie i zanotował 12 punktów, 7 zbiórek5 asyst. Nie trafił jednak żadnego rzutu z obwodu (0/4). Tyle samo punktów zdobył Damian Kulig, który miał też 9 zbiórek. Dobre spotkanie w wykonaniu tych zawodników, ale na dobrze dysponowany Anwil to jednak nie wystarczyło.
  14. Powtórzę po raz kolejny, nasza ekipa dokonała czegoś NIESAMOWITEGO. Mieliśmy ogromne kłopoty kadrowe i przystępowaliśmy do Play-Off z czwartej pozycji. Nie byliśmy faworytami, ale pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu i wszystkich rywali. Mimo trudnych warunków obroniliśmy Mistrzostwo Polski. Na szersze podsumowania sezonu przyjdzie jeszcze czas. Teraz świętujmy i pamiętajmy, że ANWIL jest WIELKI !!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.